menumenu
ankieta

Gdzie spędziłeś wakacje?

Pokaż wyniki
ankieta
  • Odwiedziło nas: 70051 osób
  • Do końca roku: 251 dni
  • Do wakacji: 64 dni

Poinformuj znajomych o istnieniu strony, przez kliknięcie w link poleć nas..

Logo BIP

Dla rodziców

Jesteś tu: » Przedszkole nr 9 w Nysie » Dla rodziców

 

          ZAJĘCIA DODATKOWE MOGA BYĆ OPŁACANE Z DOTACJI Z BUDŻETU PAŃSTWA

   

Dlatego tzw. ustawa przedszkolna wprowadzi od 1 września 2013 roku ograniczenie opłat pobieranych przez gminę od rodziców do maksymalnie 1 zł za każdą dodatkową godzinę ponad minimalnie 5 bezpłatnych godzin.

Czytaj też: Przedszkola za złotówkę. Jak to będzie wyglądać?

Od września 2013 roku gminy otrzymają dotację z budżetu państwa. W tym roku do gmin trafi łącznie prawie 504 mln zł, z czego:

- 171,2 mln zł na rekompensatę wpływów do gmin z tytułu zmniejszonych opłat wnoszonych przez rodziców (średnio w kraju stanowi to około 1/3 wysokości dotacji),
 
- 332,4 mln zł na rozwój wychowania przedszkolnego, w tym poszerzanie oferty przedszkoli (np. poprzez organizację tzw. zajęć dodatkowych) oraz tworzenie nowych miejsc wychowania przedszkolnego (średnio w kraju stanowi to około 2/3 wysokości dotacji).

Czytaj też: Która gmina dostanie najwięcej na przedszkola?

Jak donosi Ministerstwo Edukacji Narodowej dotacja w 2013 roku wynosi 414 zł na jedno dziecko w wieku od 2,5 do 6 lat w wychowaniu przedszkolnym (przedszkolu, oddziale przedszkolnym i innej formie wychowania przedszkolnego). Oznacza, że na 25-osobowy oddział przedszkolny miesięcznie przekazywana będzie kwota w wysokości 2587,5 zł (do końca 2013 roku 10350 zł).

Czytaj też: MEN nie widzi przeszkód dla zajęć dodatkowych w przedszkolach

Przedszkole nadal może rozszerzać swoją ofertę zajęć o tzw. zajęcia dodatkowe (czyli np. nauka języka obcego, szachy czy garncarstwo). Opłaty dla rodziców za przedszkole nie mogą być jednak z tego tytułu wyższe - podaje resort edukacji. - Dyrektor przedszkola, aby zorganizować prowadzenie zajęć tzw. dodatkowych może:

- powierzyć prowadzenie takich zajęć nauczycielom zatrudnionym w przedszkolu zgodnie z ich kompetencjami,

- zatrudnić nowych nauczycieli, posiadających odpowiednie kompetencje do prowadzenia konkretnego typu zajęć,

- podpisać umowę z firmą zewnętrzną na prowadzenie takich zajęć (nie zwalnia to dyrektora przedszkola z obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa dzieci i opieki nad nimi).

Jak informuje MEN zajęcia takie jak: rytmika, taniec, zajęcia plastyczne itp. znajdują się w podstawie programowej. Ich realizacja należy do obowiązków przedszkola.
 
- W przypadku tzw. zajęć dodatkowych, które nie mieszczą się w podstawie programowej (np. języki obce) możliwe jest i wskazane zatrudnienie nauczyciela posiadającego odpowiednie kompetencje lub wykorzystanie umiejętności nauczyciela w przedszkolu - donosi ministerstwo.

Zobacz przykładowe dotacje dla samorządów (miasta na prawach powiatu)


 

Premier o referendum ws. 6-latków

 
Szansą naszych dzieci jest szybsza, a nie późniejsza edukacja, dlatego nie będę rzecznikiem przeprowadzenia referendum - powiedział premier Donald Tusk pytany o referendum edukacyjne, dotyczące m.in. obniżenia wieku obowiązku szkolnego z siedmiu do sześciu lat.

"Jestem nieustannie poganiany przez rzeczników szybkich i bolesnych reform do tego, by reformy w Polsce wprowadzać. Staramy się robić to w sposób umiarkowany, tak, aby nie burzyć bezpieczeństwa u ludzi, ale tam, gdzie mamy przekonanie, że trzeba coś zrobić, nawet jeśli jest niepopularne, to staramy się to przeprowadzić przez parlament. Tak było choćby z podniesieniem wieku emerytalnego" - powiedział premier podczas środowej konferencji prasowej.

Czytaj też: PiS za referendum ws. sześciolatków

Jak mówił, jest taka kategoria spraw, którą przegrywa się w referendach, gdy do nich dochodziło, chociaż z punktu widzenia interesu publicznego warto daną reformę przeprowadzić. Podkreślił, że o tym, czy referendum edukacyjne odbędzie się, zdecyduje nie rząd, tylko Sejm. "Ja nie będę namawiał do przeprowadzenia referendum w tej sprawie, ponieważ czuję się odpowiedzialny za przeprowadzenie tej reformy" - powiedział Tusk.

"Prawda jest taka - i nie umiemy jej dobrze przedstawić, to fakt - że przyszłość naszych dzieci, wtedy, gdy będą już ludźmi dorosłymi, zależy w dużej mierze od tego, jak szybko będą edukowane" - zaznaczył premier. Przypomniał, że w zdecydowanej większości krajów w Europie dzieci rozpoczynają naukę w szkole w szóstym roku życia. "Nie ma przypadku, że naród, który najbardziej obfituje w Nagrody Nobla, posyła istotną część swoich dzieci już w trzecim roku życia do szkoły. Mówię o żydowskiej tradycji edukacyjnej" - dodał.

Premier zaznaczył, że zdaje sobie sprawę, jako ojciec i dziadek "jak boli, gdy wysyła się dziecko po raz pierwszy do szkoły, czy ono ma sześć, czy siedem lat, tak samo boli". Mówił także, że szkoła, środowisko, gdzie młodsze dzieci spotykają się ze starszymi, niesie pewne ryzyko, ale równocześnie jest szansą. "Nieprzypadkowo dzieci wychowane w rodzinach, gdzie jest starsze rodzeństwo, bez porównania lepiej sobie radzą później w życiu, bo są dużo szybciej wyedukowane (...) Na tym też polega nasze życie, większe szanse często wiążą się także z pewnymi większymi ryzykami" - zaznaczył.

"Szansą naszych dzieci jest szybsza, a nie późniejsza edukacja, dlatego ja nie będę rzecznikiem przeprowadzenia referendum, ale jeśli Sejm zdecyduje inaczej, to referendum odbędzie się" - podkreślił Tusk.

12 czerwca ma zostać złożony w Sejmie wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum edukacyjnego.



Sześciolatki do szkół. Szumilas znów przekonuje

 Od 2009 do 2012 r. naukę w Polsce rozpoczęło 184 tys. sześciolatków - podała minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas, która w piątek w Opolu wzięła udział w wojewódzkiej gali konkursu "Mam 6 lat" i zachęcała rodziców do posyłania 6-latków do szkół.

Minister Szumilas podczas wizyty w Opolu przekonywała rodziców, że obniżenie wieku szkolnego to "cywilizacyjna zmiana", która ma pomóc w rozwoju dzieci oraz przygotowaniu ich do dorosłego życia. "Ale jak każda zmiana budzi nieufność i obawy. Dlatego odwiedzam polskie miasta i wsie, by o tym rozmawiać i pokazywać, co ta zmiana wnosi" - wyjaśniała szefowa resortu edukacji.

Czytaj też: Fakty o przygotowaniu szkół dla sześciolatków

Szumilas przekonywała, że szkoły są w stanie przyjąć dodatkowe roczniki, choćby w związku z tym, iż od 2006 r. liczba uczniów w szkołach podstawowych zmniejszyła się o ok. pół miliona. "Borykamy się w ostatnich latach z problemem likwidacji szkół. Obniżenie wieku szkolnego jest jednym z elementów, który może temu zapobiec i uratować np. małe szkoły wiejskie, ale i te większe w miastach" - dodała.

Minister stwierdziła też, że najlepszymi doradcami i ekspertami dla rodziców są inni rodzice, którzy już mają za sobą doświadczenia z wysyłaniem dzieci do szkół wcześniej. "Stąd pomysł na konkurs Mam 6 lat, który ma promować dobre pomysły przygotowujące do obniżenia wieku szkolnego" - dodała.

Na konferencję prasową po gali konkursu szefowa resortu edukacji zaprosiła też mamy uczących się 6-latków z Opola. "Ich opinia może pomóc w podjęciu podobnej decyzji innym" - stwierdziła Krystyna Szumilas.Beata Gierczak powiedziała, że dwoje jej dzieci poszło do szkoły jako sześciolatki. "Córka jest obecnie w trzeciej klasie, a syn w pierwszej. Widząc kilka lat temu, że córka mimo młodszego wieku świetnie odnalazła się w szkole i pięknie rozwija, syna posłaliśmy do szkoły wcześniej już zupełnie bez lęku" - opowiedziała Gierczak.

Monika Śliczny również posłała do szkoły swoją obecnie 9-letnią córkę Igę w wieku sześciu lat. "Do dziś jestem zadowolona z tej decyzji" - zapewniła Śliczny. - "Widzę dużą różnicę w społecznym rozwoju córki porównując ją z rówieśnikami, którzy szkołę zaczęli w wieku siedmiu lat".Z informacji opolskiego kuratorium oświaty wynika, że w obecnym roku szkolnym 6-latki stanowią 11,3 proc. pierwszoklasistów na Opolszczyźnie.

Zainicjowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej konkurs "Mam 6 lat", którego drugą edycję podsumowano w piątek w Opolu w Publicznej Szkole Podstawowej nr 14, ma promować przedsięwzięcia i inicjatywy, które pomagają sześcioletnim dzieciom w adaptacji do warunków szkolnych. Nagrody przyznano w nim w trzech kategoriach.

W kategorii "Rada Rodziców przedszkola" w woj. opolskim wygrały Rady Rodziców z Przedszkola nr 54 w Opolu, Przedszkola Publicznego nr 2 w Opolu oraz Przedszkolna Rada Rodziców przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Przechodzie.

W kategorii "Rada Rodziców szkoły" najwyższe laury w regionie przypadły Radom Rodziców przy PSP nr 9 w Opolu, szkole nr 3 w Nysie oraz PSP we Wroninie. Z kolei wśród uczniów z klas I - III, którzy rozpoczęli naukę w wieku 6 lat, nagrodzono prace Karoliny Kotomskiej i Gracjana Rogowskiego ze szkół w Namysłowie oraz Kamila Prymuli z PSP nr 5 w Brzegu.

 

PAP 15-03-2013, 20:29

Polacy nie chcą sześciolatków w szkole

Fot. Morguefile.com
Polacy nie chcą, by maluchy trafiły do pierwszych klas. NIK alarmuje, że 80 proc. szkół nie jest do tego przygotowanych.

Aż 71 proc. badanych uważa, że wysyłanie 6-letnich dzieci do szkół to zły pomysł - wynika z sondażu przeprowadzonego przez pracownię Homo Homini.

Czytaj też: Sześciolatki do szkół. Szumilas znów przekonuje

Co więcej, 45 proc. z nas uważa, że jest to zdecydowanie zły pomysł, kolejnych 26 proc., że raczej zły - donosi „Rzeczpospolita".

Przeciwnego zdania jest tylko 24 proc. społeczeństwa, a zdecydowanych zwolenników reformy jest jedynie 10 proc.

Czytaj też: Fakty o przygotowaniu szkół dla sześciolatków

Polacy nie wierzą, że szkoły są przygotowane na przyjęcie małych dzieci. Krytycznie oceniają plany rządu, który chce, by trafiły tam one obowiązkowo od września 2014 r.

Ta ocena pokrywa się z tym, co o stanie przygotowania szkół uważa NIK. „Rz" dotarła do nieoficjalnych jeszcze wyników kontroli izby. Są fatalne. Wskazują, że jedynie co piąta placówka jest gotowa na przyjęcie małych dzieci.

 

Przegląd prasy/PAP/Rzeczpospolita 02-04-2013, 06:40


 Sześciolatek da sobie radę w pierwszej klasie

 - Szkoły już teraz są przygotowane na przyjęcie dzieci sześcioletnich, a z badań wynika, że sześciolatek poradzi sobie w pierwszej klasie szkoły podstawowej - przekonywali w poniedziałek wiceministrowie edukacji Tadeusz Sławecki i Przemysław Krzyżanowski.

ZAKTUALIZOWANA: Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi kampanię, która ma zachęcić rodziców tegorocznych sześciolatków do wcześniejszego wysłania ich do szkoły. Sławecki, który odwiedził w poniedziałek sześciolatków w kieleckich placówkach oświatowych, zapowiedział częstsze spotkania przedstawicieli ministerstwa z rodzicami, samorządowcami i nauczycielami.

Czytaj też: Sejm przyjął informację o sześciolatkach

"Obniżenie wieku szkolnego ma być ewolucją, a nie rewolucją jak wtedy, gdy tworzono gimnazja. Nie chcemy, aby doszło do sytuacji, w której większość społeczeństwa nie akceptuje zmian, ale narzuca się je w sposób ustawowy. Dlatego konieczne są spotkania, przede wszystkim z rodzicami. Rok 2013 to ostatni, w którym jeszcze oni sami decydują o wysłaniu sześciolatka do szkoły" - przypomniał Sławecki podczas konferencji.

Powołując się na dane Instytutu Badań Edukacyjnych, mówił, że 80 proc. rodziców dzieci, które rozpoczęły naukę w szkole, jako sześciolatki, jest z tego zadowolonych. Podkreślił, że 96 proc. szkół podstawowych w kraju, sprawdzonych przez inspekcję sanitarną, zostało dopuszczonych do przyjęcia sześciolatków. Dodał, że dzięki rządowemu programowi "Radosna Szkoła" szkoły mają odpowiednie pomoce dydaktyczne, które można wykorzystywać do nauki poprzez zabawę.

Czytaj też: Do I klas pójdzie co drugi sześciolatek

"Niż demograficzny pozwoli nam na w miarę komfortowe wprowadzenie reformy. Jednak, jeśli rodzice już w 2013 roku wyślą dziecko sześcioletnie do szkoły, to na pewno w klasie będzie mniej dzieci niż w 2014 roku, a nauczyciel będzie miał lepszą możliwość poświęcenia dziecku czasu i przyjrzenia mu się" - dodał Sławecki.

Na badania Instytutu Badań Edukacyjnych powoływał się w poniedziałek także wiceminister edukacji Przemysław Krzyżanowski, który w Szczecinie uczestniczył w regionalnej gali konkursu "Mam 6 lat". Celem konkursu jest popularyzacja inicjatyw, które pomagają sześcioletnim dzieciom w adaptacji do warunków szkolnych.

"Badania Instytutu Badań Edukacyjnych wskazują, że dziecko sześcioletnie bez problemu poradzi sobie razem z dzieckiem siedmioletnim w pierwszej klasie szkoły podstawowej" - powiedział Krzyżanowski. Według niego, dzieci sześcioletnie, które w przedszkolu były uczone zgodnie z nową podstawą programową, są przygotowane do nauki w szkole podstawowej.

Krzyżanowski ocenił, że obawy związane z posłaniem do szkół sześciolatków wynikają "z często jednostkowych negatywnych przykładów na terenie kraju", o których donoszą media. Przypomniał, że jest jeszcze półtora roku do wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. "Organy prowadzące szkoły przygotowują się" - zapewnił. Przypomniał też, że w latach 2009-2011 na wcześniejsze rozpoczęcie nauki zdecydowali się rodzice 184 tys. sześciolatków.

Z danych MEN wynika, że w latach 2009/2011 naukę w szkole w wieku 6 lat rozpoczęło 184 tys. dzieci. W roku szkolnym 2012/2013 do pierwszych klas poszło 17,62 proc. sześciolatków.

W województwie świętokrzyskim w roku 2012/2013 około 15,7 proc. pierwszoklasistów stanowiły dzieci 6-letnie. W woj. zachodniopomorskim w tym roku szkolnym do pierwszych klas poszło 18,6 proc. sześciolatków.

Obowiązek szkolny dla dzieci sześcioletnich został wprowadzony do polskiego systemu edukacji ustawą w 2009 r. Początkowo wszystkie sześciolatki miały pójść do pierwszej klasy od 1 września 2012 r., natomiast w latach 2009-2011 o podjęciu nauki mogli decydować rodzice. W ubiegłym roku rząd przesunął ten termin o dwa lata, do 1 września 2014 r.

 
  Publiczne żłobki za prywatne pieniądze

 
Co zrobić kiedy brakuje żłobków, a samorządu nie stać na ich wybudowanie i utrzymanie? Znaleźć partnera i wspólnie z nim stworzyć te placówki.

Brak żłobków to jeden z większych problemów, z jakimi borykają się rodzice. Według wyliczeń Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w żłobkach jest ok. 60 tysięcy miejsc. W kraju działa tylko 715 placówek, a rocznie rodzi się ok. 375 tys. dzieci. Problem ten bierze się m.in. z wysokich kosztów tworzenia nowych miejsc dla dzieci. Budowa i utrzymanie żłobków są drogie i wiele gmin nie stać na nowe placówki.

Czytaj też: PPP szansą na nowe żłobki i przedszkola

- W Warszawie adaptacja pomieszczeń na żłobek dla 123 dzieci kosztowała około 900 tys. zł, a budowa nowego od podstaw dla 85 maluchów to koszt ok. 6 mln zł - informuje MPiPS.

Wyjściem z tej sytuacji może być pozyskanie nowych źródeł finansowania, m.in. prywatnych inwestorów, którzy, realizując to zadanie w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), mogą pomóc samorządom w dostarczaniu usług mieszkańcom, przynosząc jednocześnie znaczne oszczędności w tym zakresie. Taki pomysł - jak na razie jedyny w Polsce - zrealizowała gmina Krapkowice.

Czytaj też: Żłobki i przedszkola w PPP

- W formule PPP powstały dwa żłobki - w Pietnej oraz na Sadach i jeden klub malucha przy ul. Księdza Duszy. Obiekt pozyskaliśmy od właściciela prywatnego, a pieniądze na inwestycję - od Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej z programu „Maluch" - informuje Andrzej Kasiura, burmistrz Krapkowic.

Jak podaje resort pracy, na finansowe wsparcie gminnych projektów dotyczących rozwoju instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 w roku 2011 resort przeznaczył 40 mln zł.

Czytaj też: Żłobki dla jednej trzeciej 3-latków

Udział budżetu państwa w dofinansowaniu wynosi nie więcej niż 50 proc. wartości kosztów zadania i zależy jest od liczby nowoutworzonych miejsc, przy czym maksymalna kwota dotacji dla żłobka na 30 miejsc wynosi - na wyposażenie i prace wykończeniowe - 48 tys. zł, a na adaptację - 95 tys. zł. Nowopowstałe miejsca w instytucjach opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 należy utrzymać przez minimum pięć lat.

- Gdy nieruchomość jest własnością prywatną, z dotacji mogą być finansowane wydatki bieżące na jej remont, adaptację i prace wykończeniowe, nie majątkowe. Tak też było w Krapkowicach - przeprowadziliśmy procedurę wyboru partnera prywatnego w oparciu o ustawę o koncesji na roboty budowlane lub usługi i zawarliśmy umowę na okres 5 lat - wyjaśnia burmistrz.

Projekt zrealizowany w Krapkowicach kosztował 2,3 mln zł.

Teraz przed szansą stworzenia tego typu placówek stoją kolejne samorządy, ponieważ prywatna firma Ternum sama szuka gminy, która zbuduje z żłobki w formule PPP.

- Współpracujemy z hiszpańskim partnerem, który ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu żłobkami w PPP. Możemy podjąć się realizacji całego projektu - począwszy od budowy żłobka przez jego finansowanie, na zarządzaniu kończąc. Możemy też zrealizować jedynie poszczególne etapy projektu - mówi Marta Matysiak, menedżerka w Ternum.

Podaje, że średni koszt budowy żłobka dla 100-120 dzieci to koszt około 2-2,5 mln zł.

- Opłaty w placówkach budowanych w PPP mają nie odbiegać od stawek przyjętych w innych publicznych żłobkach i przedszkolach. Mamy nadzieję, że miasto będzie dopłacać do placówek na takich samych zasadach jak do tradycyjnych żłobków. Jednocześnie stawiamy w projektach na optymalizację kosztów, m.in. przez budownictwo energooszczędne - wyjaśnia Matysiak.

 

Anna Trojanowska 19-03-2013, 06:23


 
CO  NALEŻY
DO OBOWIĄZKÓW
mieszkańca, właściciela,
 zarządcy  nieruchomości

 

Do 31 marca złożyć deklarację


NIERUCHOMOŚCI ZAMIESZKAŁE WIELORODZINNE  deklarację składają zarządcy nieruchomości

NIERUCHOMOŚCI JEDNORODZINNE I ZAGRODOWE deklaracje składają bezpośrednio właściciele nieruchomości.

 

Deklaracje są dostępne w Punkcie Informacyjnym Urzędu Miejskiego w Nysie przy ul. Kolejowej 15. Wzór do wypełnienia można pobrać również drogą elektroniczną, za pomocą strony internetowej Urzędu (www.nysa.pl). Wypełnione i podpisane deklaracje należy złożyć najpóźniej do 31 marca 2013 roku  w Urzędzie Miejskim w Nysie.

 

• Wyposażyć nieruchomość w pojemniki – Gmina Nysa dostarczy nieodpłatnie potrzebne pojemniki

do zbiorki odpadów w ilości i pojemności określonej w uchwale w sprawie utrzymania czystości i porządku na terenie Gminy Nysa.

• W przypadku wyboru i prowadzenia zbiorki selektywnej

- na terenie zabudowy jednorodzinnej i zagrodowej odpady gromadzić w pojemnikach lub workach  w następującej kolorystyce:

1. odpady zmieszane - w pojemnikach SZARYCH;

2. odpady papieru, tektury – w workach NIEBIESKICH;

2. odpady tworzyw sztucznych i opakowania wielomateriałowe (TETRAPAKI) – w workach  ŻÓŁTYCH;

3. odpady szkła białego i kolorowego – w workach  ZIELONYCH;

4. odpady ulegające biodegradacji, w tym odpady zielone i bioodpady– w workach  lub pojemnikach BRĄZOWY;

- na terenie zabudowy wielorodzinnej odpady gromadzić w pojemnikach

- nieruchomości niezamieszkałe odpady gromadzić w pojemnikach lub workach

• Utrzymywać pojemniki i miejsca ich przetrzymywania w czystości.


 

WAŻNE !!!

Do pierwszej deklaracji składanej w Urzędzie Miejskim w Nysie, właściciel nieruchomości jest zobowiązany dołączyć kopię umowy zawartej z przedsiębiorcą odbierającym dotychczas odpady komunalne /art. 11 ust. 2 ustawy z dnia 1 lipca 2011r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach; Dz. U. z 2011r. Nr 152, poz. 897/

 

Segregacja się opłaca

Produkt staje się odpadem wtedy, kiedy przestaje być nam użyteczny. Należy go wówczas wyrzucić w odpowiednie miejsce, aby nie stanowił dla nas żadnego zagrożenia, dając mu jednocześnie drugie życie, tj. szansę na to, że odpad znów stanie się użyteczny. Segregując odpady przyczyniasz się do ochrony środowiska i zaoszczędzisz. Przepisy nowej ustawy gwarantują, że opłata za odpady posegregowane będzie niższa. Segregacja to czysty zysk.

Powtórne wykorzystanie czy przetwarzanie posegregowanych odpadów znajduje coraz szersze zastosowanie w produktach codziennego użytku. Segregując odpady oszczędzamy zasoby naturalne: wodę energię.  Z odpadów mogą powstać np., chusteczki higieniczne, papier toaletowy, kubki, doniczki, kolczyki, kosze, torebki a nawet meble czy ubrania.

Pamiętaj:

  • zawsze zgniataj puszki, kartony i butelki plastikowe przed wrzuceniem do pojemnika,
  • wyrzucaj butelki bez nakrętek i korków,
  • wybierając się na zakupy zabierajmy ze sobą własne siatki np. lniane, dzięki temu ograniczysz  zużycie plastikowych torebek a przynosisz do domu torby foliowe, warto wykorzystaj ją, np. jako worki na śmieci,
  • zwróć uwagę co producent proponuje zrobić z opakowaniem po wykorzystaniu jego zawartości (zobacz znak na opakowaniu),
  • do wycierania używaj szmatek wielokrotnego użycia zamiast papierowych ręczników.

 

Pojemnik niebieski (materiały papierowe)

 

wrzucamy:

  • gazety, książki, katalogi, zeszyty;
  • papierowe torby i worki;
  • papier szkolny, biurowy;
  • kartony i tekturę oraz zrobione z nich opakowania.

nie wrzucamy:

  • kartony i tektura pokryta folią aluminiową (np. opakowania typu tetra pak po mleku, napojach);
  • tłusty i zabrudzony papier (np. papierowe opakowania po maśle, margarynie, twarogu, kartony po mleku czy po napojach );
  • kalki; papier termiczny i faksowy;
  • tapety;
  • odpady higieniczne (np. waciki, podpaski, pieluchy).

Przed wrzuceniem papieru do pojemnika usuń wszystkie zszywki, klamerki czy inne elementy metalowe lub plastikowe.

 

Pojemnik zielony (szkło kolorowe)

 

wrzucamy:

  • butelki i słoiki szklane po napojach i żywności;
  • butelki po napojach alkoholowych;
  • szklane opakowania po kosmetykach.

nie wrzucamy:

  • porcelana i ceramika, doniczki
  • żarówki, lampy neonowe, fluorescencyjne i rtęciowe, reflektory, izolatory
  • szkło stołowe, szkło okularowe, szkło żaroodporne,
  • fajans,
  • ekrany i lampy telewizyjne,
  • lustra, szyby samochodowe.

Zadbaj o czystość szkła i nie tłucz go przed wrzuceniem do pojemnika. Szkło można przetworzyć w całości i nie potrzebuje dodatkowych elementów by powstał z niego kolejny produkt. Istnieje oczywiście też inny pojemnik na szkło- białe- gdzie wyrzuca się artykuły szklane bezbarwne. Wytwarzanie produktów pochodzących z recyklingu szkła jest mniej energochłonne.

 

Pojemnik żółty (tworzywo sztuczne np. plastik, metal)

 

wrzucamy:

  • puste, odkręcone i zgniecione butelki plastikowe po napojach (np. typu PET),
  • puste butelki plastikowe po kosmetykach i środkach czystości,
  • plastikowe opakowania po żywności (np. po jogurtach, serkach, kefirach, margarynach),
  • plastikowe zakrętki,
  • folia i torebki z tworzyw sztucznych,
  • puszki po napojach, konserwach,
  • kartony po mleku i sokach,
  • drobny złom żelazny oraz drobny złom metali kolorowych (np. zabawki, narzędzia).

nie wrzucamy:

  • butelki po olejach spożywczych i samochodowych;
  • opakowania po olejach spożywczych czy silnikowych, smarach
  • styropian,
  • guma,
  • butelki z jakąkolwiek zawartością,
  • puszki po farbach czy baterie,
  • opakowania po aerozolach, lekach,
  • opakowania po środkach chwasto czy owadobójczych,
  • sprzętu AGD.

Zgnieć butelki przed włożeniem ich do pojemnika. Korki które powinniśmy odkręcić przed wyrzuceniem plastikowej butelki są dobrze wyceniane w punktach skupu, warto zainteresować się tą sprawą i osobno zbierać nakrętki od butelek.

Plastik jest najbardziej popularną substancją na świecie. Zastąpił on bardzo szybko drewno, metal i wiele innych materiałów ze względu na swoją niższa cenę. Jest jednak mało bezpiecznym tworzywem ze względu na to, że nie ulega biodegradacji, rozkładając się w glebie tworzy niebezpieczną substancję. Recykling plastiku pozwala przetworzyć go na następny, ograniczając produkcję nowego. Poddając tworzywa sztuczne ponownej obróbce oszczędzamy węgiel, ropę naftową oraz redukujemy zużycie energii elektrycznej.

Dzięki segregacji możliwe jest odzyskanie ogromnej ilości surowców i pieniędzy. Przykładowo: produkując puszkę ze złomu zamiast wyrabiać nową od początku można zaoszczędzić nawet 96% energii, zmniejszyć zanieczyszczenie wody o 97% i zdecydowanie ograniczyć negatywny wpływ jaki ma na środowisko produkcja aluminium.

  

Pojemnik biały (szkło bezbarwne)

 

wrzucamy:

  • butelki i słoiki szklane po napojach i żywności,
  • butelki po napojach alkoholowych,
  • szklane opakowania po kosmetykach.

nie wrzucamy:

  • porcelana i ceramika, szkło stołowe,
  • żarówki, lampy neonowe, fluorescencyjne i rtęciowe,
  • fajans,
  • żarówki, reflektory, izolatory,
  • szkło żaroodporne, szkło okularowe, szyby samochodowe i okienne,
  • doniczki, lustra,
  • ekrany i lampy telewizyjne.

 

Wydział Rolnictwa i Ochrony Środowiska UM w Nysie
oraz A. Pieczarka, rzecznik prasowy UM w Nysie

PAP 11-03-2013, 18:30


Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

Będzie raport o niedożywieniu dzieci

Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz. Fot. wnp.pl
W najbliższym czasie zostanie opublikowany raport o niedożywieniu dzieci w Polsce opierający się na badaniu przeprowadzonym przez resort pracy – zapowiedział we wtorek rano w TVN24 minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz.

„Postanowiliśmy, że skierujemy pytania do pracowników ośrodków pomocy społecznej. Ośrodki pomocy społecznej są w każdej gminie, wiec jest ich 2400 w całej Polsce. Przepytamy pracowników socjalnych co zrobić, aby jeszcze lepiej trafiać z pomocą dla osób nieodżywionych" - powiedział Kosiniak-Kamysz.

Czytaj też: Dzieci w szkole są niedożywione

Zapewnił, że resort pracy i polityki społecznej dysponuje badaniami na temat liczby osób żyjących w ubóstwie, co pozwala na podnoszenie progów uprawniających do pomocy społecznej. „W ubiegłym roku zostały podniesione o 105 zł - do 456 zł na osobę w rodzinie" - przypomniał minister.

„Obecnie dożywiamy 2 miliony osób w Polsce, przekazujemy na to miliard sto milionów złotych" - powiedział Kosiniak-Kamysz.

Minister odniósł się także do raportu fundacji „Maciuś". Pod koniec lutego Polska Fundacja Pomocy Dzieciom „Maciuś" opublikowała raport z badania, z którego wynika, że około 800 tys. dzieci z klas 1-3 w Polsce, czyli 10 procent, jest niedożywionych. Zdaniem ministra jest to nierzetelne badanie.

„Nie wiemy jakie pytania zadano, moim zdaniem dobór grupy był błędny. Badanie jest kompletnie niewiarygodne (...). Jakbyśmy zsumowali wszystkie dzieci od urodzenia do 18 roku życia, to jest ich 7 mln 200 tys., 10 procent z tego to nie jest 800 tys. osób" - dodał.


Nabór do przedszkoli miejskich

 Ponad 6 tysięcy miejsc przygotowano w Olsztynie od września dla dzieci w wieku od 3 do 6 lat w przedszkolach miejskich i niepublicznych.

W poniedziałek rozpoczyna się nabór do gminnych placówek. Rekrutacja będzie odbywać się za pomocą aplikacji internetowej.

Jak poinformowała rzeczniczka urzędu miasta Aneta Szpaderska, w Olsztynie jest 26 przedszkoli miejskich i 38 przedszkoli prowadzonych przez inne podmioty takie jak stowarzyszenia czy fundacje. W miejskich przedszkolach jest 2 tys. 979 miejsc i 545 miejsc w oddziałach przedszkolnych, co w sumie daje 3 tys. 524 miejsca.

Czytaj też: Przedszkola znów poszły w odstawkę

W przedszkolach prowadzonych przez fundacje czy stowarzyszenia jest około 2,5 tys. miejsc. W ubiegłym roku do przedszkoli przyjęto 3 tys. 78 dzieci w wieku 3-6 lat, do oddziałów przedszkolnych przyjęto 427 dzieci w wieku 5-6 lat, czyli łącznie opiekę znalazło 3 tys. 505 dzieci.

Jak podał urząd miasta, dzieci w wieku 3-6 lat jest 7 tys. 489, czyli więcej niż miejsc w przedszkolach.

„Trudno powiedzieć, dla ilu z nich może zabraknąć miejsc, bowiem zależy to od liczby zgłoszonych do przedszkoli dzieci" - podała Aneta Szpaderska.

Rodzice, którzy posyłają dzieci do przedszkola miejskiego na 5 godzin, podczas których realizowana jest podstawa programowa, nie wnoszą opłat za opiekę. Natomiast za każdą następną godzinę obecnie rodzice płacą 3 zł, ale jak podkreśla rzeczniczka miasta, stawka ta może się zmienić od września, bowiem jest ona ustalana co roku. Dzienna stawka żywieniowa w miejskich placówkach wynosi od 5 zł do 5,5 zł.

W przedszkolach niepublicznych miesięczne czesne wynosi w zależności od liczby dodatkowych zajęć od 380 do 570 zł. Możliwy jest także 5 godzinny pobyt, za który rodzice płacą około 250 zł. Stawka żywieniowa wynosi od 5,5 zł do 10 złotych. Niektóre z przedszkoli niepublicznych wymagają jednorazowej opłaty wpisowej wynoszącej 350 zł.

W Elblągu zapisy do miejskich przedszkoli rozpoczynają się 20 marca i potrwają do 19 kwietnia. Jak podała rzeczniczka urzędu miasta Anna Kleina, w Elblągu są 22 przedszkola publicznych, 10 niepublicznych i jeden punkt przedszkolny.

Na razie jeszcze nieznana jest liczba wolnych miejsc. 5-godzinny pobyt dziecka w placówkach publicznych jest bezpłatny, natomiast każda następna godzina kosztuje obecnie 2,5 złotego. Dzienna stawka żywieniowa wynosi do 4,5 zł, a dla dzieci na specjalnych dietach do 6 zł.

W przedszkolach niepublicznych w Elblągu czesne wynosi od 150 do 300 zł, a stawka żywieniowa około 5 zł.

Rząd chce znowelizować ustawę o systemie oświaty tak, by systematycznie zwiększać dostępność wychowania przedszkolnego. Według propozycji rządowych 1 września 2016 r. wszystkie dzieci w wieku 3-5 lat mają mieć zapewnione wychowanie w przedszkolach a ustawowo zostanie ograniczona wysokość opłat pobieranych od rodziców za korzystanie przez ich dzieci z wychowania przedszkolnego.

Zgodnie z przyjętymi przez rząd założeniami do nowelizacji ustawy budżet państwa przekaże gminom pieniądze na zwiększenie liczby miejsc i poprawę warunków wychowania przedszkolnego i zmniejszenie opłat, jakie ponoszą rodzice.

Pieniądze będą przekazywane na dzieci w przedszkolach, oddziałach przedszkolnych w szkołach oraz innych formach wychowania przedszkolnego, w tym i na dzieci w placówkach prowadzonych przez podmioty niepubliczne.

 

 

PAP 09-03-2013, 12:17


Ponad 42 mln zł z Unii na edukację

O ponad 42 mln zł dofinansowania z programu operacyjnego kapitał ludzki mogą się ubiegać w tym roku świętokrzyskie placówki oświatowe.

Największe kwoty zostaną przeznaczone na wsparcie szkolnictwa zawodowego, wyrównanie szans edukacyjnych na wsiach i tworzenie przedszkoli.

„Na realizację projektów edukacyjnych w tym roku w regionie świętokrzyskim mamy kwotę ponad 42 mln zł. Te pieniądze zostały już podzielone na najważniejsze działania, ale mamy także wstępne informacje o tym, że do naszego regionu może trafić dodatkowo 12 mln zł" - poinformował dyrektor Świętokrzyskiego Biura Rozwoju Regionalnego Krzysztof Domagała.

Na największe wsparcie - 16 mln zł - mogą liczyć szkoły zawodowe, z myślą o których ŚBRR ogłosił w lutym trzy konkursy. Projekty mogą dotyczyć zakupu sprzętu do prowadzenia zajęć praktycznej nauki zawodu i tworzenia ośrodków doradztwa zawodowego, nawiązywania współpracy szkół z partnerami zagranicznymi, a także dokształcania nauczycieli.

„Szkoły będą mogły z pieniędzy unijnych finansować również koszty współpracy z firmami, w których uczniowie odbędą praktyki i staże zawodowe. Liczymy na to, że dzięki takim projektom młodzi ludzie będą mogli zdobywać doświadczenie zawodowe i łatwiej odnajdą się na naszym rynku pracy" - podkreślił zastępca dyrektora ŚBRR Krzysztof Szczypiór.

Łącznie 15 mln zł trafi do szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych z obszarów wiejskich. Ponad 11,3 mln zł zostanie rozdysponowane na organizację zajęć dodatkowych i doradztwa dla uczniów w ramach konkursu ogłoszonego w tym tygodniu. Z myślą o uczniach z małych miejscowości w maju zostanie ogłoszony kolejny konkurs na niewielkie projekty edukacyjne o wartości nie przekraczającej 50 tys. zł - na nie zarezerwowano 3,9 mln zł.

Te pieniądze będą mogły posłużyć np. na dofinansowania wycieczek edukacyjnych i dodatkowych zajęć szkolnych.

Blisko 11 mln zł wyniesie wsparcie przeznaczone na tworzenie nowych przedszkoli i miejsc pracy w już istniejących. Nabór projektów rozpocznie się najprawdopodobniej w drugim kwartale tego roku.

„Wciąż zmieniają się przepisy, które są bardziej liberalne niż w ubiegłych latach. Dofinansowanie będzie dotyczyć wszystkich gmin na terenie naszego województwa, a nie jedynie tych gdzie był najniższy współczynnik upowszechniania edukacji przedszkolnej" - dodał dyrektor Domagała.

Od 2007 roku świętokrzyskie placówki oświatowe otrzymały ponad 106 mln zł dofinansowania z POKL. Dzięki tym pieniądzom powstało 230 placówek przedszkolnych, które objęły opieką około 9 tys. dzieci. Projekty edukacyjne dla 45 tys. uczniów zrealizowało 630 szkół - od podstawowych do ponadgimnazjalnych. Stypendia otrzymało ponad 1000 uzdolnionych uczniów.

 

PAP 01-03-2013, 09:3


Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

Żłobki dla jednej trzeciej 3-latków

 
Do 2020 r. jedna trzecia dzieci do lat trzech ma być objęta opieką w żłobkach. Do tworzenia nowych placówek mają zachęcić zmienione zasady przyznawania dotacji - do 80 proc. kosztów inwestycji ponosiłby budżet państwa - mówił minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz.

Minister odwiedził w piątek Żłobek Samorządowy nr 21 w Krakowie, gdzie m.in. dzięki wsparciu z budżetu państwa utworzono 60 nowych miejsc dla dzieci.

"Oprócz najbardziej rewolucyjnej zmiany, jaką zaproponował ten rząd, czyli wydłużenia urlopów macierzyńskich do roku, rodzice w bezpośrednich rozmowach wskazywali, że trzeba rozwijać miejsca opieki nad dziećmi" - mówił Kosiniak-Kamysz.

Czytaj też: Żłobki pod specjalnym nadzorem

Rządowy program Maluch, którego celem jest wspieranie gmin w tworzeniu miejsc opieki dla dziećmi do trzech lat, został uruchomiony w 2011 r. Ma formę konkursu, w którym samorządy mogą się ubiegać o pieniądze na budowę nowych placówek, jak i na adaptację pomieszczeń na żłobki. 50 proc. kosztów ponosi państwo, a 50 proc. samorząd. Jeżeli w grupie są dzieci niepełnosprawne wkład z budżetu państwa wynosi 70 proc.

"Jest już w Sejmie ustawa, która nałoży na budżet państwa odpowiedzialność w 80 proc. za finansowanie tego typu inwestycji. Myślę, że to zmiana bardzo potrzebna samorządom, które w czasach spowolnienia gospodarczego, w moim poczuciu muszą, być przez budżet państwa wspierane" - powiedział Kosiniak-Kamysz.

Czytaj też: Zmiany zasad przyznawania dotacji na żłobki

Dodał, że w Sejmie odbyło się już pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy i realne jest, że druga, tegoroczna edycja programu "Maluch" odbędzie się już na nowych zasadach.

Nowelizacja ustawy zakłada, że opiekunów dziennych będą mogły zatrudniać nie tylko, jak dotąd samorządy, ale też przedsiębiorcy i organizacje pozarządowe. Wprowadza ona także możliwość otrzymywania dofinansowania z budżetu gminy na każde dziecko pozostające pod opieką dziennego opiekuna. Zmiany mają sprawić, że ta forma opieki i zatrudnienia stanie się bardziej atrakcyjna.

Jak poinformował w piątek Kosiniak-Kamysz, kilka dni temu ogłoszona została kolejna edycja programu "Maluch", w którym szczególnie premiowane ma być właśnie zatrudnianie dziennych opiekunów. Ta forma opieki przewidziana w tzw. ustawie żłobkowej wciąż jest najmniej popularna.

Minister pracy mówił, że na program Maluch w 2011 r. wydano ok. 18 mln zł, w 2012 niemal 100 mln zł (z czego część została wydana nie tylko na utworzenie, ale też na utrzymanie miejsc opieki dla dzieci). W 2013 r. ministerstwo chce przeznaczyć na ten program 90 mln zł i 10 mln zł na realizacje programu Niania. Obecnie w całej Polsce zarejestrowanych jest 10 tys. niań.

Według Kosiniaka-Kamysza dzięki wsparciu finansowemu w latach 2011-2012 udało się stworzyć ok. 7 tys. nowych miejsc w żłobkach, w tym roku ma to być ok. 8 tys. miejsc. Oprócz tego na działalność żłobków i klubów dziecięcych wydawane są środki z programu UE "Kapitał ludzki" - w zeszłym roku było to 150 mln zł, w tym ma to być 100 mln zł.

W Krakowie od wejścia w życie ustawy żłobkowej na realizację różnych form opieki nad dziećmi wydano 82,8 mln zł, z czego 59 mln zł to były środki własne miasta, 15,6 mln zł to wpłaty rodziców, a 8 mln zł dotacje z budżetu państwa. Obecnie w 22 żłobkach samorządowych w mieście jest 2 tys. 65 miejsc (201 powstało w ramach programu Maluch), a w niepublicznych żłobkach i klubach dziecięcych są 723 miejsca, z czego 592 jest dotowanych z budżety gminy. 500 osób zarejestrowało w Krakowie działalność jako niania.

 

PAP 01-03-2013, 18:44


Ćwiczenia oddechowe wspierające proces mówienia

 

 

 

 

Oddychanie jest naturalną czynnością fizjologiczną, niezbędną do życia, a także bardzo ważną dla poprawnego mówienia oraz prawidłowego rozwoju i funkcjonowania aparatu artykulacyjnego.

W dzień i podczas snu dziecko powinno oddychać nosem. Taki tor oddechowy zapewnia właściwy rozwój aparatu artykulacyjnego. Nieprawidłowe oddychanie wpływa niekorzystnie na wymowę.

Oddychanie przez usta powoduje, że powietrze przepływające ponad językiem utrudnia jego właściwą pionizację. Dziecko ma w związku z tym problemy z artykulacją głosek wymagających podniesienia czubka języka / sz, ż, cz, dż, l, r/.

W czasie mówienia powietrze wdychane jest głównie ustami a wydychane ustami lub nosem, w zależności od wypowiadanych dźwięków. Prawidłowy oddech podczas wypowiedzi to rytmiczny szybki wdech wykonany bez podnoszenia ramion i powolny, długi wydech, podczas którego odbywa się wypowiedź.

Dzieci mające kłopoty z prawidłowym gospodarowaniem powietrzem mówią niewyraźnie, nawet jeśli nie mają zaburzeń artykulacyjnych. Zacinają się przy mówieniu, przerywają kwestie w najmniej spodziewanym momencie, “połykają” końcówki wyrazów. Mówią za głośno lub zbyt cicho. W mowę zaangażowane jest całe ciało. Dziecko mówiąc unosi ramiona, wyciąga szyję, staje na palcach itp                                                                                                                             

 Ćwiczenia oddechowe wykonujemy:

1.                  w przewietrzonym pomieszczeniu

2.                  przed jedzeniem lub 2–3 godziny po posiłku

3.                  systematycznie 2–3 razy dziennie przez ok. 2–3 min

4.                  przedłużanie wydechu nie może być zbyt długie, bo może opróżnić płuca z tzw. „powietrza zapasowego” .

Celem ćwiczeń oddechowych jest:

1.                  poszerzenie pojemności płuc,

2.                  wzmocnienie mięśni biorących udział w oddychaniu,

3.                  wyrobienie toru oddechu przeponowego,

4.                  odróżnienie fazy wdechu i wydechu,

5.                  wyrobienie umiejętności szybkiego, pełnego wdechu i wydłużonej fazy wydechowej,

6.                  dostosowanie długości wydechu do czasu trwania wypowiedzi,

7.                  zsynchronizowanie pauz oddechowych z treścią wypowiedzi.

Ćwiczenia oddechowe rozpoczynamy od ćwiczeń, w czasie których dziecko powinno jedynie „bawić się” oddechem. Stopniowo przechodzimy do ćwiczeń trudniejszych, a więc ćwiczeń oddechowych połączonych z elementami gimnastyki całego ciała lub ćwiczeniami fonacyjnymi. Nowe elementy wprowadzamy, gdy dziecko opanowało wcześniejsze etapy kontroli oddechu.

Każde dziecko ma własny indywidualny rytm oddechu, inną pojemność płuc. Dlatego ćwiczenia te każde dziecko wykonuje zgodnie ze swoimi możliwościami.

2. Zestaw ćwiczeń usprawniających prawidłowy oddech

1. Chłodzenie gorącej zupy.

2. Wąchanie kwiatów, zapachów, potraw, kosmetyków.

3. Dmuchanie na zmarzniętą szybę, chuchanie na złączone dłonie.

4. Zdmuchiwanie kropli deszczu, płatków śniegu, piórek, listków w czasie zabaw w przedszkolu , domu  i podczas spacerów.

5. Nadmuchiwanie balonów.

6. Nabieranie powietrza nosem przy zamkniętej buzi i wypuszczanie przy jednoczesnej artykulacji głoski np. /s/ lub /f/.

7. Zdmuchiwanie chrupek, piłeczek, kawałków waty z gładkiej a następnie szorstkiej powierzchni.

8. Dmuchanie na płomień świecy tak, aby go nie zgasić.

9. Dmuchanie na styropianowe zabawki pływające po wodzie (zabawa “Zawijanie do portu”).

10. Puszczanie baniek mydlanych. Dmuchamy na zmianę:

długo – krótko – jak najdłużej
słabo – mocno – jak najmocniej (gotuje się, kipi)

11. Dmuchanie na wiatraczki, w gwizdki.

12. Gwizdanie.

13. Dmuchanie na paski papieru lub wycięte z kolorowego papieru zabawki (zwierzęta, kwiatki, listki, gwiazdki itp.) umieszczone na nitkach i umocowane na stelażu, tak aby jak najdłużej utrzymały pozycję wychylną.

14. Dmuchanie do celu, np. papierowych, styropianowych lub zrobionych z wacików zabawek (rybki do stawu, pająk na pajęczynę, myszki do norki, pies do kości itp.).

15. Dmuchanie na wycięty z papieru grzebień, od strony lewej do prawej, tak, aby na jednym wydechu wychyliły się wszystkie zęby grzebienia.

16. Oddychanie w pozycji leżącej z zabawką ułożoną na brzuchu (“Kołysanka”).

17. Naśladowanie na jednym wydechu śmiechu różnych osób np. dziewczynka: hi, hi, hi, chłopiec: ha, ha, ha, staruszka: he, he, he, mężczyzna: ho, ho, ho.

18. Fonacja samogłosek lub spółgłosek /s, z, sz, ż, w, f/ na jednym wydechu podczas zabawy np. jazda samochodu z przedszkola do garażu, droga ślimaka z lasu do domu itp.

19. Zabawy fonacyjne samogłoskami aaa..., ooo...., uuu..., eee.., yyy ..., iii ...

20. Łączenie samogłosek w pary, po trzy aż do sześciu: aaauuu, aaaooouuu itp.

21. Liczenie na jednym wydechu 1, 2, 3, 4, 5....

22. Wyliczenie na jednym oddechu jak najwięcej wron :

„Jedna wrona bez ogona
druga wrona bez ogona
trzecia wrona bez ogona
(...)
a ta jedenasta, wrona ogoniasta.

W codziennym kontakcie z dzieckiem, rodzic czy nauczyciel przypomina o zasadach prawidłowego oddechu. Dobrym pomysłem jest zabawa “Czarodziejski kluczyk” – zwracamy uwagę na zamykanie buzi i oddychanie nosem.

Uwaga:

Należy pamiętać o tym, że dziecko nie wykona tego zadania, gdy ma katar, przerost trzeciego migdałka lub krzywą przegrodę nosa.

 

                                                       opracowała:

                                                        nauczyciel logopeda

                                                        mgr Aleksandra Wójs Przedszkole nr 9 w Nysie

 

 

   

  ZESTAW ĆWICZEŃ PRZECIW PŁASKOSTOPIU

 

Zestaw ćwiczeń do wykorzystania przez rodziców w domu. Systematyczne wykonywanie ćwiczeń skutecznie zlikwiduje płaskostopie u dzieci.

 

1. P.w.- Leżenie tyłem, nogi ugięte w kolanach, ręce pod głową.
Ruch- Dociskanie do podłoża pięt i palców z równoczesnym unoszeniem sklepień stóp,
napinaniem pośladków i dociskaniem pleców do podłoża. / 1 min. /

2. P.w.- Leżenie tyłem, stopy oparte o ścianę.
Ruch- Kurczenie palców i podciąganie pięt, tzw. ”gąsienica”. / 1 min. /

3. P.w.- Leżenie tyłem, chwyt chusteczki palcami stopy.
Ruch- Uniesienie jej w górę /machanie/. / 2 x 10 /

4. P.w.- Leżenie tyłem, nogi ugięte w kolanach.
Ruch- Wtaczanie piłki po ścianie. / 10 x /

5. P.w.- Leżenie przodem, czoło oparte na dłoniach, nogi ugięte w kolanach.
Ruch- Zbliżanie do siebie i oddalanie podeszw , ”klaskanie stopami”. / 10 x /

6. P.w.- Stanie.
Ruch- Chód z wysokim unoszeniem kolan i obciągnięciem palców. / 2 min. /

7. P.w.- Stanie.
Ruch- Przesuwanie pięty do przodu z jednoczesnym podkurczaniem palców,
tzw. ”gąsienica”. / 1 min. /

8. P.w.- Stanie.
Ruch- Chodzenie z ustawieniem stóp w linii, jedna tuż przed drugą lub krzyżowaniem
stóp. / 2 min. /

9. P.w.- Siad, nogi ugięte w kolanach, ręce oparte z tyłu.
Ruch- „Klaskanie podeszwami”. / 10 x /

10. P.w.- Siad prosty.
Ruch- Naprzemienne zginanie i prostowanie stóp z równoczesnym zginaniem
palców. / 2 x 10 /

11. P.w.- Siad na krześle/plecy oparte/.
Ruch- Chwytanie palcami stóp drobiazgów  (chusteczki , kawałki gazet, skarpetki, itp. ) leżących na podłodze i wkładanie ich do pojemnika. / 1 min. /

12. P.w.- Siad na krześle/plecy oparte/,pomiędzy palcami stopy ołówek.
Ruch- Pisanie na kartce papieru. / 2 x 2 min. /

13. P.w.- Siad na krześle/plecy oparte/.
Ruch- Zwijanie palcami stopy opaski elastycznej – (bandażu , wstążki ) / 2 x 1 min. /

14. P.w.- Siad na krześle/plecy oparte/.

 


Ruch- Rozkładanie i składanie gazety. / 2 min. /

15. P.w- Siad na krześle/plecy oparte/.
Ruch- Rwanie palcami stóp gazety na strzępy i zbieranie do pojemnika / 2 m

 

                                                  

                                                                                                 opracowała

                                                                                            mgr Aleksandra Wójs nauczyciel Przedszkola nr 9 w Nysie

 

 

 

Dzieci w szkole są niedożywione

Przychodzą do szkoły bez śniadania, nie mają kanapki, nie jedzą obiadu. Niedożywione jest co dziesiąte dziecko w podstawówce.

Oprócz drugiego śniadania nie mają też przyborów szkolnych, trudno im się skupić na lekcjach, są wychudzone - pisze „Gazeta Wyborcza".

Badania głodu i niedożywienia dzieci w Polsce przeprowadził Dom Badawczy Maison. Koncentrowano się na uczniach szkół podstawowych w wieku 6-12 lat.

Największy odsetek niedożywionych dzieci badani deklarowali w województwach dolnośląskim (13,3 proc.) i pomorskim (12,1 proc.), najmniejszy w podlaskim (4,2 proc.) i w małopolskim (5 proc.).

W sumie 90 proc. badanych nauczycieli zapewnia, że w ich szkołach są programy pomagające niedożywionym dzieciom.

Wciąż zdarzają się jednak regiony, gdzie pomocy brakuje. W województwie dolnośląskim i świętokrzyskim było aż 13 proc. takich szkół.

Czytaj też: Pół miliarda na dożywianie dzieci i dorosłych

Punkty za PIT przy rekrutacji do krakowskich przedszkoli

Podczas tegorocznej rekrutacji dzieci do krakowskich przedszkoli dodatkowe punkty otrzymają ci, którzy płacą podatki w Krakowie oraz deklarujący, że ich dziecko będzie w placówce dłużej niż pięć godzin.

Władze miasta chcą też zachęcić jak największą liczbę rodziców, by posłali sześciolatki do klas pierwszych już we wrześniu 2013 r. i mają nowy pomysł: przenoszenie do szkół grup przedszkolnych wraz z wychowawcą. Na takie rozwiązanie muszą się zgodzić dyrektorzy szkół i same przedszkolanki.

"Będziemy już w tym tygodniu spotykać się z dyrektorami szkół i przedszkoli i prosić ich o współpracę. () To, co dzieci mają obecnie w przedszkolu, chcemy zapewnić w szkole, czyli odrębną świetlicę dla sześciolatków, posiłki i opiekę" - mówiła na wtorkowej konferencji prasowej wiceprezydent Krakowa ds. edukacji Anna Okońska - Walkowicz.

Szkoły, które się zdecydują się na tworzenie odrębnych świetlic dla sześciolatków, w której dzieci miałyby opiekę co najmniej do godz. 17 dostaną na ten cel 35 tys. zł. Rozważane jest także zapewnienie sześciolatkom opieki w czasie wakacji i ferii.

W 2014 r. wszystkie sześciolatki zostaną objęte obowiązkiem szkolnym. Jak wyliczono do klas pierwszych w Krakowie może trafić wówczas od 10 do 14 tys. dzieci z roczników 2007 i 2008. "Trzeba będzie liczyć się z koniecznością nauki na dwie zmiany" - mówiła Okońska - Walkowicz.

Podczas rozpoczynającej się w piątek rekrutacji do przedszkoli stosowane będą cztery nowe kryteria dodatkowe. Dodatkowe punkty otrzymają ci, którzy płacą podatki w Krakowie oraz deklarujący, że ich dziecko będzie w placówce dłużej niż pięć godzin. "Na tym ostatnim kryterium zależało rodzicom. Udowadniali, że ci którzy posyłają dziecko do przedszkola tylko na pięć godzin, tak naprawdę nie potrzebują tej pomocy" - powiedział Okońska - Walkowicz.

Urzędnicy nie będą sprawdzać, czy rodzice płacą w Krakowie podatki, ale będą wierzyć składanym deklaracjom. "Trzeba mieć zaufanie do ludzi. Dyrektor przedszkola może prosić rodzica o złożenie oświadczenia w tej kwestii" - powiedział dyrektor wydziału edukacji w Urzędzie Miasta Krakowa Andrzej Adamczyk.

Do dotychczasowych kryteriów naboru dodano także punkty dla dzieci z rodzin wielodzietnych, korzystających z Krakowskiej Karty Rodzinnej 4+ oraz dla dzieci, które w ubiegłym roku nie dostały się do przedszkola pierwszego wyboru czyli placówki najbardziej odpowiadającej rodzicom.

Internetowa ankieta dotycząca kryteriów stosowanych przy naborze do przedszkoli została przeprowadzona w grudniu i styczniu. Rodzice oddali w niej ponad 10 tys. głosów wskazując aż 326 różnych kryteriów, które można by zastosować. Najczęściej pojawiała się propozycja, by dodatkowo punktować pobyt dziecka w przedszkolu dłuższy niż pięć godzin.

W przedszkolach publicznych, niepublicznych i w szkolnych zerówkach w Krakowie będzie w roku 2013/14 w sumie 27 tys. 570 miejsc (z czego 7 tys. 689 w przedszkolach niepublicznych i w punktach przedszkolnych dotowanych przez gminę).

Dzieci w wieku przedszkolnym (licząc także sześciolatków) jest w mieście ok. 29 tys. Urzędnicy spodziewają się, że w czasie rekrutacji do przedszkoli samorządowych zgłoszonych zostanie ok. 20 tys. dzieci podobnie jak w roku ubiegłym. W przedszkolach samorządowych ma powstać 200 nowych miejsc: przy ul. Skwerowej na Dębnikach, w Zespole Szkół nr 2 przy ul. Goszczyńskiego oraz w Gimnazjum przy ul. Bujaka.

Obecnie z edukacji przedszkolnej korzysta w Krakowie ok. 80 proc. dzieci w wieku 3-6 lat.

Kartę zapisu dziecka do przedszkola rodzice mogą wypełnić w formie elektronicznej lub papierowej, którą składa się w przedszkolu pierwszego wyboru do 2 kwietnia. Wyniki naboru zostaną ogłoszone 12 kwietnia.

 

PAP 26-02-2013, 15:28

              

    

Godzina w przedszkolu za złotówkę

 
Fot. Fotolia.com
Dziś rząd zajmie się projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakłada m.in. obniżenie kosztów dla rodziców maluchów z samorządowych przedszkoli.

Na przykład opiekun, który obecnie za pobyt dziecka płaci miesięcznie 300 zł (3 zł za godzinę), będzie mógł liczyć na obniżkę sięgającą nawet 200 zł - podaje „Dziennik Gazeta Prawna".

Wszystko dlatego, że resort Krystyny Szumilas proponuje, aby stawka za każdą dodatkową godzinę opieki nad dzieckiem (ponad 5 bezpłatnych, w czasie których realizowana jest podstawa programowa) nie mogła być wyższa niż złotówka.

Czytaj też: Przedszkola nadal dzielą rząd i samorządy

Gminy będą też miały możliwość decydowania się na dowóz dzieci, nawet jeśli wprost nie będzie wymagała tego od nich ustawa. Oznacza to dla nich większą swobodę w tej kwestii. Wydatków na ten cel nie będą mogły im kwestionować regionalne izby obrachunkowe.

Mają się też skończyć problemy rodziców z zapisami. Za rok w przedszkolach muszą znaleźć się miejsca dla wszystkich czterolatków. Samorządy alarmują, że założenia rządu są nierealne i żałośnie populistyczne - pisze „Dziennik Gazeta Prawna".

 

                                                               

Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

Żłobki pod specjalnym nadzorem

Jeśli co najmniej połowa rodziców dzieci uczęszczających do żłobka lub klubu dziecięcego opowie się za wprowadzeniem systemu monitoringu, dyrektor placówki będzie zobowiązany do jego instalacji.

Projekt nowelizacji ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do trzech lat, który zawiera taki obowiązek przygotowali posłowie Solidarnej Polski - podaje „Rzeczpospolita".

Czytaj też: Zmiany zasad przyznawania dotacji na żłobki

Ich projekt jest reakcją na ostatnie przypadki skandalicznego zachowania opiekunek w żłobkach. Zdaniem posłów, sytuacje te „dobitnie pokazują, że brak zewnętrznej kontroli rodziców nad pracą personelu żłobka, do którego uczęszcza ich dziecko, może prowadzić do sytuacji znęcania się psychicznego lub fizycznego opiekunek nad dziećmi".

Koszt instalacji miałby być pokrywany solidarne przez rodziców lub opiekunów prawnych dzieci przebywających w placówce oraz dyrektora. Placówka mogłaby się starać dodatkowo o przyznanie przez radę gminy środków przeznaczonych na instalację kamer - pisze „Rzeczpospolita".

 

Przegląd prasy/Rzeczpospolita 27-02-2013, 06:50

                      

 


Sejmowy spór o sześciolatki

Polskie szkoły są przygotowane na przyjęcie 6-letnich dzieci do pierwszych klas - przekonuje MEN, które przedstawiło w piątek w Sejmie informację na ten temat. To propaganda sukcesu - odpowiada opozycja, według której w 2014 r. szkołom grozi nadmierna kumulacja uczniów.

Podczas debaty nad informacją MEN posłowie PiS, Solidarnej Polski, Ruchu Palikota i SLD opowiedzieli się za jej odrzuceniem. Zarzucali MEN, że zafałszowuje obraz polskich szkół i nierzetelnie przedstawia lub pomija istotne informacje dotyczące sześciolatków w szkołach. PO i PSL zadeklarowały, że informację poprą.

"Obowiązek nauki w szkole dla dziecka sześcioletniego to cywilizacyjna zmiana. Podyktowana jest dobrem dziecka, troską o jego przyszłość i jego przygotowanie do dorosłego życia" - przekonywała minister edukacji Krystyna Szumilas. Przypomniała, że "obniżenie wieku szkolnego do sześciu lat nastąpi nieodwołalnie w 2014 r." i apelowała do posłów, by reforma ta nastąpiła bez politycznych awantur.

Czytaj też:  Spytali MEN o sześciolatki w szkole - zostali wysłani na spacer

Minister przedstawiła - jak powiedziała - "dziewięć faktów o przygotowaniu szkół do przyjęcia sześciolatków". Poinformowała, że od 2009 r. do gmin trafiło prawie 1,9 mld zł z budżetu państwa i ponad 630 mln zł ze środków unijnych na edukację sześciolatków. Podała też, że w 2012 r. Państwowa Inspekcja Sanitarna wykazała, że 93 proc. kontrolowanych przez nią szkół jest bardzo dobrze lub dobrze przygotowanych na przyjęcie najmłodszych uczniów.

W ocenie Szumilas nauczyciele są dobrze przygotowani do pracy z młodszymi dziećmi i posiadają niezbędne do tego kwalifikacje. Jej zdaniem poprawiła się również opieka świetlicowa. "Od 2008 r. liczba etatów nauczycieli świetlicowych wzrosła o ponad 10 proc." - podała minister edukacji. Przekonywała też, że coraz więcej dzieci ma możliwość korzystania ze zdrowych posiłków w szkole.

Podsumowując swoje wystąpienie szefowa MEN podała, że w latach 2009-2012 na wcześniejsze rozpoczęcie nauki zdecydowali się rodzice 184 tys. sześciolatków. "Badaliśmy zadowolenie tych rodziców z tej decyzji. Pytaliśmy ich, jak oceniają edukację swoich najmłodszych dzieci po to, aby wiedzieć i dobrze przygotować szkoły na ten moment, który nastąpi 1 września 2014 r. Ponad 83 proc. rodziców mówiło, że jest całkowicie zadowolonych z opieki szkolnej nad dziećmi w pierwszej klasie. Poważne zastrzeżenia, co mnie oczywiście martwi i co kontrolujemy, miało niespełna 2 proc. rodziców" - mówiła Szumilas.

Z oceną MEN w sprawie stanu przygotowań szkół na przyjęcie sześciolatków zgodzili się posłowie PO i PSL, według których polski system szkolnictwa nie powinien mieć problemów z przyjęciem do pierwszych klas szkół podstawowych sześcio- i siedmioletnich dzieci.

Czytaj też: Dobre praktyki z sześcilatkami w szkołach

Informację MEN skrytykowali posłowie PiS i Solidarnej Polski, określając ją jako "propagandę sukcesu". Ich zdaniem, wśród najważniejszych problemów związanych z obowiązkowym obniżeniem wieku szkolnego, jest kumulacja w 2014 r. dzieci sześcio- i siedmioletnich w pierwszych klasach. Chodzi o to, że w 2014 r. do szkół mają pójść wszystkie dzieci urodzone w 2008 r., czyli ok. 400 tys. sześciolatków.

Do tej liczby należy dodać te siedmioletnie dzieci, które nie rozpoczną nauki od września 2013 r. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach tylko ok. 20 proc. rodziców zdecydowało się posłać do pierwszych klas swoje dzieci oznacza to, że 1 września 2014 r. wspólnie naukę może rozpocząć nawet ok. 700 tys. uczniów.

Posłowie PiS zarzucili ponadto MEN, że w przedstawionej informacji nie odnosi się do sygnalizowanego przez nich problemu kumulacji dzieci w pierwszych klasach.

Tymczasem MEN podkreśliło w informacji, że przesunięcie terminu wprowadzenia obniżenia wieku szkolnego o dwa lata nie wpłynie na liczbę uczniów, która będzie się uczyła w szkołach podstawowych. Nie zmieni się też liczba dzieci w pojedynczych klasach. "Liczba uczniów w szkołach podstawowych od września 2014 r. będzie wynosiła 2,58 mln i będzie mniejsza o 14 tys. od liczby uczniów w tych szkołach w roku szkolnym 2005/2006" - czytamy w informacji MEN.

Resort szacuje, że jeśli w 2013 r. naukę w szkole rozpocznie ok. 116 tys. dzieci sześcioletnich (ok. 30 proc. rocznika), to w 2014 r. w pierwszych klasach będzie o 270 tys. uczniów więcej.

"Dla tej liczby dzieci potrzebnych będzie około 15 tys. oddziałów przy założeniu, że średnia liczba uczniów w klasie pierwszej będzie równa 18 (czyli będzie taka, jak obecnie)" - informuje resort. Zwraca uwagę, że z danych z Systemu Informacji Oświatowej wynika, że z powodu niżu demograficznego w szkołach podstawowych w roku szkolnym 2011/2012 było ponad 23,5 tys. pomieszczeń dydaktycznych, w których nie uczyli się uczniowie. "Te pomieszczenia będą mogły być wykorzystane jako sale lekcyjne w momencie wprowadzenia obniżenia wieku szkolnego" - dodaje MEN.

Zaznacza też, że w 2014 r. dla sześciolatków w pierwszych klasach mogą zostać przekształcone dotychczasowe oddziały przedszkolne. "Ta operacja nie będzie wymagała dodatkowego przygotowania sal lekcyjnych, ponieważ są już one przystosowane do potrzeb młodszych dzieci. Gminy nie poniosą również kosztów związanych z koniecznością utworzenia oddziałów przedszkolnych dla dzieci pięcioletnich, ponieważ już dzisiaj wszystkie dzieci pięcioletnie mają zagwarantowane miejsca w wychowaniu przedszkolnym" - przekonuje resort.

Posłowie SLD uznali podczas debaty za niepokojące przytaczane przez MEN statystyki, z których wynika, że w ostatnim roku szkolnym mniejsza liczba rodziców zdecydowała się posłać swoje sześcioletnie dzieci do szkoły. MEN podało, że w roku szkolnym 2012/13 do pierwszych klas poszło 17,62 proc. sześciolatków; w 2011/12 - 19,43 proc.; w 2010/11 - 9,4 proc.; a w pierwszym roku reformy 2009/10 - 4,25 proc. Z kolei Ruch Palikota zwrócił uwagę na brak informacji o liczbie nauczycieli nauczania początkowego, którzy będą niezbędni w 2014 r., by skutecznie przeprowadzić reformę obniżenia wieku szkolnego do sześciu lat.

Głosowanie nad przyjęciem lub odrzuceniem informacji MEN odbędzie się na kolejnym posiedzeniu Sejmu.

Obowiązek szkolny dla dzieci sześcioletnich został wprowadzony do polskiego systemu edukacji ustawą w 2009 r. Początkowo wszystkie sześciolatki miały pójść do pierwszej klasy od 1 września 2012 r., natomiast w latach 2009-2011 o podjęciu nauki mogli decydować rodzice. Rząd chcąc jednak dać samorządom dodatkowy czas na przygotowanie szkół, przesunął ten termin o dwa lata, do 1 września 2014 r. To oznacza, że obowiązek szkolny będzie dotyczył dzieci urodzonych w 2008 r. i później.

 

PAP 22-02-2013, 17:23


Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

Konieczna opieka medyczna i stołówki w szkole

Konieczność przywrócenia dostępu do opieki medycznej dla dzieci w szkołach, oraz zapewnienie finansowania przez państwo wyżywienia dzieci w przedszkolach, szkołach i innych placówkach - to zmiany jakie zaproponowali posłowie Solidarnej Polski w projekcie zmian do ustawy o systemie oświaty.

Klub parlamentarny pragnie powrócić to obowiązującego kilka lat temu stałego dostępu dzieci do opieki medycznej, ponieważ funkcjonujące obecnie punkty opieki medycznej nie spełniają należycie swej funkcji, z uwagi na czas ich funkcjonowania, obejmujący zaledwie kilka godzin dziennie. Stały dostęp do opieki medycznej miałby obejmować cały czas przebywania dzieci na terenie placówki.

Czytaj też:  Nakaz modlitwy w szkolnej stołówce to przejaw indoktrynacji i nietolerancji

Druga z proponowanych zmian dotyczy kwestii wyżywienia dla wszystkich dzieci. W obecnym stanie prawnym tworzenie stołówek jest fakultatywne, a korzystanie z jej usług odpłatne (jedynie we wskazanych w ustawie przypadkach można zostać zwolnionym z odpłatności). W przytoczonym projekcie proponuje się nałożenie na szkoły obowiązku tworzenia stołówek i zapewnienia dzieciom bezpłatnego dostępu do jednego ciepłego posiłku w ciągu dnia.

Proponowane zmiany mają na celu dbałość o zdrowy tryb życia dzieci od najmłodszych lat, a także walkę z niedożywieniem.

Wedle ustaleń projektodawcy wszelkie koszty związane z wdrożeniem proponowanych rozwiązań, będą ponoszone przez budżet państwa. Jednakże co należy bardzo mocno zaakcentować: w ramach ogólnych środków przeznaczonych na funkcjonowanie szkół. Oznacza to więc tyle, że będą one finansowane z subwencji oświatowej.

Rodzi się więc w tym miejscu pytanie, czy wysokość subwencji oświatowej zostanie zwiększona, w związku z nowym zadaniem, jakie obciąży samorządy terytorialne, czy gdyby projektowane rozwiązanie weszło w życie, musiałyby znowu radzić sobie same?

 

TK zajmie się rekrutacją do szkół i przedszkoli

8 stycznia, Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem sędziego Leona Kieresa, rozpozna wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczący braku ustawowych regulacji przeprowadzania rekrutacji do przedszkoli i szkół publicznych.

Trybunał Konstytucyjny orzeknie w sprawie zgodności art. 22 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 7 września 1991 roku o systemie oświaty z art. 92 ust. 1 konstytucji.

Zgodnie z kwestionowanym przepisem, minister właściwy do spraw oświaty i wychowania określi w drodze rozporządzenia warunki i tryb przyjmowania uczniów do szkół oraz przechodzenia z jednych typów szkół do innych. Może także określić maksymalną liczbę szkół ponadgimnazjalnych, o przyjęcie do których można ubiegać się równocześnie, uwzględniając w szczególności zasadę powszechnej dostępności do szkół wszystkich typów.

Czytaj też: Przepychanki legislacyjne z przedszkolami

Zdaniem wnioskodawcy celem ustawowych wytycznych jest wskazanie treści rozporządzenia tak, by miało ono oparcie w ustawie. Naruszeniem art. 92 ust. 1 konstytucji jest takie ukształtowanie upoważnienia ustawowego, które nie pozwala na oparcie przepisów rozporządzenia o wytyczne ustawowe i pozostawia organowi upoważnionemu możliwość dowolnego, niczym nieograniczonego, wyboru sposobu regulacji.

W ocenie wnioskodawcy kwestionowany przepis nie zawiera żadnych wytycznych co do treści rozporządzenia. Przepis wskazuje, że podmiot upoważniony powinien kierować się zasadą powszechnej dostępności do szkół wszystkich typów, wymóg ten odnosi się jednak wyłącznie do określania maksymalnej liczby szkół ponadgimnazjalnych, o przyjęcie do których można się ubiegać. Dotyczy zatem wąskiego wycinka materii, który może być regulowany w rozporządzeniu.

Przepis bezpośrednio ustanawiający zasadę, zgodnie z którą dzieci mające miejsce zamieszkania w obwodzie danej szkoły podstawowej lub gimnazjum przyjmowane są do niej z urzędu, został zawarty jedynie w rozporządzeniu wydanym na podstawie kwestionowanego przepisu.

Zdaniem wnioskodawcy rozwiązanie, zgodnie z którym ustawa nie gwarantuje każdemu dziecku miejsca w szkole podstawowej i gimnazjum pozostawiając władzy wykonawczej dowolność stworzenia zasad przyjmowania dzieci do szkół obwodowych, stanowi naruszenie konstytucji. Prowadzi bowiem do sytuacji, w której to władza wykonawcza, z pominięciem władzy ustawodawczej, stwarza podstawy realizowania zasadniczych konstytucyjnych praw i wolności jednostki.

Rozprawie będzie przewodniczył sędzia TK Leon Kieres, sprawozdawcą będzie sędzia TK Wojciech Hermeliński.

 

Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

Spytali MEN o sześciolatki w szkole - zostali wysłani na spacer

Zapraszamy na spacer (najlepiej z dziećmi) - tak nietypowy odzew spotkał internautów, którzy na facebookowym profilu Ministerstwa Edukacji Narodowej pytali o obowiązek szkolny dla sześciolatków, o sprawie pisze "Rzeczpospolita".

Jak informuje "Rz" zaczęło się od wpisu, który kierował do wywiadu Krystyny Szumilas dla Instytutu Obywatelskiego. Minister opowiadała w nim m.in. o korzyściach jakie przynosi wcześniejsze posyłanie dzieci do szkoły. Powoływała się przy tym na badania i raporty.

Czytaj też:  To szkoła musi dojrzeć do sześciolatków

W reakcji na wpis rodzice zaczęli pytać o szczegóły reformy i stan przygotowania szkół.

W dyskusji pojawiły się wątki dotyczące m.in.: przemocy w placówkach, przepełnionych świetlic, zbliżającej się "kumulacji" dwóch roczników w szkołach, a także pytania o dane na temat liczby dzieci, które korzystają z poradni lub zajęć kompensacyjnych ze względu na nieradzenie sobie z obowiązkami szkolnymi - podaje Rz."

W odpowiedzi na wyżej wymienione kwestie MEN zamieściła następujący wpis: "Wszystkich, którzy kilka ostatnich godzin spędzili na naszym profilu pytając, odpowiadając, dziękując, kopiując... ZAPRASZAMY NA SPACER (najlepiej z dziećmi):) Pogoda nie jest najgorsza, na bazarze mozna już kupić tulipany... czyli właściwie WIOSNA powoli się zbliża!:D"

 Czytaj też: Fakty o przygotowaniu szkół dla sześciolatków

Wpis spotkał się z oburzeniem internautów i wywołał kolejną falę pytań. Na łamach "Rzeczpospolitej" resort tłumaczy, że "portale społecznościowe rządzą się innymi prawami, a profil MEN nie jest tablicą informacyjną dla obywateli, narzędziem udzielania informacji publicznej czy odpowiadania na wszelkie pytania".


  Chcą stworzyć przedszkole przy uniwersytecie

Uniwersytet Opolski wraz z miastem Opole chcą stworzyć przedszkole dla 80 dzieci studentów i pracowników uczelni. Opiekunami w placówce byliby absolwenci kierunków pedagogicznych, dzieci miałyby być kształcone z poszanowaniem indywidualnego stopnia rozwoju.
Zastępca dyrektora ds. dydaktyki Instytutu Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Opolskiego dr Stanisława Włoch powiedziała na spotkaniu z mediami we wtorek, że liczba miejsc w placówce uzależniona będzie głównie od powierzchni lokalu, który uniwersytetowi na przedszkole ma przekazać miasto. Wyjaśniła, że do placówki mają być przyjmowane dzieci od 2. roku życia. Podopieczni mieliby być łączeni w grupy maksymalnie 20-osobowe.

"Zależy nam bowiem na tym, by dzięki zindywidualizowanemu podejściu odkrywać zdolności i poziom rozwoju dzieci, a następnie odpowiednio je stymulować" - wyjaśniła dr Włoch.

Dodała, że do przedszkola mogłyby być też przyjmowane dzieci niepełnosprawne i dzieci z mikrouszkodzeniami mózgu. "Stworzony przez pracowników Instytutu Studiów Edukacyjnych projekt opieki ma być skonstruowany tak, by uwzględniać indywidualne uwarunkowania" - wyjaśniła.

Przedszkole zatrudniałoby na początek min. 8 opiekunów, a każda grupa byłaby prowadzona przez dwie osoby jednocześnie. "Jedna z nich mogłaby zajmować się kształceniem dydaktycznym - choćby nauką języków, nawet dwóch, a druga w tym samym czasie wychowaniem" - wyjaśniła naukowiec. "Zakładamy też, że mali podopieczni mogliby korzystać ze specjalnych eksperymentalnych zajęć np. w instytutach fizyki czy sztuki uniwersytetu" - dodała.

Placówka miałaby być czynna również w soboty i niedziele, by w tym czasie swoje dzieci mogli w niej zostawiać studenci studiów zaocznych.

Prorektor Uniwersytetu Opolskiego ds. promocji i zarządzania prof. Wiesława Piątkowska-Stepaniak stwierdziła we wtorek, że przedszkole ma być zapleczem oferującym miejsca pracy i praktyk dla absolwentów kierunków pedagogicznych i miejscem, gdzie na bieżąco mogłyby się odbywać staże dla studentów.

Władze UO pieniędzy na sfinansowanie inwestycji chcą szukać w Regionalnym Programie Operacyjnym Województwa Opolskiego czy Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki. "Liczymy, że się uda, tym bardziej, że nasz pomysł idealnie wpisuje się w projekt Specjalnej Strefy Demograficznej, która ma przeciwdziałać wyludnianiu regionu, a też w strategię województwa i miasta" - stwierdziła prof. Piątkowska-Stepaniak.

"Będziemy też jeszcze w tym roku pisać wniosek o grant na dobre praktyki edukacyjne do ministerstwa edukacji" - dodała dr Włoch.

Według prof. Piątkowskiej-Stepaniak do przedszkola w miarę możliwości swoje dzieci mogliby też oddawać np. pracownicy innych opolskich uczelni.

Możliwość powołania takiej placówki dała podpisana pod koniec ubiegłego roku umowa uczelni z miastem. Władze uniwersytetu mają nadzieję, że przedszkole mogłoby ruszyć za dwa lata. Kolejny krok należy do miasta, które ma przekazać uczelni budynek na przedszkole.

"Mamy już upatrzony jeden z budynków w tzw. dzielnicy generalskiej. Trzeba tam jednak sfinalizować kwestie własnościowe" - stwierdził w rozmowie z PAP wiceprezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski. I dodał: "Wspieramy pomysł utworzenia takiej placówki przy uniwersytecie i deklarujemy, że będzie ona mogła liczyć na naszą pomoc".

Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl
 

Fundusze na budowę lub prowadzenie żłobków

Gminy mogą ubiegać się o fundusze na budowę lub prowadzenie żłobków w ramach konkursu „Maluch".

Dofinansowywane mogą być działania na rzecz rozwoju i utrzymania żłobków, klubów dziecięcych i dziennych opiekunów. W grę wchodzi utworzenie miejsc opieki (budowa, adaptacja, wyposażenie lokali i budynków), zapewnienie funkcjonowania miejsc opieki utworzonych od wejścia w życie tzw. ustawy żłobkowej oraz organizacja miejsc opieki u dziennego opiekuna.

Czytaj też:  Zmiany zasad przyznawania dotacji na żłobki

O dotacje mogą ubiegać się jednostki samorządu terytorialnego szczebla gminnego. Podmioty niepubliczne i publiczne mogą brać udział w Programie jako podmioty współpracujące z gminami na rzecz rozwoju i funkcjonowania infrastruktury opieki nad dziećmi w wieku do lat trzech. Dofinansowanie dotyczy zadań realizowanych w 2013 r. Do konkursu można zgłaszać zadania dwuletnie, realizowane w latach 2012-2013 lub 2013-2014.

Czytaj też:  Premier obiecuje zmiany w finansowaniu żłobków i dodatkowe środki na przedszkola

Na Program przeznaczono w 2013 roku kwotę 90 mln zł; w pierwszej edycji do rozdysponowania jest 40 mln zł.

Oferty należy do 18 marca 2013 r. złożyć we właściwym urzędzie wojewódzkim, a także przesłać w formie elektronicznej na adres e-mail urzędu i MPiPS.

 

Niepokojąco rośnie liczba gwałtów w szkołach

W polskich szkołach w ubiegłym roku odnotowano 74 gwałty, o 60 więcej niż rok wcześniej.

Tak wynika z danych Komendy Głównej Policji, do których dotarła "Rzeczpospolita".

W kraju jest ponad 21 tys. podstawówek i gimnazjów, więc statystycznie rzecz biorąc, liczba gwałtów jest nieznaczna. Jednak fakt, że w szkołach w ogóle do nich dochodzi, jest szokujący. W szkołach dochodzi też do przestępstw przeciwko obyczajności, czyli np. przypadków pedofilii i rozpowszechniania pornografii. W 2012 r. było ich 181 (w 2011 r. - 266).

Eksperci twierdzą, że przestępczość w szkołach to efekt liberalnej polityki wychowawczej wprowadzonej przez duet Hall-Szumilas, byłą i obecną minister edukacji. Minister edukacji Krystyna Szumilas ogłosiła 2013 rokiem bezpiecznej szkoły. Nie usłyszeliśmy jednak żadnej koncepcji na walkę z przestępczością - czytamy w gazecie.

Czytaj też: Przemoc w szkołach. Spadła czy wzrosła?

 

PAP/Rzeczpospolita 15-02-2013, 06:51
Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

Fakty o przygotowaniu szkół dla sześciolatków

 
Ministerstwo Edukacji Narodowej podczas posiedzenia Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży Sejmu RP przedstawiło dziewięć faktów o przygotowaniu szkół do przyjęcia sześciolatków.

Od 2009 roku do gmin trafiło 1 898 tys. z budżetu państwa, a 631,5 mln zł ze środków unijnych przeznaczono na realizację projektów.

W latach 2009-2012 w ramach części oświatowej subwencji ogólnej, w związku ze szkolną edukacją dzieci sześcioletnich, organy prowadzące szkoły otrzymały prawie 1448 mln zł. Ponadto w latach 2009-2011 z rezerwy części oświatowej subwencji ogólnej na doposażenie nowych sal lekcyjnych i gimnastycznych w szkołach podstawowych przekazano gminom 49 mln zł.

Czytaj też: Chcą raportu o przygotowaniu szkół dla 6-latków

Na remonty bieżące obiektów szkół podstawowych przekazano ponad 157 mln zł. Program rządowy Radosna szkoła, na który w latach 2009-2011 wydatkowano 244 mln zł sprawił, że niemal 88% szkół podstawowych zostało wyposażonych nowoczesne pomoce dydaktyczne. Powstało 2024 zewnętrznych placów zabaw.

Poprawa infrastruktury szkolnej to ważny element przystosowania szkół do przyjęcia najmłodszych uczniów - krajobraz polskiej szkoły codziennie zmienia się na lepsze. Świadczy o tym kolejne 8 faktów.

Czytaj też: Sześciolatki pomaszerują do pierwszej klasy

Kontrole sanitarne potwierdzają przygotowanie szkół do pracy z młodszym dzieckiem.

W przeprowadzonych w pierwszym półroczu 2012 roku przez Państwową Inspekcję Sanitarną kontrolach bardzo dobrą lub dobrą ocenę stanu przygotowania szkoły podstawowej do obniżenia wieku otrzymało ponad 93% skontrolowanych placówek.

Poprawa stanu sanitarnego w placówkach następuje konsekwentnie od kilku lat. Samorządy prowadzące szkoły stale poprawiają stan szkół, również dzięki środkom z rezerwy części oświatowej subwencji ogólnej.

Nauczyciele pracujący w szkołach posiadają kwalifikacje do pracy z dzieckiem młodszym.

Wszyscy nauczyciele pracujący w klasach I-III muszą posiadać kwalifikacje odpowiednie do pracy z młodszym dzieckiem w przedszkolu i szkole. Ponad 80% szkół podstawowych uczestniczy w programie realizowanym w ramach projektu systemowego finansowanego ze środków unijnych Indywidualizacja procesu nauczania w klasach I-III, w ramach którego nauczyciele najmłodszych klas doskonalą swoje umiejętności pracy z uczniami.

W ramach projektu, szkoły wyposażane są w pomoce dydaktyczne pozwalające lepiej dostosować nauczanie do indywidualnych potrzeb oraz prowadzone są dodatkowe zajęcia z uczniami. Wsparciem zostało objętych ponad 512 tys. uczniów. Z 600 mln zł przeznaczonych na ten projekt do szkół od roku 2010 trafiło już ponad 437 mln zł. Doskonalenie nauczycieli pracujących z młodszymi dziećmi odbywa się również w ramach środków, które gminy obowiązkowo przeznaczają na ten cel (równowartość 1% funduszu wynagrodzeń).

Rosnące kompetencje nauczycieli i lepsze wyposażenie szkół to gwarancja kompleksowego rozwoju najmłodszych uczniów.

Poprawia się opieka świetlicowa w szkołach podstawowych.

Zwiększa się liczba nauczycieli opiekujących się dziećmi w świetlicy. Od roku 2008/2009 liczba etatów nauczycieli świetlicowych wzrosła o ponad 10% mimo spadku liczby uczniów o 4,7%. Z badania zleconego przez MEN w ramach projektu unijnego wynika, iż ze świetlicy korzystało 70% uczniów badanych szkół podstawowych.

Młodsze dzieci mogą korzystać z lepiej zorganizowanej opieki świetlicowej w szkołach podstawowych.

Coraz więcej dzieci uczących się w szkołach podstawowych ma możliwość korzystania z posiłków w szkole.

Polskie szkoły mają możliwość uczestniczenia w programach ustanowionych przez Komisję Europejską, w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, realizowanych przez Agencję Rynku Rolnego: Szklanka Mleka i Owoce w szkole. Mleko i przetwory mleczne spożywa 2,4 mln dzieci.

Szacuje się, że dzieciom uczestniczącym w programie Owoce w szkole od jego uruchomienia w roku szkolnym 2009/2010 do końca roku szkolnego 2011/2012 wydano łącznie ok. 100 mln porcji owocowo-warzywnych. W 2012 roku z posiłków w szkołach podstawowych skorzystało 40% uczniów.

Więcej dzieci ma możliwość skorzystania ze zdrowego posiłku w szkole.

Od lat systematycznie spada liczba uczniów w klasie, w szczególności w szkołach podstawowych.

Od roku szkolnego 2006/2007 zmniejszyła się średnia liczba uczniów w klasach w szkołach podstawowych - w roku szkolnym 2011/2012 w klasie średnio uczy się 18 uczniów. Warto zauważyć, że średnia liczba uczniów w oddziale w szkołach usytuowanych na terenach wiejskich jest mniejsza i wynosi 15 uczniów, w szkołach miejskich zaś 22 uczniów.

Zmniejszająca się liczba uczniów w klasie poprawia warunki nauki najmłodszych uczniów, podnosi również poziom opieki ze strony nauczyciela.

W okresie od września 2009 do września 2012 roku na wcześniejsze rozpoczęcie nauki zdecydowali się rodzice 184 tys. sześciolatków.

80% rodziców uczniów, którzy rozpoczęli naukę w szkole jako sześciolatki, jest zadowolonych z edukacji swoich dzieci w szkole - tak wynika z badań CBOS z 2011 roku. Ta grupa rodziców, częściej niż rodzice sześciolatków pozostających w przedszkolu, zadowolona jest ze sposobu, w jaki ich dzieci są uczone.

Rzadziej też zgłasza poważne zastrzeżenia dotyczące organizacji pracy ich dzieci. Aż 92% z nich jest zadowolonych z nauczycieli, a 86% jest zdania, że dzięki dobremu podejściu pedagogów ich dzieci dobrze czują się w szkole i chętniej do niej chodzą.

Badania TUNSS pokazały, że dzieci, które rozpoczęły naukę w szkole w wieku sześciu lat lepiej czytają, piszą i liczą od swoich rówieśników, którzy pozostali w przedszkolu. Natomiast z krajowego badania OBUT, prowadzonego w 2011 roku, wynikało, iż dzieci, które rozpoczęły naukę w szkole w wieku sześciu lat, w trzeciej klasie uzyskały takie same, a czasem lepsze wyniki niż o rok od nich starsi koledzy.

Dzieci, które rozpoczęły naukę w szkole w wieku sześciu lat świetnie wykorzystują swój potencjał - dobrze czytają i liczą. Dzieci dobrze się czują w szkole, a ich rodzice są zadowoleni z nauczycieli i sposobu organizacji pracy z nimi.

Lepsza jakość edukacji dzieci w młodszym wieku szkolnym.

Jak pokazują wyniki prowadzonego od kilku lat monitorowania wdrażania nowej podstawy programowej w szkołach, nauczyciele coraz chętniej stosują aktywne metody nauczania np. tworzenie sytuacji zadaniowych, ćwiczenia manipulacyjne, zabawy dydaktyczne czy wycieczki w teren. Ważnym elementem wdrożenia dziecka do edukacji szkolnej jest zapewnienie mu okresu adaptacyjnego. W większości badanych szkół okres ten trwał do 2 miesięcy.

Ponadto z badań wynika, że 96% szkół zapewnia uczniom możliwość pozostawienia podręczników w szkole. Współczesna szkoła już od klasy pierwszej gwarantuje również naukę języka obcego i zajęcia komputerowe. W prawie 90% badanych szkół, młodsi uczniowie przynajmniej raz w tygodniu korzystają z pracowni informatycznych wyposażonych w odpowiednie oprogramowanie. W 90% szkół są sale gimnastyczne, z których korzystają uczniowie klas młodszych. Natomiast, 86% badanych klas regularnie korzysta z boiska szkolnego.

Szkoła zapewnia indywidualne podejście do każdego dziecka i dostosowanie metod pracy do tempa jego rozwoju.

Sytuacja demograficzna sprzyja obniżeniu wieku szkolnego i przyjęciu do szkół dodatkowego rocznika dzieci sześcioletnich.

Od połowy lat 90. XX wieku w Polsce systematycznie zmniejsza się liczba uczniów wszystkich rodzajów szkół. Od roku szkolnego 2005/2006 do 2011/2012 liczba uczniów w szkołach podstawowych zmalała o ponad 415 tys., a więc o więcej niż jeden rocznik dzieci sześcioletnich. Gdyby nie decyzje rodziców o rozpoczęciu edukacji szkolnej dzieci w wieku sześciu lat, ten spadek byłby jeszcze większy, bo wynosiłby ponad 482 tys.

Spada również liczba uczniów w gimnazjach. Od roku szkolnego 2005/2006 w porównaniu z rokiem 2011/2012 liczba uczniów w tym typie szkoły zmalała o 386 tys. Oznacza to, że w samorządach, które wprowadzają obniżenie wieku szkolnego, liczba uczniów w ciągu ostatnich 5 lat zmalała o ponad 868 tys.

W szkole jest miejsce dla młodszych dzieci, a obniżenie wieku szkolnego będzie miało korzystny wpływ na zwiększenie szans edukacyjnych dzieci nie tylko z powodu wcześniejszego rozpoczęcia nauki w szkole, ale również zahamowania procesu likwidacji szkół spowodowanego niżem demograficznym.

 

Anna Trojanowska 07-02-2013, 09:55

 

Przedszkola znów poszły w odstawkę

 

Finansowanie przedszkoli powinno mieć formę subwencji na każde dziecko, a nie dotacji – przypomniał Mariusz Poznański podczas posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Strona samorządowa komisji skierowała ponownie do dalszych prac projekt założeń nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Chodzi o powołanie zespołu ekspertów, który wyliczy skutki finansowe proponowanych w dokumencie zmian.

Czytaj też: Tańsze przedszkola tylko dla ubogich

Dokument przewiduje wsparcie gmin dotacją rządową na każdego przedszkolaka tak, aby zapewniły od 1 września 2014 r. wszystkim czterolatkom i od 1 września 2016 r. wszystkim trzylatkom opiekę przedszkolną przy jednoczesnym ograniczeniu opłat pobieranych od rodziców.

Czytaj też: Samorządowa lista życzeń i obaw przedszkolnych

Przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP ponownie zgłosił uwagę, że finansowanie powinno mieć formę subwencji na każdego przedszkolaka, a nie dotacji.

Czytaj też: Samorządy czekają na dotację przedszkolną

Jednocześnie zaproponował, aby ustalić warunki brzegowe przyznania subwencji. - Punktem granicznym mógłby być na przykład zapis, że cena jednej godziny dodatkowej nie może być wyższa niż złotówkę - tłumaczył Mariusz Poznański.

Tymczasem prezydent Poznania Ryszard Grobelny przypomniał, że najbardziej dyskusyjnym elementem tych założeń jest ich cel.

Czytaj też: Subwencja na przedszkola ratunkiem dla gminnych budżetów

- Te zmiany odciążą budżety części rodziców, ale nie zwiększą dostępności i nie poprawią poziomu edukacyjnego przedszkoli. Jeżeli w systemie finansów publicznych znajdujemy pieniądze na poprawę poziomu edukacji, to powinniśmy się nad tym zastanowić. Tymczasem tu nie ma takiej sytuacji. Zmniejszamy tylko rodzicom opłaty. Uważam, że to bzdura, bo można lepiej zagospodarować te środki - uważa prezydent Grobelny.

Wiceminister edukacji Maciej Jakubowski nie zgodził się z opinią, że proponowane zmiany spowodują tylko odciążenie budżetu rodziców. Celem najważniejszym dokumentu według niego jest zwiększenie do poziomu 90 proc. dostępności przedszkoli dla dzieci w wieku od trzech do pięciu lat

- Dla niektórych rodziców przedszkola są wciąż drogie. Rezygnują z pracy, żeby dbać o dzieci, a nam zależy, aby oni mieli okazję wrócić do pracy. Poza tym z całej kwoty tylko jedna trzecia będzie rekompensatą za obniżenie opłat dla rodziców. Dwie trzecie trafi bezpośrednio do samorządów na stworzenie miejsc w edukacji przedszkolnej - wytłumaczył wiceminister.

Docelowo według projektu od września 2015 r. każda godzina pobytu dziecka w przedszkolu - ponad bezpłatny wymiar ustawowy (co najmniej 5 godzin) - będzie kosztowała maksymalnie 1 złoty. Już od września 2013 r. za szóstą i siódmą godzinę w przedszkolu rodzice będą płacili maksymalnie 1 zł, a od września 2014 roku - także za ósmą.

Dotacje te będą przyznawane bez względu na to, czy dziecko chodzi do przedszkola publicznego czy niepublicznego.

 

 

 

Zapomniane sześciolatki

 

Fot. Sxc.hu

Zmiany w finansowaniu przedszkoli zostały źle przygotowane. Ofiarą błędów resortu mogą paść samorządy.

Ministerstwo edukacji wylicza, że we wrześniu przyszłego roku do samorządów na przedszkola trafi 320 mln zł, co oznacza, że dotacja na każde dziecko na cztery ostatnie miesiące 2013 r. wynosiłaby 333 zł - pisze „Rzeczpospolita".

Czytaj też: PSL powalczy o 500 mln na przedszkola

I tu pojawia się pierwszy problem, na który zwróciło uwagę Rządowe Centrum Legislacji. Jak się okazuje, przygotowując wyliczenia, MEN nie wzięło pod uwagę sześciolatków.

MEN albo nie ma, albo nie ujawniło w projekcie informacji ilu właściwie miejsc brakuje w przedszkolach, z czego to wynika, ile rodzice wydają na tę formę opieki oraz jaki procent ich budżetów stanowią te wydatki.

Oceniający projekt przedstawiciele samorządów cieszą się z tego, że przedszkola będą dofinansowane z budżetu państwa, wskazują jednak, że zaproponowana przez Ministerstwo Edukacji kwota jest zbyt niska i w efekcie to gminy poniosą koszty tej reformy - podaje „Rzeczpospolita".

 

 

 

Przegląd prasy/Rzeczpospolita 23-11-2012, 06:5

 

Opublikowane: 16.11.2012

Rosną szanse na umorzenie długów wobec ZUS-u

Dnia 9 listopada br. na posiedzeniu nr 25 Sejm uchwalił prawie jednogłośnie ustawę o umorzeniu należności powstałych z tytułu niezapłaconych składek na ubezpieczenia społeczne osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą, która została przygotowana przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. O pracach nad ww. ustawą, zwaną ustawą abolicyjną, pisaliśmy w jednym z wcześniejszych artykułów

Ustawa abolicyjna ma za zadanie uchronić tysiące małych, często jednoosobowych firm, przed koniecznością spłaty zaległości wobec ZUS-u. Przede wszystkim chodzi o osoby zawieszające działalność gospodarczą przed 2008 r., jak również osoby wybierające pracę nakładczą lub umowę-zlecenie jako tytuł obowiązkowego ubezpieczenia, które korzystały z preferencyjnego systemu oskładkowania. Zakład Ubezpieczeń Społecznych w 2009 r. postanowił zmienić interpretację przepisów ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych i zakwestionował akceptowane wcześniej działania przedsiębiorców, wydając masowo tysiące decyzji wzywających do zapłaty rzekomo zaległych składek. Zmiana interpretacji przepisów poskutkowała naliczaniem składek drobnym przedsiębiorcom i innym osobom za 10 lat wstecz wraz z ogromnymi odsetkami. Zaskoczyło to setki tysięcy osób, które w latach 1999-2009 przez długi okres mogły korzystać z preferencyjnych warunków opłacania składek do ZUS-u z tytułu tzw. pracy nakładczej. Osoby te otrzymywały z ZUS-u zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami i były przekonywane przez ubezpieczyciela, że postępują zgodnie z prawem. Nierzadko pracownicy ZUS-u sami doradzali przedsiębiorcom zakwestionowany później sposób postępowania.

Zadłużenie tych osób wobec ZUS-u w niektórych wypadkach wyniosło nawet 100 tysięcy złotych na osobę. Kilkadziesiąt tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw, najczęściej jednoosobowych, w związku z tak ogromnym długiem stanęło na granicy bankructwa.

Część przedsiębiorców po otrzymaniu wezwań uregulowała należności, ale część pozostałych, protestując przeciw decyzji ZUS-u, przygotowała w połowie 2011 r. projekt ustawy umorzeniowej.

Zgodnie z uchwaloną w dniu 9 listopada br. ustawą o umorzenie długu będą mogli walczyć wszyscy ci, którzy nie opłacali składek ubezpieczeniowych od 1 stycznia 1999 do 28 lutego 2009 r. Abolicja ma objąć również inne należności oprócz składek, takie jak odsetki za zwłokę, opłaty prolongacyjne, koszty upomnień, opłaty dodatkowe oraz naliczone koszty egzekucyjne. Umorzenia nie będą traktowane jako przychód w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych, a możliwość wystąpienia z wnioskiem o umorzenie ma dotyczyć także spadkobierców.

Z nowej ustawy nie skorzystają ci, którzy po zmianie interpretacji przepisów, tj. po 1 marca 2009 roku, nie rozpoczęli opłacać składek albo nie odprowadzali składek za swojego pracownika lub też osoba zatrudniona została wyłączona z ubezpieczeń prawomocną decyzją ZUS-u.

Niestety osoby, które po otrzymaniu wezwania uregulowały kwoty, jakich domagał się od nich ZUS, nie będą mogły liczyć na ich zwrot.

Przy abolicji osoby prowadzące działalność gospodarczą mają zostać podzielone na 2 grupy:

  • Pierwsza grupa to osoby, które zaprzestały prowadzenia działalności gospodarczej do 1 września 2012 r. Ci przedsiębiorcy nie podlegają już ustawie o pomocy publicznej, dlatego też zostaną objęci abolicją w momencie wejścia w życie ustawy.
  • Druga grupa to osoby, które nadal prowadzą działalność gospodarczą, obecnie osoby te muszą poczekać na notyfikację ustawy przez Komisję Europejską.

Zdaniem wnioskodawców ustawa pozwoli uzyskać większe wpływy do budżetu państwa, ponieważ wiele firm spośród 400 tys. przedsiębiorców, których ta sprawa dotyczy, przestało płacić zarówno składki ZUS, jak i podatki. Chodzi o firmy, które zawieszały swoją działalność i otrzymywały zapewnienie, że po zawieszeniu firmy nie muszą płacić składek. Urzędy po niedługim czasie zaczęły jednak ścigać dłużników, strasząc odsetkami i karami. Wiele firm przeszło do szarej strefy, ponieważ nie było ich stać na zapłacenie tych należności.

Wniosek o umorzenie można będzie złożyć w terminie 24 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy abolicyjnej.

Za uchwaleniem ustawy abolicyjnej głosowało 430 posłów, tylko jeden poseł był przeciw.

12 listopada br. ustawę przekazano Prezydentowi i Marszałkowi Senatu.

 

 

Dorota Kriger

 

 

 

Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

 

 

Tańsze przedszkola tylko dla ubogich

 

– Należy odciążyć finansowo rodziców, których nie stać na przedszkole, a nie wszystkich – uważa prezydent Ryszard Grobelny. - Opieka przedszkolna powinna być finansowana z dochodu własnego gminy albo z subwencji, a nie z dotacji.

Na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego samorządowcy zgłosili kolejne zastrzeżenia do projektu założeń nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

Dokument przewiduje wsparcie gmin dotacją rządową na każdego przedszkolaka tak, aby zapewniły od 1 września 2014 r. wszystkim czterolatkom i od 1 września 2016 r. wszystkim trzylatkom opiekę przedszkolną przy jednoczesnym ograniczeniu opłat pobieranych od rodziców.

Czytaj też: Samorządy czekają na dotację przedszkolną

Docelowo według projektu od września 2015 r. każda godzina pobytu dziecka w przedszkolu - ponad bezpłatny wymiar ustawowy (co najmniej 5 godzin) - będzie kosztowała maksymalnie 1 złoty. Już od września 2013 r. za szóstą i siódmą godzinę w przedszkolu rodzice będą płacili maksymalnie 1 zł, a od września 2014 roku - także za ósmą.

Dotacje te będą przyznawane bez względu na to, czy dziecko chodzi do przedszkola publicznego czy niepublicznego.

Czytaj też: Samorządowa lista życzeń i obaw przedszkolnych

Według Ryszarda Grobelnego zmniejszenie obciążenia rodziców bez względu na ich dochody i ich zdolność współfinansowania zadania publicznego, jakim jest opieka przedszkolna, nie jest dobrym mechanizmem, bo należy wspierać tylko te rodziny, których nie stać na dopłacanie do przedszkoli, a nie wszystkich.

Poza tym, jak twierdzi, zadanie własne powinno być realizowane albo z dochodu własnego, albo z subwencji, a nie z dotacji.

- Wynika to z ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego i ustawy o systemie finansów publicznych - twierdzi prezydent.

Według niego skutek ułatwienia dostępu do przedszkola każdemu będzie taki, że ci, którzy mogą sobie pozwolić na przedszkole po prostu zapłacą mniej, a ci których nie stać, nadal nie będą mogli posłać dziecka do przedszkola.

- Być może należałoby się zastanowić, czy nie lepiej dofinansować rodziców, żeby oni mieli swobodę wyboru placówki, w której chcą realizować tę ponadnormatywną opiekę, czyli ponad godzinami darmowymi - proponuje Ryszard Grobelny.

Dodatkowym elementem dyskusyjnym według prezydenta Poznania jest kwestia łączenia przedszkoli w zespoły.

- Należałoby się zastanowić, jak duże mogą być te zespoły. Czy ma sens na przykład w Poznaniu jeden zespół obejmujący 300 placówek, czy istnieje jakaś sensowna z punktu widzenia funkcjonalności tej placówki wielkość - twierdzi Ryszard Grobelny.

Prezydent kwestionuje także sens ograniczenia mówiącego o tym, że łączone mogą być tylko przedszkola w obwodzie szkoły.

- Nie rozumiem, dlaczego ktoś mi narzuca akurat taką filozofię, tym bardziej że przedszkola nie są obwodowe, a wędrówki dzieci w przedszkolach są dużo większe na przestrzeni miasta niż w szkołach - argumentuje prezydent Poznania.

Problematyczna jest też kwestia dowozu dzieci do przedszkola ze względu na poziom opieki, który jest konieczny do zapewnienia przy bardzo małym dziecku.

- To jest bardzo kontrowersyjne, nie mówiąc już o kosztach. W dodatku powstaje problem, do którego przedszkola chcemy dzieci dowozić. Ja mam w Poznaniu od 30 do 50 proc. dzieci mieszkających w pobliżu przedszkola, a od 50 do 70 proc. dzieci z różnych dzielnic Poznania lub nawet z okolic miasta. Myśl o organizacji dowozu mnie przeraża - mówi Ryszard Grobelny.

Odpowiadając na zarzuty, minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas powiedziała, że odpłatność za każdą ponadnormatywną godzinę na poziomie złotówki wprowadzono po to, by nie były to bezpłatne godziny.

- Żeby jednak rodzice za tę edukację przedszkolną płacili. Samorządy będą mogły zwalniać z opłaty tych rodziców, którzy dostępu do przedszkola ze względów finansowych nie mają - tłumaczy Krystyna Szumilas.

Kwestia dotacji według niej nie jest problemem, bo stypendia też są zadaniem własnym gminy i od lat są finansowane z dotacji, na co pozwala ustawa o systemie oświaty.

- Jeżeli chodzi o dowożenie, to ustawa już dzisiaj obowiązująca mówi o tym, że należy zapewnić dowóz do najbliższego przedszkola. Gdy rodzic wybiera przedszkole w innym miejscu, to - tak jak w przypadku szkoły - nie ma obowiązku dowożenia - mówi minister Krystyna Szumilas.

Dodaje, że ograniczenie łączenia przedszkoli w obwodzie szkoły podstawowej zostało wpisane do projektu, ponieważ nieefektywne są zespoły, które skupiają wszystkie albo nawet 50 proc. placówek na terenie dużej gminy.

- Przedszkole przygotowuje dziecko do edukacji szkolnej. W większości samorządów przedszkola są blisko szkoły i jeżeli zezwalamy na to, by szkoła podstawowa była w jednym budynku z przedszkolem, to może być również w zespole z przedszkolami w jej obwodzie. To ułatwia współpracę przedszkoli ze szkołami, na czym nam bardzo zależy, bo edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna stanowi jeden ciąg, który powinien być dydaktycznie wspólnie planowany - argumentuje minister Krystyna Szumilas.

Obaw o realne koszty wprowadzenia projektowanych zmian nie kryli także Mariusz Poznański i Marek Olszewski ze Związku Gmin Wiejskich RP. Zaapelowali do minister edukacji o powołanie ekspertów, którzy dokładnie je oszacują na próbie na przykład 12-14 samorządów terytorialnych.

 

Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

 

 

Trybunał umorzył sprawę stołówek

Fot. Sxc.hu

Trybunał Konstytucyjny umorzył we wtorek sprawę dotyczącą konstytucyjności przepisu, który nie pozwala gminom na wliczenie do opłaty za wyżywienie w szkolnych i przedszkolnych stołówkach wydatków na utrzymanie stołówek i wynagrodzenia ich personelu.

Powodem umorzenia postępowania w sprawie wniosku rady miejskiej w Twardogórze było nieusprawiedliwione niestawienie się jej przedstawiciela na rozprawę przed Trybunałem. Stawiennictwo to jest obowiązkowe.

Czytaj też: Przedszkolna stołówka w trybunale

Problem dotyczył art. 67a ustawy o systemie oświaty. Przepis ten mówi, że korzystanie z posiłków w stołówce szkolnej lub przedszkolnej jest odpłatne. Zarazem jednak zastrzega, że do tych opłat nie wlicza się wynagrodzeń pracowników i kosztów utrzymania stołówki.

Z wnioskiem o zbadanie, czy przepis ten jest zgodny z konstytucją, wystąpiła do Trybunału Konstytucyjnego rada miejska w Twardogórze. Była zainteresowana tym, by w opłacie za posiłki dzieci w miejskim przedszkolu mieściły się też wydatki na niezbędny sprzęt i wyposażenie stołówki.

Chciała, aby TK ocenił przede wszystkim zgodność art. 67a ustawy o systemie oświaty z art. 2 konstytucji, głoszącym, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Z art. 2 wywodzi się zasadę określoności, jasności prawa. We wniosku rada przekonywała też, że art. 67a stoi w sprzeczności z zasadą samodzielności finansowej gmin wyrażoną w art. 167 ust. 1 i 4 konstytucji.

Przedstawione Trybunałowi stanowiska Sejmu oraz prokuratora generalnego dotyczące tego przepisu były takie same – według nich jest on zgodny z konstytucją.

 

PAP 30-10-2012, 12:29

 

Samorządowa lista życzeń i obaw przedszkolnych

 

 

Fot. Sxc.hu

Korporacje samorządowe mają wątpliwości, czy 320 mln zł na wsparcie przedszkoli wystarczy. Poza tym przypuszczają, że nie są to dodatkowe pieniądze, tylko pochodzą z obniżenia części oświatowej subwencji ogólnej.

Na posiedzeniu Zespołu ds. Edukacji, Kultury i Sportu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego strona samorządowa poinformowała, że pracuje nad wyliczeniem skutków projektu założeń nowelizacji ustawy o systemie oświaty, dlatego nie zaopiniuje go na najbliższym posiedzeniu komisji wspólnej.

Projekt przewiduje wsparcie gmin dotacją rządową na każdego przedszkolaka tak, aby zapewniły od 1 września 2014 r. wszystkim czterolatkom i od 1 września 2016 r. wszystkim trzylatkom opiekę przedszkolną przy jednoczesnym ograniczeniu opłat pobieranych od rodziców.

Czytaj też: Subwencja na przedszkola ratunkiem dla gminnych budżetów

Na posiedzeniu zespołu samorządowcy przyznali, że mają wątpliwości, czy środki przeznaczone przez Ministerstwo Edukacji Narodowej wystarczą na realizację tych zadań.

Unia Metropolii Polskich wyraziła nawet niepokój dotyczący źródła pochodzenia 320 mln zł przeznaczonych na dotacje przedszkolne, przypuszczając, że pieniądze te pochodzą z obniżenia wysokości części oświatowej subwencji ogólnej.

Czytaj też: Samorządy czekają na dotację przedszkolną


Unia skrytykowała także ustawowe ograniczenie wysokości opłaty za każdą godzinę przekraczającą ustalony przez radę gminy czas bezpłatnego nauczania, wychowania i opieki. Według stanowiska Komisji ds. Edukacji i Mediów UMP, rozwiązanie to nie zrekompensuje utraconych przychodów i jednocześnie spowoduje wzrost stawki dotacji dla wszystkich przedszkoli niepublicznych i publicznych prowadzonych przez inne podmioty.

Korporacja postuluje również, by zobowiązanie gmin do zapewnienia w wyznaczonych terminach wszystkim cztero i trzylatkom wychowania przedszkolnego odbywało się w następujących formach: przedszkolu publicznym, innej formie wychowania przedszkolnego lub przedszkolu niepublicznym.

Według Unii, propozycja MEN, czyli: „przedszkole publiczne, publiczna inna forma wychowania przedszkolnego oraz przedszkole niepubliczne dotowane w 100 proc.” będzie skutkowała całkowitym skoncentrowaniem oczekiwań rodziców na konieczności zapewnienia przez samorząd miejsca w przedszkolach publicznych, czyli prawie bezpłatnych.

 

– Duże miasta nie będą w stanie tych oczekiwań spełnić, gdyż istnieje małe prawdopodobieństwo gremialnego skorzystania z dotacji 100 proc. przez przedszkola niepubliczne a utworzenie nowych przedszkoli publicznych wymaga ogromnych nakładów finansowych – argumentują członkowie Komisji ds. Edukacji i Mediów UMP.

Samorządowcy domagają się także uwzględnienia w ustawie narzędzi do weryfikacji danych branych pod uwagę podczas rekrutacji, ponieważ obecnie najwięcej problemów stwarza niemożliwe do sprawdzenia kryterium samotności rodzica (bądź opiekuna) oraz miejsca zamieszkania.

Proponują, aby w tych kryteriach nie uwzględniać samotności rodzica (lub opiekuna), a miejsce zamieszkania zdefiniować jako miejsce odprowadzania podatku PIT przez jednego lub obojga rodziców (opiekunów). Jednocześnie uważają, że kryteria pierwszeństwa w przyjmowaniu do publicznych form wychowania przedszkolnego będą potrzebne także po 2016 r.

Czytaj też: Kłamstwo przedszkolne nie ujdzie na sucho

Kwestia obowiązkowego zapewniania transportu z domu do placówek także budzi wątpliwości samorządowców. Zarówno Unia Metropolii Polskich jak i Związek Gmin Wiejskich RP uważają, że powinno to dotyczyć jedynie dzieci chodzących do szkoły i proponują zdjęcie z samorządów konieczności dowożenia dzieci objętych obowiązkiem rocznego przygotowania przedszkolnego.

Samorządowcy chcą też bardziej szczegółowego określenia podstawy naliczania dotacji dla przedszkoli niepublicznych i publicznych prowadzonych przez inne podmioty tak, aby zakres realizowanych zadań był porównywalny.

Proponują rozróżnienie według schematu: przedszkole prowadzące stołówkę – dotacja z rozdziału „przedszkola i stołówki” (w sytuacji, gdy rodzic płaci jedynie za „wsad do kotła”), oraz przedszkole nieprowadzące stołówki – dotacja z rozdziału „przedszkola” (w sytuacji, gdy rodzic płaci za całość, czyli zakupienie produktów i przygotowanie posiłków).

Niepokój m.in. Unii Miast Polskich i Związku Gmin Wiejskich RP budzi też propozycja objęcia systemem dzieci dwuletnich w szczególnie uzasadnionych przypadkach. Według samorządowców oznacza to wzrost kosztów związanych m.in. z zapewnieniem większej liczby etatów pomocy nauczyciela, koniecznością zmniejszenia liczebności grup czy zapewnieniem opieki medycznej.

 

Grażyna Kuryłło 25-10-2012, 12:23

Dwulatki do przedszkola, a każda gmina z dotacją na każde dziecko w edukacji przedszkolnej

 

 

 

 

Minister edukacji (fot.mat.pras.)

Chcemy umożliwić od 1 września 2013 r. przyjęcie do przedszkoli dzieci dwuletnich. Dzisiaj w szczególnych przypadkach do przedszkoli przyjmowane są dzieci, które ukończyły 2,5 roku - powiedziała minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas.

Szumilas na poniedziałkowej konferencji prasowej, przedstawiającej zmiany w edukacji, tłumaczyła, że jej resort wprowadza mechanizm, który daje prawo każdemu dziecku, którego rodzice wyrażą taką chęć, do edukacji przedszkolnej.

"Po pierwsze od 1 września 2013 r. chcemy umożliwić przyjęcie do przedszkola dziecka dwuletniego - dzisiaj w szczególnych wypadkach można przyjąć do przedszkola dziecko, które ukończyło 2,5 roku. Chcemy ten mechanizm rozszerzyć" - tłumaczyła.

Dodatkowo, jak mówiła - od 1 września 2014 roku MEN wprowadza prawo do edukacji przedszkolnej każdego dziecka czteroletniego, a od 1 września 2016 roku prawo do edukacji przedszkolnej miałyby również dzieci trzyletnie. "Ten mechanizm będzie gwarantował, że każde dziecko, którego rodzic wyrazi taką chęć, będzie mogło uczestniczyć w edukacji przedszkolnej" - zauważyła.

Minister zapewniła też, że chce pomóc rozwojowi edukacji przedszkolnej wprowadzając mechanizmy, sprawiające, że tańsze będą również przedszkola niepubliczne.

"Jeżeli przedszkole niepubliczne, które dzisiaj otrzymuje 75 proc. dotacji z budżetu gminy, zdecyduje się podporządkować pewnym zasadom, będzie mogło otrzymać z budżetu gminy stuprocentową dotację. Będzie musiało jednak stosować takie same warunki odpłatności, jakie są stosowane w gminie (...), będzie musiało zapewnić pięć godzin bezpłatnej edukacji, prowadzić rekrutację - tak jak w przedszkolach gminnych, ogólnodostępną oraz realizować podstawę programową, zatrudniać wykwalifikowanych nauczycieli" - tłumaczyła.

Dodatkowe 320 mln złotych, które rząd przeznaczy na dofinansowanie edukacji przedszkolnej, ma pomóc zmniejszyć obciążenia finansowe rodziców i samorządów terytorialnych - powiedziała poza tym minister edukacji Krystyna Szumilas.

Na poniedziałkowej konferencji prasowej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów minister edukacji narodowej, mówiąc o zmianach w edukacji, zwróciła uwagę, że obecnie ok. 72 proc. dzieci w wieku od 3 do 5 lat objętych jest edukacją przedszkolną.

Dodatkowe 320 mln złotych, które rząd przeznaczy na dofinansowanie edukacji przedszkolnej ma pomóc zmniejszyć obciążenia finansowe rodziców i samorządów terytorialnych. Część tej kwoty ma zostać również być wykorzystana przez samorządy na tworzenie nowych miejsc przedszkolnych.

 

"Ważną informacją, która jest niezwykle istotna z punktu przygotowywania czy planowania tego rozwiązania jest to, że 61 proc. dzieci, które uczestniczą w edukacji przedszkolnej, to są dzieci, które przebywają w przedszkolach powyżej 5 godzin - podkreśliła Szumilas - 39 proc. to dzieci, które przybywają w przedszkolach do 5 godzin, w oddziałach przedszkolnych i innych formach wychowania przedszkolnego. Chcąc udostępnić edukację przedszkolną i obniżyć opłaty dla rodziców proponujemy, aby stopniowo obniżać opłaty za dodatkowe godziny".

Minister edukacji zaznaczyła również, że obecnie około 15 proc. samorządów wprowadza opłatę za dodatkowe godziny w przedszkolu (powyżej 5 bezpłatnych godzin dziennie) w wysokości poniżej jednego złotego, a 3 proc. - powyżej trzech złotych. Około połowa samorządów ustanowiła takie opłaty na poziomie do 1,65 zł. za każdą ponadwymiarową godzinę.

Minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas powiedziała także, że aby każde dziecko miało dostęp do edukacji przedszkolnej potrzebne jest wprowadzenie mechanizmu, który wpływałby na zwiększenie liczby miejsc tej edukacji.

"Od 1 września 2013 roku, opłata za szóstą i siódmą godzinę (obecności dziecka w przedszkolu) wynosiłaby maksymalnie 1 zł. Tam, gdzie jest ona poniżej tej kwoty, liczymy na to, że samorządy utrzymają dotychczasową opłatę za przedszkole. Tam, gdzie opłata jest wyższa niż 1 zł, a dotyczy to 85 proc. samorządów, od 1 września 2013 roku szósta i siódma godzina kosztowałaby maksymalnie 1 zł za godzinę" - powiedziała Szumilas podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Szumilas mówiła o planowanych zmianach w finansowaniu edukacji przedszkolnej: "Stopniowo rozszerzalibyśmy to obniżenie opłat od 1 września 2014 roku" - zapowiedziała. "1 zł kosztowałaby szósta, siódma i ósma godzina, a od 1 września 2015 roku, wszystkie godziny powyżej pięciu bezpłatnych godzin, byłyby maksymalnie za złotówkę. Ten mechanizm pozwoli rodzicom na szersze korzystanie z edukacji przedszkolnej".

Minister przestawiła plan dofinansowywania przedszkolnych placówek edukacyjnych: "Proponujemy, aby każda gmina otrzymywała dotację na jedno dziecko w edukacji przedszkolnej. Ta dotacja w 2013 roku obejmowałaby cztery miesiące - od 1 września 2013 roku - i wynosiłaby 333 zł na jedno dziecko, natomiast docelowo w roku 2016 byłoby to 1 433 zł. Mechanizm został tak skalkulowany, aby każda gmina oprócz rekompensaty związanej z obniżeniem opłat, zyskała również środki na rozwój edukacji przedszkolnej" - powiedziała.

 

Szumilas podkreśliła również, że dotacja będzie przyznawana zarówno placówkom publicznym, jak prywatnym. "Chciałam zaznaczyć, że dotacja przyznawana bez względu na to, czy jest to przedszkole, oddział przedszkolny czy inna forma wychowania przedszkolnego, bez względu na sposób zorganizowania. Skalkulowaliśmy, że ze środków na 2013 rok, około 1/3 kwoty 320 milionów zł, będzie przeznaczona na zrekompensowanie gminom szóstej i siódmej godziny".

"Mechanizm przez nas wprowadzony pozwala na rozwój edukacji przedszkolnej tam, gdzie jest to najbardziej konieczne. Przede wszystkim w gminach miejskich i małych miejscowościach" - dodała.

 

W żłobkach jest za mało miejsc

 

 

 

Fot. Sxc.hu

Łatwiej będzie można założyć żłobek. Ale pieniędzy na jego uruchomienie więcej nie będzie.

W żłobkach jest ok. 60 tysięcy miejsc. W kraju działa zaledwie 715 placówek. Rocznie rodzi się ok. 375 tys. dzieci – podaje „Rzeczpospolita”.

Pieniędzy na żłobki nie będzie więcej, ale nowelizacja ustawy o opiece nad dziećmi, a także rozporządzenia o wymogach sanitarnych uproszczą formalności związane z możliwością założenia żłobka lub klubiku dziecięcego.

Zmieni się też sposób finansowania żłobków. Teraz rząd przeznacza 50 procent dofinansowania na zadania związane z utrzymaniem miejsc opieki nad małymi dziećmi. Resztę dopłaca samorząd.

Projekt resortu pracy przewiduje, że budżet państwa będzie dopłacał 80 procent, a resztę: samorząd, organizacje pozarządowe lub przedsiębiorca, który utworzy żłobek – pisze „Rzeczpospolita”.

 

 

Przegląd prasy/Rzeczpospolita



Haloterapia

 

Oddychając, traktujemy powietrze jako coś naturalnego, często nie myśląc o zagrożeniach dla naszego zdrowia, jakimi są pyły zawieszone w atmosferze. Tymczasem z każdym oddechem w naszym układzie oddechowym gromadzą się drobne cząstki pyłów, które są przyczyną wielu stanów chorobowych. Haloterapia to metoda, która pozwala oczyścić drogi oddechowe z nagromadzonych pyłów.

 

© Lauren Rinder - Fotolia.com

 

Wyraz haloterapia pochodzi od greckiego słowa halos, czyli sól. Jej istotą jest przebywanie w pomieszczeniu wypełnionym suchym aerozolem solnym. Polska jest kolebką haloterapii, ponieważ w 1843 roku polski doktor Feliks Boczkowski, pracujący w Wieliczce jako lekarz, na podstawie wieloletnich badań górników jako pierwszy na świecie potwierdził pozytywny wpływ na zdrowie mikroklimatu bogatego w aerozol solny. Wnioski ze swoich badań zapisał w książce pt. „O Wieliczce pod względem historyi naturalnej, dziejów i kąpieli”. Po badaniach doktora Boczkowskiego przeprowadzono szereg badań klinicznych nad działaniem haloterapii. Ich wyniki potwierdziły jej wysoką skuteczność w leczeniu astmy, alergii na pyłki i wielu innych schorzeń. Naturalną, fizjologiczną potrzebą naszego organizmu jest oddech. Oddychamy przez cały czas, najczęściej zupełnie nieświadomie. Oddech jest źródłem życia, gdyż bez niego nie moglibyśmy funkcjonować. Co wiemy na temat składu powietrza, którym oddychamy? Większość z nas nie dostrzega zagrożenia pyłem. Można by pomyśleć, że zanieczyszczenie powietrza jest jak niebo nad naszymi głowami. Pył unosi się w powietrzu i z każdym oddechem przyjmujemy jego dawki o różnym składzie zanieczyszczeń, a większość z nich nie jest widoczna gołym okiem. W naszym układzie oddechowym gromadzą się cząstki o rozmiarach od 2 do 10 mikronów (ludzki włos ma 60 mikronów). Pył o takich rozmiarach może pozostać zawieszony w powietrzu – w zależności od ciężaru właściwego materiału cząstki – od godziny do tygodnia i przemierzyć bardzo długie dystanse mierzone w kilometrach. Najbardziej niebezpieczne dla naszego zdrowia są najmniejsze cząstki, o wielkości ok. 2 mikronów – to one docierają do przestrzeni międzypęcherzykowych. Organizm ludzki nie posiada naturalnych mechanizmów pozwalających na usunięcie nagromadzonych pyłów z przestrzeni międzypęcherzykowych. Zawarte w powietrzu pyły pochodzą z bardzo różnych źródeł. Są to m.in. mikroorganizmy, kurz przemysłowy, kurz pochodzący z pomieszczeń mieszkalnych, spaliny, dym tytoniowy itp. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na temat ilości pyłów w 2009 roku jedynie transport drogowy wytworzył 73 240 ton pyłu. Badania epidemiologiczne wskazują, że skutkiem narażenia na działanie pyłu są różne stany chorobowe związane nie tylko z układem oddechowym. Szkodliwe substancje przenikające do naszego organizmu mają wpływ na funkcjonowanie wielu narządów wewnętrznych.

 

Jednym ze schorzeń mających ścisły związek z zanieczyszczeniem środowiska są coraz powszechniejsze alergie. Według danych z badania przeprowadzonego przez jeden z zakładów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego alergia jest utrapieniem 14 mln Polaków, natomiast katar alergiczny dotyczy aż 9 mln z nas. Nie leczona alergia prowadzi do astmy, której objawy w swoim życiu odczuło 5,5 mln Polaków. Jak wykazały badania kliniczne, wiele osób może odczuć ulgę, jeśli będą miały okazję skorzystać z haloterapii. Ogromną zaletą tej metody jest fakt, że stymuluje naturalne właściwości obronne organizmu – w przeciwieństwie do leków, które działają w sposób bezpośredni na jednostkę chorobową, nie angażując naturalnych systemów obronnych i powodując rozleniwienie naszego systemu immunologicznego. Lecznicze właściwości soli zostały zauważone już w starożytności. Haloaerozol polepsza właściwości śluzu oskrzelowego, stymuluje działalność tkanki nabłonkowej oskrzeli i ruch rzęsek, które zaczynają aktywniej wyprowadzać szkodliwe substancje. Aktywizuje się naturalne oczyszczanie dróg oddechowych, zmniejsza się obrzęk oskrzeli oraz polepsza się krążenie krwi. Aktywne jony ujemne aktywizują metabolizm i miejscową ochronę tkanek, wpływają pozytywnie na układ krążenia, układ wewnątrzwydzielniczy, przewód pokarmowy i błony śluzowe układu oddechowego.

 

Całodobowy telefon interwencyjny dla kobiet doświadczających przemocy

Centrum Praw Kobiet: 600 07 07 17

 

320 mln zł dotacji przedszkolnej



  MEN chce, by od września 2013 roku opłaty za szóstą i siódmą godzinę pobytu dzieci w przedszkolach nie przekraczały jednego złotego.

Na ten cel ma zostać przeznaczonych 320 mln zł w budżecie na 2013 r. – poinformowała minister edukacji Krystyna Szumilas.

W środę do konsultacji zewnętrznych mają być wysłane założenia projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty dotyczące dotowania z budżetu państwa edukacji przedszkolnej. W projekcie budżetu państwa na 2013 r. przeznaczono na ten cel 320 mln zł w rezerwie celowej.

„Projektowane przez nas rozwiązanie jest korzystne nie tylko dla rodziców, ale także dla samorządów” – podkreśliła Szumilas na konferencji prasowej.

Dlatego zgodnie z założeniami projektu samorządy oprócz środków rekompensujących planowane obniżenie opłat wnoszonych przez rodziców, dostaną też dotację na każde dziecko chodzące do przedszkola. W 2013 r. za miesiące od września do grudnia wyniesie ona 333 zł.

Zgodnie z zapowiedzią minister edukacji w kolejnych latach kwota dotacji dla samorządów ma rosnąć, zmniejszone mają zostać też opłaty wnoszone przez rodziców za ósmą i kolejną godzinę pobytu dzieci w przedszkolu.

 

PAP 03-10-

 

Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

 

 

Rezerwa pomoże rozwijać edukację przedszkolną

fot.fotolia

320 mln zł z budżetu państwa na 2013 r. przeznaczonych będzie na dofinansowanie wychowania przedszkolnego - poinformowała minister edukacji Krystyna Szumilas po posiedzeniu rządu. W czwartek Rada Ministrów przyjęła projekt budżetu państwa na przyszły rok.

"Jednym z priorytetów działania Ministerstwa Edukacji Narodowej, priorytetem, który ma ogromne znaczenie dla przyszłości naszego kraju, jest rozwój edukacji przedszkolnej" - przypomniała Szumilas. Stąd - jak zaznaczyła - w projekcie budżetu państwa stworzono rezerwę wysokości 320 mln zł, która "pomoże rozwijać edukację przedszkolną w Polsce, a jednocześnie pomoże rodzicom".

"Chcemy by przedszkola były dostępne dla jak największej liczby dzieci" - podkreśliła Szumilas.

Czytaj też: Przedszkola bez rządowej subwencji

Według niej środki z rezerwy służyć będą obniżeniu opłat wnoszonych przez rodziców za dodatkowe godziny spędzone przez dzieci w przedszkolach. Szumilas zaznaczyła, że zależy jej na tym, aby docelowo opłata wnoszona przez rodziców za każdą dodatkową godzinę nie przekraczała jednego złotego.

Szczegóły dotyczące projektowanych rozwiązań prawnych MEN ma przedstawić w przyszłym tygodniu.

Na początku roku premier Donald Tusk informował, że rząd chce w 2013 r. uruchomić 500 mln zł pomocy dla przedszkoli w formie subwencji lub dotacji z budżetu państwa. Tusk mówił wówczas, że projekt pomocy państwa dla rodziców przedszkolaków powinien być gotowy do końca wiosny, gdy konstruowany będzie budżet na 2013 r.

Czytaj też: Subwencja na przedszkola ratunkiem dla gminnych budżetów

Jednak w projekcie budżetu państwa na przyszły rok, przedstawionym na początku września, nie było środków na dofinansowanie edukacji przedszkolnej.

Wiosenna zapowiedź premiera związana była z ubiegłorocznymi protestami rodziców, po tym jak wiele samorządów - korzystając z nowych przepisów - zaczęło radykalnie podnosić opłaty za pobyt dzieci w przedszkolach.

Weszła wtedy bowiem w życie nowelizacja ustawy o systemie oświaty, w której zapisano, że przedszkolem publicznym jest placówka, która zapewnia bezpłatne nauczanie, wychowanie i opiekę w czasie ustalonym przez gminę, ale nie krótszym niż pięć godzin dziennie

Wprowadzono też do ustawy zapis, że wysokość opłat za świadczenia udzielane przez przedszkola w czasie przekraczającym wymiar co najmniej pięciu godzin oraz za wyżywienie w przedszkolach będą ustalały rady gmin.

Prowadzenie przedszkoli, oddziałów przedszkolnych przy szkołach oraz tzw. innych form wychowania przedszkolnego, czyli np. ognisk przedszkolnych, należy do zadań własnych gmin i finansowane jest z ich dochodów własnych, głównie z wpływów z podatków PIT i CIT. Część małych przedszkoli korzysta też ze wsparcia ze środków unijnych, które jednak potrwa tylko do końca 2013 r.

Obecnie w Sejmie są złożone trzy projekty nowelizacji ustawy o systemie oświaty zakładające dofinansowanie wychowania przedszkolnego z budżetu państwa: dwa obywatelskie i jeden poselski, autorstwa klubu PSL.

Projekt obywatelski przygotowany z inicjatywy Związku Nauczycielstwa Polskiego po pierwszym czytaniu trafił do sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, a ta pod koniec marca przesłała go do dalszych prac w podkomisji nadzwyczajnej. Do tej samej podkomisji trafił wiosną też projekt PSL.

Drugi obywatelski projekt nowelizacji przygotowany został przez ruch rodziców "Ratuj maluchy!".



Jednym z jego elementów - obok odejścia od wprowadzania obowiązku szkolnego dla sześciolatków - jest właśnie finansowanie przedszkoli z subwencji oświatowej. W czerwcu za odrzuceniem tego projektu opowiedziały się sejmowe komisje edukacji, nauki i młodzieży oraz samorządu terytorialnego i polityki regionalnej.

Zapisy dotyczące częściowego dotowania wychowania przedszkolnego zawierał też projekt nowelizacji ustawy przygotowany wiosną 2011 r. przez resort edukacji.

Zgodnie z nim dotowane miało być wychowanie przedszkolne dzieci 5-letnich i 4-letnich. Dotowanie pięciolatków miało rozpocząć się w 2014 r., a czterolatków - w 2016 r. Po konsultacjach społecznych i międzyresortowych trafił on w maju ub.r. do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Nie został skierowany dalej pod obrady Rady Ministrów.

 

 

 

Połowa przedszkolaków nie miała badań wzroku

 

 

Blisko 50 proc. dzieci w przedszkolach nie zostało nigdy zbadanych przez okulistę, a blisko 40 proc. nie miało też badanej ostrości wzroku nawet podczas bilansu zdrowotnego u pediatry - to wyniki badań przeprowadzonych w 15 śląskich przedszkolach.

O wynikach badań, przeprowadzonych przez członków Studenckiego Koła Naukowego, działającego przy Klinice Okulistyki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, poinformowała kierująca nimi dr hab. Dorota Pojda-Wilczek.

Studenci odwiedzili 15 przedszkoli, m.in. w Gliwicach, Zabrzu, Sosnowcu, Katowicach i Tychach. Ok. 600 rodziców wypełniło ankietę.

"Prawie połowa dzieci nie była nigdy u okulisty i blisko 40 proc. tych dzieci nie miało nigdy w życiu badanej ostrości wzroku. Wielu rodziców mówiło, że nie widzą takiej potrzeby, bo w rodzinie nie ma wad wzroku, a dziecko - ich zdaniem - dobrze widzi. Jednak panie przedszkolanki wielokrotnie same wyrażały konieczność przeprowadzania przesiewowych badań okulistycznych wśród dzieci" - powiedziała studentka szóstego roku medycyny Anna Stożek.

Tymczasem schorzenia narządu wzroku należą do najczęstszych zaburzeń u dzieci w wieku przedszkolnym. Szacuje się, iż dotyczą one 15-20 proc. wszystkich rozpoczynających naukę dzieci.

"Badanie potwierdziło wrażenie z mojej praktyki, że na pierwsze badania okulistyczne dzieci trafiają zbyt późno, żeby można było można było wielu z nich pomóc. Rodzice nie mają świadomości, że trzeba małe dzieci badać okulistycznie" - powiedziała Pojda-Wilczek.

Jak podkreśliła, rodzice powinni bezwzględnie poddawać dzieci badaniom bilansowym - a podczas takiego badania w wieku 4 lat pediatra powinien koniecznie sprawdzić dziecku ostrość wzroku i wpisać wynik do książeczki zdrowia.

Najczęściej do wizyty u okulisty z dzieckiem skłania rodziców widoczny zez. Do specjalisty należy się też udać, jeśli dziecko nieprawidłowo się porusza - potyka, uderza o przedmioty, ma problem z rozróżnieniem kolorów, ma opóźniony rozwój psychoruchowy, krzywi głowę, inaczej się ustawia przy oglądaniu telewizji, patrzy bokiem, patrzy na przedmioty z bardzo bliska.

Do wizyty u lekarza mogą też skłonić choroby i wady wzroku występujące w rodzinie.

"Wyniki badania wskazują, że warto byłoby opracować akcję informacyjną, by trafić do świadomości rodziców i pediatrów. Plakaty i ulotki mogłyby się znaleźć na oddziałach noworodkowych, w przedszkolach, w poradniach pediatrycznych" - podsumowała Pojda-Wilczek.

 

PAP 25-09-2012, 15:58

 

 

Wydruk strony Portal Samorządowy - www.portalsamorzadowy.pl

 

 

Jednak znajdzie się kasa na przedszkola

 

 

W budżecie na 2013 r. znajdą się pieniądze na wsparcie przedszkoli - mówi minister finansów Jacek Rostowski.

Jak wyjaśnia "Dziennik Gazeta Prawna" , to nowość, bo w pierwotnej wersji budżetu, którą rząd zajmował się na początku września, nie było śladu dotacji przedszkolnej. Mimo, iż premier obiecywał jej uruchomienie.

Rostowski relacjonuje, że w pracach nad budżetem było wiele trudnych rozmów z ministrami, którzy w końcu zrozumieli, że lepiej odłożyć niektóre plany na później, niż powtórzyć błędy Grecji, Portugalii czy Hiszpanii. Jak dodaje, w czasie kryzysu lepiej słuszne, ale kosztowne pomysły wprowadzić nieco później niż wcale.

"Jednak przedszkola należą do naszych absolutnych priorytetów" - podkreśla minister finansów. Dlatego - jak zapewnia - w projekcie budżetu, którym w tym tygodniu zajmie się rząd, będą środki pozwalające na start programu pomocy dla przedszkoli w 2013 r.

 

Wyższe zasiłki z pomocy społecznej

 

Od 1 października br. wzrosną niektóre świadczenia wypłacane z pomocy społecznej – między innymi wzrośnie zasiłek stały. Zasiłek ten będzie od października wynosił maksymalnie 529 zł.

 

Zmiany w świadczeniach są wynikiem wzrostu progów dochodowych uprawniających do otrzymania świadczeń z pomocy społecznej. Nowe progi, które od 1 października będą wynosić 456 zł na osobę w rodzinie oraz 542 zł dla osoby samotnej, zawiera rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 17 lipca 2012 r. w sprawie zweryfikowanych kryteriów dochodowych oraz kwot świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej (Dz. U. z 2012 r., poz. 823).

 

Kryterium dochodowe do końca września wynosi dla osoby samotnie gospodarującej 477 zł, zaś dla osoby w rodzinie – 351 zł.

 

Zgodnie z treścią ww. rozporządzenia kwoty świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej będą następujące:

  1. minimalna kwota świadczenia pieniężnego na utrzymanie i pokrycie wydatków związanych z nauką języka polskiego dla cudzoziemców, którzy uzyskali w Rzeczypospolitej Polskiej status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą – w wy­sokości 531 zł,
  2. maksymalna kwota świadczenia pieniężnego na utrzymanie i pokrycie wydatków związanych z nauką języka pol­skiego dla cudzoziemców, którzy uzyskali w Rzeczypospolitej Polskiej status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą – w wysokości 1260 zł,
  3. maksymalna kwota zasiłku stałego – w wysokości 529 zł.

Zasiłek stały będzie więc wyższy o 85 zł w porównaniu z obecną kwotą wsparcia przysługującą do końca września br. i wynoszącą 444 zł.

 

Wzrośnie również kwota dochodu z jednego hektara przeliczeniowego, który jest potrzebny w przypadku rodzin utrzymujących się z gospodarstwa rolnego, i będzie wynosić 250 zł zamiast 207 zł, która to kwota obowiązuje jeszcze do końca września br.

 

Na podwyższenie zamrożonych od 2006 r. progów czekało wiele rodzin, które mimo trudnej sytuacji dochodowej nie mogły otrzymać pomocy ze względu na przekroczenie kryterium dochodowego.

 

Podwyżka kryteriów spowoduje wzrost liczby osób uprawnionych do pomocy oraz wydatków na ten cel. Jak szacuje resort pracy, budżet państwa będzie to kosztować dodatkowe 116 mln zł wobec zaplanowanych na ten rok 1,5 mld zł. Z kolei gminy wydadzą o 7,9 mln zł więcej, a powiaty o 0,1 mln zł.

 

Zmiana wysokości kryteriów spowoduje też wzrost wydatków na inne świadczenia, które są pośrednio powiązane z pomocą społeczną, takich jak prawo do bezpłatnych posiłków w ramach rządowego programu dożywiania.

 

 

Orthokine® – Własna pomoc ciała przeciwko chorobie zwyrodnieniowej stawów
Choroba zwyrodnieniowa stawów

Zwyrodnienie stawów to choroba, na którą cierpi wielu ludzi w średnim i starszym wieku, ale mogą również chorować ludzie młodzi. Szacuje się, że połowa populacji osób w wieku powyżej 55 lat ma zwyrodnieniowo zdeformowane stawy. Choroba trzykrotnie częściej dotyczy kobiet niż mężczyzn. Proces rozwoju choroby może trwać latami, a czynników powodujących schorzenie jest wiele. Choroba zwyrodnieniowa dotyka najczęściej stawów kręgosłupa, stawu biodrowego i kolanowego. Początek choroby zwykle jest dyskretny, pierwszymi objawami może być osłabienie kończyn i uczucie zmęczenia. Wielu chorych decyduje się na wizytę u lekarza dopiero gdy objawy stają się nie do wytrzymania.

Najczęstsze objawy choroby zwyrodnieniowej stawów to:
• ból zwykle nasilający się podczas ćwiczeń i wysiłku,
• ograniczenia ruchomości stawów,
• stawy stają się bolesne przy dotyku,
• stawy powiększają się (obrzęk) i zniekształcają się ich obrysy,
• w czasie ruchu zauważalne jest trzeszczenie lub tarcie w stawie,
• pojawiają się bóle również w spoczynku (bóle nocne).

Choroba zwyrodnieniowa stawów jest skutkiem wpływu wielu czynników działających zarówno na sam staw jak i na cały organizm. Ważną rolę odkrywają czynniki takie jak: • predyspozycje genetyczne,
• nadmierne zużycie stawów (nadwaga, ciężka praca, intensywne uprawianie sportu)
• choroby i urazy stawów.

Nowoczesna Terapia Orthokine w leczeniu bólów stawów.

Dziś znacznie lepiej rozumiemy biologiczne przyczyny choroby zwyrodnieniowej stawów. Jest to nie tylko mechaniczne zużycie chrząstek, ale złożona choroba, która może dotknąć każdego. W jej rozwoju kluczową rolę odgrywa agresywna cytokina prozapalna interleukina—1 (IL-1). Pobudza ona proces zapalny w stawach i nasila występowanie objawów.

Choć czasami jest niedostrzegalne, przewlekłe zapalenie stawów powoduje ból i zniszczenie chrząstek.

Orthokine® – Własna pomoc ciała przeciwko bólowi pleców
Bóle pleców (krzyża)

Ból pleców to częsta przyczyna wizyt u lekarza. Przyczyn bólu pleców należy doszukiwać się przede wszystkim w różnych chorobach narządu ruchu i w skutkach urazów kręgosłupa. Ból pleców pojawia się także u większości osób zaniedbujących aktywność fizyczną, plecy tracą elastyczność i słabiej amortyzują wstrząsy oraz obciążenia w tym nadwagę. Często powodem bólu jest ucisk wypadającego krążka międzykręgowego kręgosłupa na nerw, ucisk ten może doprowadzić do zaburzeń neurologicznych (np. rwa kulszowa).

Nowoczesna terapia Orthokine® w leczeniu bólów pleców (krzyża)

Cytokiny prozapalne takie jak interleukina-1 (IL-1) to substancje ostrzegające komórki o urazie lub zakażeniu. Ciało reaguje zapaleniem. Jeśli zapalenie to nie ustąpi po kilku dniach może zyskać przewlekły charakter. Tak zwykle dzieje się w przypadku choroby zwyrodnieniowej stawów i przewlekłych bólów pleców (krzyża). Zadaniem białek ochronnych takich jak antagonista receptora interleukiny-1 (IL-1Ra) jest powstrzymanie zapalenia.
Terapia Orthokine® skutecznie zwalcza miejscowe zapalenie, łagodzi ból oraz ogranicza uszkodzenia nerwów. Terapia ta jest w pełni naturalna, autologiczna i sprawdzona klinicznie.

Skuteczność

Białko ochronne – antagonista receptora interleukiny-1 (IL-1Ra) to naturalny składnik krwi. Podczas przygotowania terapii Orthokine® zwiększamy w procesie inkubacji stężenie (IL-1Ra), które to białko w naturalny sposób neutralizuje cytokinę prozapalną (IL-1) i zmniejsza nasilenie procesu zapalnego i jego objawów. Powstała kondycjonowana surowica z krwi zostaje przygotowana i wstrzyknięta w dany staw.

Orthokine® wykazuje działanie:
• przeciwbólowe,
• przeciwzapalne,
• zmniejsza zużycie chrząstki.

Korzyści terapii Orthokine®
• Od 1997 roku terapia Orthokine® umożliwia skuteczne leczenie pacjentów.
• Badania dowiodły, że terapia Orthokine® łagodzi ból w stawach i poprawia funkcjonowanie stawów.
• Ciągły proces niszczenia chrząstek w stawach zostaje spowolniony.

 

Epidemia otyłości wśród dzieci

 

 

Fot. Sxc.hu

Polscy rodzice najchętniej ze swoimi dziećmi chodzą na spacery (56 proc.), ale zaraz za nimi do najczęstszych zajęć należy siedzenie przed telewizorem (38 proc.).

Informuje o tym „Rzeczpospolita”, powołując się na sondaż firmy badawczej TNS.

A lekarze alarmują: w Polsce trzeba traktować sport i aktywność fizyczną jako konieczność. Wśród dzieci rozprzestrzenia się epidemia otyłości – dotyka co piątego chłopca i co siódmą dziewczynkę. Pojawiają się już cukrzyca i nadciśnienie.

Trend jest fatalny i jeśli nic się nie zmieni w 2035 r. 1/2 Polaków będzie miała nadciśnienie, a otyła będzie 1/3. Łatwiej nas namówić do brania leków niż zmiany trybu życia, a postawy wobec aktywności fizycznej kształtują się właśnie w dzieciństwie – podkreśla „Rzeczpospolita”.

Tymczasem przykład rodziców nie jest najlepszy: aż 33 proc. przyznaje, że sportu nie uprawia w ogóle; o wspólnych wycieczkach rowerowych mówi tylko 22 proc. rodziców, a na basen z dzieckiem chodzi co dziesiąty.

Socjologowie widzą zależności: o spacerach mówią najczęściej rodzice dzieci od 4 do 6 lat, a wspólne spędzanie czasu przed telewizorem to domena rodziców nastolatków (14-18 lat). Z kolei na rowerowe wycieczki jeżdżą rodzice dzieci z podstawówek.

 

 

BEZPIECZNE DZIECKO NA DRODZE

Nadeszła wiosna, robi się coraz cieplej, zbliżają się wyczekiwane przez wszystkich wakacje, a co za tym idzie - dzieci coraz więcej wolego czasu spędzają na świeżym powietrzu. Chętniej zamieniają gry komputerowe i telewizor na zabawy i rekreację w plenerze: jazdę na rowerze, rolkach, grę w piłkę. Nie zawsze jednak dzieci korzystają z miejsc przystosowanych do tych zabaw i zapominają o zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa. Nie wszyscy rodzice są w stanie kontrolować, jak z wolnego czasu korzystają ich pociechy.

To właśnie w okresie wiosenno-letnim dochodzi do największej liczby wypadków z udziałem dzieci. Każdego roku około 600 ginie w wyniku wypadków drogowych jako pieszy, pasażer lub rowerzysta, a ponad 12.000 zostaje rannych.

Wielu rodziców zdecyduje się wyjechać w wolne dni ze swoimi pociechami poza miejsce swojego zamieszkania, ważne jest wiec aby odpowiednio przygotować się do podróży i tym samym uczynić ją bezpieczna. Pamiętajmy że nieodpowiednio przewożone dziecko, bez fotelika i zapiętych pasów, nawet takie małe, o wadze 10 kg, przy zderzeniu z prędkością zaledwie 50 km/h napiera na oparcie przedniego siedzenia z siłą 100 kg!!!
Wielu wypadków można uniknąć przypominając dorosłych oraz dzieci o grożących im niebezpieczeństwach i o tym, jak się przed nimi zabezpieczać.

Przygotowanie młodego pokolenia do bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym jest jednym z najważniejszych zadań osób dorosłych, a zwłaszcza rodziców. Oto kilka praktycznych wskazówek dotyczących bezpieczeństwa:

  • Należy pomagać dzieciom zapamiętywać poznane przepisy i zasady ruchu drogowego
  • Konsekwentnie egzekwować ich przestrzeganie
  • Zapewnić dziecku bezpieczne dotarcie do miejsca zabawy
  • Zadbać o to, by rower miał właściwe oświetlenie i sprawne hamulce
  • Pamiętać by podczas jazdy rowerem, na wrotkach czy deskorolce dziecko było zawsze wyposażone w kask i ochraniacze
  • Rozmawiać o zauważonych niebezpiecznych sytuacjach drogowych
  • Nie pozwalać dziecku samodzielnie poruszać się rowerem przed osiągnięciem odpowiedniego wieku i zdaniem egzaminu na kartę rowerową
  • Zadbać by dziecko zawsze było przewożone w odpowiednio zamontowanym foteliku i zapiętych pasach

Jazda na rowerze to wielka frajda, ale nawet dziecko wyposażone w kask i ochraniacze może zrobić sobie krzywdę, jeśli nie zna podstawowych zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Należy uświadamiać dziecko, że rowerzysta powinien:

  • Być czujny, rozglądać się na boki oraz za siebie gdy rower nie jest wyposażony w lusterka
  • Słuchać co dzieje się dookoła – jazda w słuchawkach jest niedozwolona
  • Poruszać się po wyznaczonych ścieżkach dla rowerów, jeśli ich nie ma – rowerzysta powinien poruszać się po poboczu, a jeśli jest to niemożliwe – jezdnią; rowerzysta może jeździć chodnikiem tylko w przypadku kiedy nie ma drogi dla rowerów i jednocześnie dopuszczalna prędkość pojazdu wynosi więcej niż 50km/h, a chodnik ma więcej niż 2m szerokości
  • Można jechać chodnikiem w sytuacji gdy rowerzysta opiekuje się dzieckiem do lat 10 kierującym rowerem
  • W przypadku bardzo złej pogody rowerzysta może jechać chodnikiem. Należy jednak pamiętać, że zawsze w takiej sytuacji musi ustąpić pierwszeństwa pieszemu
  • Jeździć zawsze prawą stroną
  • Nie wyjeżdżać z impetem na jezdnię
  • Przeprowadzać rower przez przejście dla pieszych (nie wolno przekraczać przejścia jadąc rowerem!)
  • Zawsze sygnalizować zamiar skrętu ręką
  • W grupie jechać „gęsiego”
  • Nie szarżować i nie puszczać kierownicy podczas jazdy

Wiele z tych zasad ma zastosowanie podczas zabawy na rolkach, hulajnodze. Ważne jest by dzieci bawiły się w miejscach do tego przeznaczonych, z dala od ruchu ulicznego.

Należy zwrócić uwagę, iż nasze pociechy rzadko umieją poruszać się w sposób właściwy, często zapominając o elementarnych zasadach którymi powinien kierować się uczestnik ruchu drogowego. Wielu rodziców bagatelizuje problem, czasem sami nie znając do końca zasad bezpiecznego udziału w ruchu drogowym jako pieszy.

Każde wyjście z dzieckiem na spacer czy na zakupy powinno być sposobnością do nauki bezpiecznego, samodzielnego uczestnictwa w ruchu ulicznym. Od najmłodszych lat należy wyrabiać w dzieciach nawyki prawidłowego, zgodnego z przepisami zachowania na drodze. Wspólne spacerowanie to możliwość nauki przechodzenia przez jezdnię tylko w wyznaczonych do tego miejscach, wyrobienia nawyku kilkukrotnego upewnienia się, że żaden pojazd nie nadjeżdża, umiejętnego korzystania z przejść dla pieszych z sygnalizacją świetlną. To także okazja do zaszczepienia w dziecku przyzwyczajenia poruszania się zawsze w kierunku przeciwnym do jadących pojazdów, noszenia elementów odblaskowych aby być jak najlepiej widocznym dla kierowcy oraz chodzenia chodnikiem z dala od jezdni.

Jeszcze kilka słów na temat bezpiecznej jazdy samochodem z dzieckiem:

  • Pamiętajmy by zawsze, bez wyjątków przewozić dzieci w fotelikach, obowiązek ten dotyczy dzieci do lat 12, które nie osiągnęły 150 cm wzrostu
  • Należy stosować fotelik odpowiedni do wagi dziecka
  • Ważną kwestia jest również właściwe zamontowanie foteliku w pojeździe – należy postępować zgodnie z instrukcją dołączoną do fotelika
  • Fotelik musi posiadać atest, tylko wówczas zapewni on bezpieczeństwo naszemu dziecku
  • Wybierając się w podroż samochodem sprawdźmy jego stan techniczny

Dzieci to nasz największy skarb i radość, dlatego starajmy się jak najlepiej chronić je przed niebezpieczeństwami. Przykład rodziców jest najskuteczniejsza metoda nauki właściwych zachowań na drodze, dzieci uczą się poprzez naśladownictwo – dlatego powinniśmy wystrzegać się błędów, brawury, lekceważenia przepisów. Dziecko może przyjąć takie zachowanie za normę i powielać je podświadomie.
Już trzylatek jest w stanie zapamiętać często powtarzane przestrogi. Dzieci maja wielką wyobraźnię, dlatego najprościej jest tłumaczyć im pewne rzeczy na konkretnych przykładach, które ułatwią im zrozumienie i zapamiętanie tego, o czym mówimy.
Im wcześniej zaczniemy uświadamiać dziecko jako powinno zachować się jako uczestnik ruchu tym większa szansa, że dziecko przyswoi prawidłowe nawyki.

Życzymy bezpiecznego wypoczynku!

powered by: mobileformats

 

 

 

 

 

Ile sera w…serze?

 

 

Różnego rodzaju dodatki mają na celu oszukać nasze podniebienie i zmysł smaku, bo odczuwamy, że taki twarożek ma przyjemną dla języka konsystencję i smak. Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Żelatyna, guma i woda w przetworach mlecznych

Ładnie opakowany opatrzony rysunkiem łąki i krowy zajadającej soczystą trawę. Poczciwą mućke często doi dziarska dziewoja w ludowym stroju. Tak wyglądają opakowania produktów mlecznych. Co jednak kryje się w środku? Często zamiast mleka mamy rozwodniony biały płyn wzbogacony chemicznymi dodatkami. Natomiast zamiast sera wodnistą breję lub coś co bardziej kojarzy się z gumą niż twarożkiem.

- Podkarpaccy przetwórcy nie stosują tego typu substancji w swoich produktach mleczarskich – wyjaśnia Jerzy Wiśniewski, Wojewódzki Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. – Na nasze półki trafiają jednak produkty z innych rejonów kraju a z ich składem jest już różnie.

Na sklepowych półkach możemy spotkać naprawdę szeroki wybór produktów mlecznych. Na każdej etykiecie natomiast widać napisy i obrazki sugerujące, że mamy do czynienia z produktem naturalnym, prosto od krowy, tradycyjnym i wiejskim. Rzeczywistość nie zawsze się z tym pokrywa, a można łatwo sprawdzić z czym mamy do czynienia czytając etykietę.

W nabiale producenci zaczynają stosować żelatynę, gumę guar oraz różnego rodzaju zagęszczacze. Można postawić pytanie po co? Odpowiedź jest dość prosta, te dodatki pozwalają na rozrzedzanie produktów mleczarskich. Często kiedy rozpakujemy serek to okaże się, że wypływa z niego dużo wody a w najlepszym przypadku serwatki. Taki ser ma niewielką zawartość białka, wapnia i witamin a więc tego co w nim najcenniejsze.

Inny przykład to ser, który zachowuje się jak guma. Okazuje się, że też został on rozrzedzony a potem zagęszczony np. żelatyną czy innym zagęszczaczem po to by zatrzymał w sobie więcej wody. Do tego różnego rodzaju dodatki mają na celu oszukać nasze podniebienie i zmysł smaku, bo odczuwamy, że taki twarożek ma przyjemną dla języka konsystencję i smak.

W mleku poddawanym obróbce termicznej może też znaleźć się żelatyna. Mleko tak samo jak ser jest rozrzedzane i odtłuszczone. Przez to mniej kaloryczne ale też z mniejszą ilością substancji odżywczych. Aby konsumentowi smakowało trzeba wzbogacić jego smak i konsystencję dodatkami.

 

Skrócenie urlopu macierzyńskiego

Czy jest możliwy powrót do pracy po 4 tygodniach urlopu macierzyńskiego?

Pracownica może zrezygnować z urlopu macierzyńskiego najwcześniej po 14 tygodniach tego urlopu. Wynika tak z poniższego przepisu:

 

„Pracownica, po wykorzystaniu po porodzie co najmniej 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, ma prawo zrezygnować z pozostałej części tego urlopu; w takim przypadku niewykorzystanej części urlopu macierzyńskiego udziela się pracownikowi–ojcu wychowującemu dziecko, na jego pisemny wniosek” (art. 180 § 5 Kodeksu pracy).

 

Urlop macierzyński jest bowiem uprawnieniem przysługującym każdej pracownicy z tytułu urodzenia dziecka i uprawnienia tego matka dziecka nie może się zrzec, chyba że uczyni to na zasadach określonych w Kodeksie pracy.

 

W celu rezygnacji z urlopu macierzyńskiego niezbędne jest spełnienie następujących warunków: pracownica musi wykorzystać co najmniej 14 tygodni urlopu po urodzeniu dziecka oraz ojciec–pracownik wychowujący dziecko musi wystąpić z pisemnym wnioskiem o wykorzystanie pozostałej części urlopu przysługującego pracownicy.

 

Wniosek w sprawie rezygnacji z urlopu macierzyńskiego należy złożyć na piśmie u pracodawcy najpóźniej na siedem dni przed przystąpieniem do pracy, a do wniosku należy dołączyć zaświadczenie pracodawcy zatrudniającego pracownika–ojca wychowującego dziecko, potwierdzające termin rozpoczęcia urlopu macierzyńskiego przez pracownika, wskazany w jego wniosku o udzielenie urlopu, przypadający bezpośrednio po terminie rezygnacji z części urlopu macierzyńskiego przez pracownicę (art. 180 § 6 Kodeksu pracy).

 

Jeśli jednak nie jest możliwe wykorzystanie pozostałej części urlopu macierzyńskiego przez ojca dziecka, matka nie będzie mogła zrezygnować z części urlopu macierzyńskiego.

Komu 100 zł do świadczenia pielęgnacyjnego

Świadczenie pielegnacyjne to nie dodatek pielegnacyjny

Będzie dodatkowe wsparcie w wysokości 100 zł dla niektórych osób pobierających świadczenie pielęgnacyjne. Wniosek należny złożyć do końca maja.

Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia rządowego programu wspierania niektórych osób pobierających świadczenie pielęgnacyjne oraz rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków realizacji rządowego programu wspierania niektórych osób pobierających świadczenie pielęgnacyjne. (Dz. U. z dnia 18 maja 2012 r., poz. 551).

Jak podaje ministerstwo pracy i polityki społecznej, uchwała i rozporządzenie przewidują, że niektóre osoby, tj. matka, ojciec lub opiekun faktyczny dziecka (opiekun faktyczny dziecka, to osoba faktycznie opiekująca się dzieckiem, która wystąpiła z wnioskiem do sądu rodzinnego o jego przysposobienie), mające w kwietniu, maju lub czerwcu 2012 r. prawo do świadczenia pielęgnacyjnego na podstawie ustawy z dnia 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych (Dz. U. z 2006 r., Nr 139, poz. 992, z późn. zm.) - niezależnie od wieku dziecka, otrzymają dodatkowe świadczenie w wysokości 100 zł miesięcznie.

Pomoc będzie przyznawana na wniosek ww. osób. Inne niż wyżej wymienione osoby otrzymujące świadczenie pielęgnacyjne, nie są objęte rządowym programem wspierania niektórych osób pobierających świadczenie pielęgnacyjne.

Zgodnie z przepisami ww. rozporządzenia, pomoc będzie wypłacana w przyjętym w danej gminie terminie wypłaty świadczenia pielęgnacyjnego. Będzie ją przyznawał i wypłacał organ właściwy realizujący w danej gminie świadczenia rodzinne (tj. wójt, burmistrz lub prezydent miasta lub upoważniony kierownik/pracownik ośrodka pomocy społecznej lub innej jednostki organizacyjnej gminy). W związku z powyższym, decyzje ustalające prawo do pomocy podpisuje organ właściwy realizujący w danej gminie świadczenia rodzinne, tj. wójt, burmistrz lub prezydent miasta lub upoważniony do realizacji świadczeń rodzinnych w danej gminie kierownik/pracownik ośrodka pomocy społecznej lub innej jednostki organizacyjnej gminy.

Osoba mająca ustalone prawo do świadczenia pielęgnacyjnego musi złożyć do ww. organów wniosek o przyznanie pomocy (nie został określony wzór takiego wniosku co oznacza, że jego forma jest dowolna). Wniosek powinien zostać złożony w terminie do 31 maja 2012 r.

 

Wykryj za darmo cichego zabójcę

Fot. Sxc.hu

Warszawiacy mogą skorzystać z bezpłatnych testów w kierunku zakażenia wirusem HCV, który wywołuje groźną chorobę wątroby, WZW C.

Bezpłatne testy są dostępne do 30 czerwca lub do puli wyczerpania zapasów w dwóch placówkach laboratoriów Synevo Laboratoria Medicover: przy ulicy Długiej 44/50 oraz Wałbrzyskiej 48 – poinformowali organizatorzy kampanii „Cichy Zabójca WZW C. Działa w ukryciu. Twoja niewiedza utrzymuje go przy życiu”.

Na badania mogą zgłaszać się osoby w wieku 18-60 lat, które dotychczas nie były leczone w kierunku WZW C. Konieczne jest okazanie dowodu tożsamości podczas rejestracji.

Wirus HCV (hepatitis C virus) wywołuje wirusowe zapalenie wątroby typu C (WZW C). Do zakażenia może dojść w trakcie każdego naruszenia ciągłości tkanek, zarówno w czasie zabiegów medycznych, jak i niemedycznych, np. podczas wizyty u kosmetyczki, czy w studiu tatuażu.

„Do udziału w badaniach na obecność wirusa HCV we krwi zachęcamy szczególnie te osoby, które były wielokrotnie leczone w szpitalu, poddawane były zabiegom diagnostycznym takim jak kolonoskopia, gastroskopia czy bronchoskopia, czy też drobnym zabiegom medycznym takim jak usunięcie znamienia czy zęba, przynajmniej raz w życiu przyjęły narkotyki drogą dożylną lub donosową, miały przetaczaną krew bądź produkty krwiopochodne, czy też stwierdzono u nich nieprawidłowe próby wątrobowe” – apeluje dr Grażyna Cholewińska-Szymańska konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych.

Specjalistka podkreśla, że WZW C potrafi nawet przez kilkadziesiąt lat pozostawać w ukryciu, nie powodując żadnych dolegliwości. Na ogół chorobę wykrywa się przypadkowo – po wielu latach – w momencie rozpoznania poważnych uszkodzeń wątroby, jak marskość czy rak tego narządu. Wtedy często jest już za późno na skuteczną terapię. Dlatego WZW C określa się nieraz cichym zabójcą.

Światowa Organizacja Zdrowia uważa je za jedno z największych zagrożeń epidemiologicznych współczesnego świata.

„Zakażenia wirusem HCV w 80 proc. przypadków przechodzą w postać przewlekłą, a w konsekwencji prowadzą do marskości i raka wątroby będące wskazaniem do kosztownych przeszczepów tego narządu i śmierci. W Europie aż 60 proc. przypadków nowotworu wątroby jest wywołanych właśnie wirusem HCV – mówi prof. Waldemar Halota, przewodniczący Polskiej Grupy Ekspertów HCV.

 

 

Przeciwko wirusowi ciągle nie opracowano szczepionki. Dlatego, jedynym skutecznym sposobem walki z chorobą jest jej wczesne wykrycie i rozpoczęcie leczenia w jak najwcześniejszym stadium. Do diagnostyki WZW C służy proste badanie krwi na obecność przeciwciał anty-HCV.

Polska Grupa Ekspertów HCV szacuje na podstawie badań, że w Polsce zakażonych tych wirusem może być ok. 730 000 osób, przy czym ponad 90 proc. o tym nie wie. W woj. mazowieckim przeciwciała anty-HCV mogą występować u około 100 tys. mieszkańców, a w samej Warszawie – u 30 tys. osób.

Brak szczepionki przeciwko WZW C i bardzo niski odsetek osób zdiagnozowanych powodują, iż każdego roku liczba nosicieli wirusa HCV zwiększa się, a zagrożenie epidemiologiczne rośnie, podkreślają eksperci ds. chorób zakaźnych.

„Jeżeli nie zostaną podjęte szybkie i zdecydowane działania w kierunku zdiagnozowania jak największej liczby zakażonych, w ciągu 20 lat dojdzie do licznych manifestacji późnych następstw WZW C. Wystąpią one u około 150 tys. przewlekle zakażonych HCV, co w Polsce może przybrać dramatyczny wymiar społeczny i finansowy” – ostrzega prof. Halota.

Na bezpłatne badania anty-HCV do placówki przy ul. Wałbrzyskiej 48 można zgłaszać się od poniedziałku do piątku w godzinach 7.30-11.00, a na ul. Długą 44/50 w poniedziałki, środy, czwartki i piątki w godzinach 7.30-10.30 oraz we wtorki między godz. 8.00 a 10.30. Wszyscy chętni proszeni są o wcześniejszy kontakt telefoniczny z placówkami. Więcej informacji na ten temat można uzyskać m.in. na stronie internetowej www.wzwc.pl.

 

Większość szkół jest gotowa na 6-latków

2012-03-27 (06:48)


6-letnie dziecko może w szkole pójść o krok dalej w rozwoju. Taką szansę daje szkoła - przekonuje w rozmowie z "Faktem" minister edukacji Krystyna Szumilas. Zapewnia też, że większość szkół jest gotowa na przyjęcie 6-latków.

Po co nam reforma, w wyniku której sześciolatki pójdą obowiązkowo do szkół?

Krystyna Szumilas: – We współczesnym świecie dzieci mają większe umiejętności i wiedzę, warto więc ten złoty wiek rozwoju dziecka wykorzystać, by te umiejętności rozwijać. Wcześniejsza edukacja szkolna jest ważna dla dzieci z terenów wiejskich, szczególnie tam gdzie kontakt z rówieśnikami jest ograniczony. Niedawno, 3-4 lata temu, przed wprowadzeniem reformy, na terenach wiejskich duża część dzieci miała pierwszą styczność z systemem edukacji często dopiero w wieku sześciu lat, gdy rozpoczynały tzw. zerówkę. A to stawiało je w dużo gorszej sytuacji w stosunku do rówieśników, którzy mogli z edukacji przedszkolnej korzystać wcześniej.

Może na terenach, o których pani mówi należało otwierać więcej przedszkoli, zamiast od razu posyłać dzieci do szkół?

– Trzeba było robić jedno i drugie równolegle, czyli myśleć o rozwoju edukacji przedszkolnej na tych terenach, gdzie dostęp do niej był utrudniony. Jednocześnie trzeba było wykorzystać rozwojowy potencjał dzieci. Wszystkie badania naukowców pokazują, że im wcześniej dziecko rozpoczyna formalną edukację, tym większy sukces osiąga i tym lepiej radzi sobie w dorosłym życiu. Warto z tych doświadczeń skorzystać. Upowszechnienie edukacji przedszkolnej i obniżenie wieku szkolnego wymaga równoległego działania i to było bardzo intensywnie robione w ostatnich latach . W 2007 roku tylko 41 procent dzieci w wieku 3–5 lat uczestniczyło w edukacji przedszkolnej. Dziś to 72 procent. Te cztery lata dały więc duży postęp. Jednak ponieważ startowaliśmy z niskiego pułapu, trudno osiągnąć w takim krótkim czasie europejskie wskaźniki. Trzeba jednak do tego dążyć.

Powiedziała pani, że sześciolatki mają dziś większe umiejętności. Ale większe w stosunku do czego? Na badania jakich ekspertów pani się powołuje? Czy ewolucja w ostatnim czasie jakoś zasadniczo przyspieszyła?

– Świat się zmienił. 40 czy nawet 20 lat temu dziecko nie miało tylu pozytywnych bodźców ze świata zewnętrznego. Dziś dzieci mają dostęp do komputerów, specjalnych programów edukacyjnych, czy nowoczesnych zabawek. Mają o wiele większą wiedzę i umiejętności, dlatego, że zewnętrzny świat bardziej wpływa na ich rozwój. Sama jestem matką i babcią i widzę różnicę w rozwoju dzieci.

Na jakich badaniach dotyczących rozwoju sześciolatków opierało się MEN projektując reformę? Nazwiska jakich ekspertów stoją za przekonaniem o gotowości sześciolatków do edukacji?

– To nie jest pomysł ostatnich czterech lat. Wiedza, że sześciolatki są gotowe na wcześniejszą edukację jest w ministerstwie od co najmniej dziesięciu lat. W 2001 roku głośno mówiło o tym SLD, w 2007 roku PiS. Pierwszym krokiem w tym kierunku było wprowadzenie w 2002 roku obowiązkowego wychowania przedszkolnego dla dzieci sześcioletnich. Obniżenie wieku szkolnego jest więc wypadkową głębokich przemyśleń z ostatniej dekady. Nasze dzieci nie są gorsze od dzieci z większości krajów Europy, gdzie edukacja szkolna zaczyna się dużo wcześniej.

To prawda, że w krajach UE dzieci idą do szkoły wcześniej, tylko tam ta szkoła wygląda inaczej, a warunki nauki sześciolatków bardziej przypominają te, które panują u nas w przedszkolu czy zerówkach. Czy warto więc gonić tak na oślep za zachodnimi standardami, implementując je tylko częściowo?

– W Polsce proces przygotowania szkól do obniżenia wieku szkolnego trwa od co najmniej dziesięciu lat.. Najpierw w szkołach podstawowych tworzono oddziały przedszkolne, teraz w tych samych salach można zorganizować klasy dla sześciolatków. Już dziś w prawie 90 proc. szkół podstawowych uczą się dzieci sześcioletnie w klasach pierwszych lub tzw. oddziałach zerowych. I jeszcze jedna uwaga: zamiany w szkołach podstawowych są ważne nie tylko ze względu na dzieci sześcioletnie. Każde dziecko ma prawo do odpowiednich dla jego wieku metod nauczania. Dlatego bardzo mocno podkreślamy, że dziecko sześcio–, siedmio–, czy ośmioletnie ma prawo do zabawek w salach lekcyjnych oraz do tego by korzystać z placu zabaw i ruchu na świeżym powietrzu, czyli z nauki przez zabawę. To bardzo ważne.

Nauka przez zabawę i prawo do indywidualnego rozwoju brzmi świetnie, tylko gorzej jest z praktyką. Sześciolatki często siedzą ściśnięte w zbyt licznych klasach z siedmiolatkami. Jak do nauki przez zabawę ma się nowa podstawa programowa, według której po pierwszej klasie sześciolatki mają pisać z zasadami kaligrafii i czytać lektury?

– Nie straszmy słowem lektura, przecież małe dziecko nie musi czytać wielostronicowych książek. Lektury dla najmłodszych są dobierane odpowiednio do ich wieku i umiejętności. Dla małych dzieci są to proste książeczki i teksty. To nauczyciel decyduje o tym, co i w jakim terminie czytają jego uczniowie i musi brać pod uwagę ich umiejętności. Jeśli mowa o kaligrafię – chodzi o to, aby dziecko nauczyło się pisać literki i łączyć je w słowa. Nikt nie wymaga od niego, aby od razu pięknie i płynnie pisało.

Wymagania po pierwszej klasie to tylko wskazówka dla nauczyciela w jaki sposób pracować z dzieckiem, ale też sygnał, by nie uczyć za szybko tych treści, które dziecko ma osiągnąć po trzeciej klasie. Dlatego też w klasach 1–3 zamiast stopni są oceny opisowe. Dzieci rozwijają się w różnym tempie i trzeba im na to pozwolić. Dlatego nie jest zalecane zostawianie dziecka na drugi rok w tej samej klasie. Nauczanie wczesnoszkolne powinno być traktowane jako całość, a dziecko przez trzy lata nauki ma osiągnąć umiejętności wymagane na koniec trzeciej klasy.

Eksperci, np. pedagog światowej sławy – Dorota Dziamska, podkreślają, że w podstawie programowej zbyt małą wagę przywiązuje się do aktywności fizycznej, który ułatwia naukę pisania.

– Wymagania są dopasowane do rozwoju dziecka. W podstawie programowej bardzo mocno zwracamy uwagę na znaczenie ruchu. Podkreślamy, że on jest ważny dla małego dziecka. Po raz pierwszy w podstawie programowej znalazło się zalecenie, żeby jedną piątą czasu dzieci spędzały na podwórku (mówię o wychowaniu przedszkolnym), a jedną piątą na swobodnej zabawie. Ta samo jest w klasach młodszych. Maluchy muszą mieć sale wyposażone w różne pomoce, dające szanse na swobodną zabawę i ćwiczenia, które pozwolą na rozwój zgodny z ich potrzebami. Sale zabaw w szkołach są przygotowane właśnie z myślą o ruchu. Tam są przyrządy sportowe, dywany, etc.

Może należałoby powiedzieć, że powinny być. Czy MEN wie ile szkół wypełnia standardy, o których pani mówi?

– W ponad 80 procentach szkół podstawowych są sale zabaw wyposażone w ramach programu „Radosna Szkoła”. Finansujemy też place zabaw. Powstały one już przy ponad 2 tysiącach szkół. Czyli pani zdaniem 80 procent polskich szkół jest gotowych na przyjęcie sześciolatków?

– Samorządy mówią, że wszystkie prowadzone przez nich szkoły są już gotowe, Chciały, aby wszystkie sześciolatki rozpoczęły naukę w szkole już od września tego roku. W 90 procentach szkół podstawowych są już sześciolatki.

Ale czy te szkoły są gotowe?

– Najlepszym sprawdzianem jest zaufanie rodziców. Skoro rodzice zdecydowali się na wysłanie swoich sześcioletnich dzieci do 90 proc. szkół podstawowych, to pokazuje że im zaufali. W ciągu ostatnich trzech lat 125 tysięcy sześcioletnich dzieci rozpoczęło naukę w szkole. To oznacza, że 250 tysięcy rodziców świadomie zdecydowało, żeby ich dziecko rozpoczęło edukację szkolną.

Pani podaje liczbę zbiorczą z trzech lat. Jednak w 2011 roku aż 77 procent rodziców w skali całego kraju nie zdecydowało się posłać sześciolatka do szkoły. Tylko 23 procent rodziców zaufało reformie.

– Wsłuchując się w głosy niektórych środowisk, które obawiały się, że szkoły są nieprzygotowane, przedstawiłam projekt przesunięcia obowiązku szkolnego o dwa lata. I duże grupy społeczne zaprotestowały uznając, że szkoły są gotowe na przyjęcie młodszych dzieci. Były to korporacje samorządowe, Związek Nauczycielstwa Polskiego, Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty. To wyraźny sygnał, że 3 lata okresu przejściowego bardzo dużo w polskich szkołach zmieniły. Dodatkowe dwa lata powinny wystarczyć tym dziesięciu procentom szkół.

Skąd pewność, że te dwa lata wystarczą?

– Pewność dają samorządy, które twierdzą, że ich szkoły są gotowe do obniżenia wieku szkolnego. Pewność daje fakt, że już w 90 procentach szkół są 6–latki. A tam, gdzie jeszcze trzeba szkoły przygotować samorządy będą mogły wykorzystać pieniądze, około 600 mln zł, które dostaną w subwencji oświatowej. Mimo przesunięcia obowiązku szkolnego dla sześciolatków policzyliśmy subwencję tak, jakby wszystkie dzieci sześcioletnie rozpoczęły naukę od września. Te pieniądze pozostaną w samorządach i będą mogły być wykorzystane na przygotowanie tych miejsc, które tego wymagają. Dodatkowe pieniądze szkoły mogą uzyskać z programu „Radosna Szkoła” na przygotowanie sal zabaw dla dzieci. Jest jeszcze 300 milionów złotych na indywidualizację programu nauczania i one są do dyspozycji wszystkich szkół na indywidualne i dodatkowe zajęcia z dziećmi oraz na zakup pomocy oraz doposażenie sal w to, co potrzebne jest do pracy z dziećmi ze specjalnymi potrzebami.

Samorządy alarmują jednocześnie, że pieniędzy brakuje. Szkoły, nawet w dużych miastach sięgają po katering.

– W subwencji na 2012 rok są odpowiednie środki, są te pieniądze w programie rządowym „Radosna szkoła”. Czy samorządy po te pieniądze sięgną, to zależy od nich. Ja mogę przekonywać, że warto.

Czy na poziomie ministerstwa istnieją lub powstaną szczegółowe wytyczne dotyczące tego jakie warunki powinna spełniać szkoła gotowa do obniżenia wieku szkolnego? Do tej pory jedynym znanym mi dokumentem było rozporządzenie, mówiące, że w szkołach musi być ciepła woda i mydło.

– Bez względu na to w jakim wieku dziecko idzie do szkoły, ma być tam mydło i ciepła woda. Ten przepis został wprowadzony po to, by te zalecenia wyegzekwować. W 2009 roku było 2,5 tysiąca szkół, w których Główny Inspektor Sanitarny stwierdził brak ciepłej wody i mydła. Po wprowadzeniu tego przepisu, takich szkół jest tylko 704. To znaczy, że stan szkół się poprawił, choć i te 704 szkoły martwią. Samorząd i dyrekcja muszą podjąć tam natychmiastowe działania, żeby te wymogi wypełnić.

Czy będą kolejne przepisy standaryzujące wymagania wobec szkół? Tak, żeby nie było wątpliwości co to znaczy: „szkoła gotowa do obniżenia wieku szkolnego”.

– Szkoła musi być przede wszystkim przyjazna dziecku. Ono musi mieć w niej warunki do zabawy i nauki, w takim tempie dostosowanym do jego wieku. Szkoła musi być przygotowana na przyjęcie 6–latka, 7–latka i 10–latka. Te wymagania wpisane są w podstawę programową. Bezpośrednio z niej oraz z prawa oświatowego wynika jak ma wyglądać szkoła.

Oto kilka opinii rodziców, którzy posłali do szkół sześciolatki. Wyimki pochodzą z raportu społecznego o stanie polskich szkół, przygotowanego przez rodziców i dostępnego na stronie ratujmaluchy.pl: "Z miłej energicznej dziewczynki moja córeczka zrobiła się płaczliwa, zniechęcona, z niską samooceną... "jestem głupia, jestem niezdarą"; "Moje dziecko nie ma czasu na nic po szkole. Cały czas jest tylko nauka, pisanie i czytanie z którymi całkowicie sobie nie radzi. Poświęcamy jej całe popołudnia i nie ma efektów"; "Mój syn codziennie przed szkołą mówi, że boli go brzuch, płacze straszliwie żebym nie zaprowadzała go do świetlicy, a jest dopiero od tygodnia w szkole...". Co pani na to?

– Takimi przypadkami powinien zająć się nadzór pedagogiczny i Kuratorium Oświaty. Takie przypadki mnie martwią, ale jest też wiele przykładów zupełnie odwrotnych. Dzieci są zadowolone, chętnie idą do szkoły i świetnie sobie w niej radzą. Gdy dziecko sobie nie radzi można przenieść je z powrotem do oddziału zerowego. Takiemu dziecku trzeba udzielić wparcia, można skorzystać z pomocy psychologa. Dla większości dzieci decyzja o wcześniejszym pójściu do szkoły jest dobra.

A może lepiej byłoby zostawić rodzicom wybór?

– Decyzja już zapadła. Parlament zadecydował, że jeszcze przez dwa lata rodzice będą mieli wybór, a od 1 września 2014 roku wszystkie sześciolatki rozpoczną edukację szkolną. Te dwa lata to czas na przygotowanie dla szkół, jeśli jeszcze tego nie zrobiły.

Poprzednio parlament zdecydował, że reforma wejdzie w życie w 2012, a teraz tę decyzję zmienił. Nie ma więc rzeczy nieodwracalnych. W Sejmie jest projekt obywatelski podpisany przez 347 tysięcy rodziców, przywracający stan sprzed reformy. Myśli pani, że ten projekt ma szanse?

– To decyzja parlamentu. Jednak niedawno parlament ją podjął, przyjmując projekt rządowy. 1 września 2014 roku, to termin, w którym wszystkie sześciolatki rozpoczną edukację szkolną, takie jest stanowisko rządu. Dla mnie ważne jest, aby w dyskusji o reformie wszystkie strony pamiętały o dziecku, jego potrzebach. Dyskutujmy o tym, co my dorośli możemy zrobić, żeby dziecko lepiej się rozwijało.

Ma pani okazję, żeby przekonać rodziców sześciolatków, że warto posłać dzieci do szkół. Do końca marca trwają rekrutacje.

– 6–letnie dziecko może w szkole pójść o krok dalej w rozwoju. Warto to wykorzystać. W przedszkolu dziecko rozwija umiejętności, w szkole uczy się porządkować świat, który jest wokół. Uczy się pisać i czytać pod opieką jednego nauczyciela, a to ułatwia mu tę naukę. Uczy się żyć w społeczności szkolnej, która stymuluje rozwój o wiele efektywniej niż przedszkole. Warto wykorzystać potencjał tkwiący w dziecku i dać mu radość z bycia uczniem. Dziecko rozwija się lepiej i szybciej gdy stawiamy przed nim zadania dopasowane do jego wieku, jednocześnie stymulując jego rozwój. Taką szansę daje szkoła.

 

Niepopularna ulga, godne odliczenia

2012-04-15 (06:38)


Gdzie jej tam do prorodzinnej czy internetowej, jest nawet mniej popularna od rehabilitacyjnej! Ale naprawdę warto z niej skorzystać. Pod warunkiem, że jesteś honorowym krwiodawcą.

Mężczyźni 3601 zł, a kobiety 3484 zł - tyle maksymalnie można odliczyć od dochodu za honorowo oddaną krew. Teoretycznie, bo w praktyce o ponad 1000 zł mniej, ale to wciąż dużo. Pamiętaj tylko, że maksymalne odliczenie nie może przekroczyć 6 proc. dochodu.

Wysokość ulgi zależy od ilości oddanej krwi i osocza. Mężczyzna w ciągu roku może oddać maksymalnie 2,7 l krwi, a kobieta 1,8 l. Osocza można oddać więcej, bo nawet 25 litrów. Krew nie jest przedmiotem w rozumieniu prawa cywilnego, ale Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2004 roku (Dz.U. 2007 nr 214 poz. 1582) ustanawia należny za nią ekwiwalent.

1 litr krwi wyceniony został na 130 złotych, a litr osocza na 170 złotych (zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2004 r. Dz.U. 2004 nr 263 poz. 2625). Urzędy skarbowe nie honorują innej ceny na osocze i krew ani też ekwiwalentu za rzadkie grupy krwi, tak jak to robi Ministerstwo Zdrowia. Dlatego do celów podatkowych za każdym razem stosuje stawkę 130 zł.


Jednorazowo nie można oddać więcej niż 450 ml krwi, mężczyzna może to zrobić 6 razy rocznie, a kobieta 4. A zatem mężczyźni za oddaną krew będą mogli w zeznaniu PIT odliczyć od dochodu 351 zł: 6 donacji rocznie po 450 ml; 2,7 litra*130 zł = 351 zł. Kobiety 234 zł: 4 donacji rocznie po 450 ml; 1,8 litra * 130 zł = 234 zł. O wiele więcej można zyskać, oddając tylko osocze. Limit roczny to 25 l * 130 zł = 3250 zł. Niestety w praktyce można go oddać jeszcze mniej; na więcej nie pozwolą nam w stacji krwiodawstwa. Aby móc skorzystać z maksymalnego odliczenia, trzeba wykazać roczny dochód w wysokości 43000 zł.


Z formalnego punktu widzenia ulga dla krwiodawców to darowizna. "Honorowy dawca krwi może wartość przekazanej w roku podatkowym darowizny na cele krwiodawstwa odliczyć: od przychodu, podlegającego opodatkowaniu ryczałtem ewidencjonowanym, wykazywanego w zeznaniu PIT-28 (składanym do 31 stycznia roku następującego po roku podatkowym) lub od dochodu, podlegającego opodatkowaniu na ogólnych zasadach przy zastosowaniu skali podatkowej, wykazywanego w zeznaniu PIT-36 albo PIT-37 (składanym do 30 kwietnia roku następującego po roku podatkowym). Jednocześnie do zeznania podatnik dołącza formularz PIT/O, w którym wykazuje kwotę przekazanej darowizny, kwotę odliczenia w ramach darowizny krwi oraz dane obdarowanego (nazwę i adres jednostki organizacyjnej publicznej służby krwi, w której oddał krew). Przedmiotem darowizny jest oddana bezpłatnie krew, jak również osocze lub inne składniki krwi. Odliczenie od dochodu (przychodu) wartości oddanej honorowo krwi lub jej składników zmniejsza podstawę opodatkowania, a niższa podstawa opodatkowania to w konsekwencji niższy podatek w rozliczeniu rocznym" - wyjaśnia Ministerstwo Finansów.

Przykład I
Podatnik w roku podatkowym oddał nieodpłatnie 1,8 litra krwi oraz 2 litry osocza. Jak ustalić wartość darowizny przekazanej na cele krwiodawstwa? Niezależnie od tego, czy podatnik oddał honorowo krew czy osocze, przy ustalaniu kwoty przysługującego odliczenia stosuje tę samą stawkę w wysokości 130 zł za 1 litr. Zatem w ww. przykładzie wartość oddanej krwi wynosi 234 zł (1,8 litra * 130 zł), a oddanego osocza 260 zł (2 litry * 130 zł). Tym samym łączna wartość darowizny przekazanej w roku podatkowym na cele krwiodawstwa wynosi 494 zł.



Odliczenie z tytułu honorowego krwiodawstwa łącznie z darowiznami na cele kultu religijnego oraz na cele szlachetne nie może przekroczyć 6% dochodu (w przypadku ryczałtowców 6% przychodu) wykazywanego w zeznaniu.

Przykład II
Przekroczenie limitu 6% dochodu. Podatnik w roku podatkowym osiągnął dochód z pracy w wysokości 55 000 zł. Oddał honorowo 2,7 litra krwi, czyli wartość darowizny na cele krwiodawstwa wynosi 351 zł (2,7 litra x 130 zł). W tym samym roku przekazał również darowiznę na cele kultu religijnego (np. na remont kościoła) w wysokości 3000 zł. Czy całą kwotę – zarówno z darowizny na cele kultu religijnego, jak i przekazanej krwi – będzie mógł odliczyć od dochodu? Nie, bo łączna wartość przekazanych darowizn na cele krwiodawstwa oraz na cele kultu religijnego, wynosząca 3351 zł (351 zł + 3000 zł), przekracza 6% dochodu podatnika, tj. 3300 zł (6% z 55 000 zł). W konsekwencji podatnik ma prawo pomniejszyć swój dochód wyłącznie do wysokości limitu, czyli o kwotę 3300 zł, jeżeli jednocześnie spełnił inne warunki uprawniające do dokonania tych odliczeń. Pozostała część kwoty, tj. 51 zł, nie zostanie odliczona od dochodu. Nie będzie można też tej kwoty odliczyć w zeznaniu podatkowym za rok następny.



Ważne! Jeżeli podatnik ma obowiązek złożyć dwa zeznania, np. PIT-37 i PIT-28, może część darowizny na cele krwiodawstwa odliczyć w jednym zeznaniu od przychodu (PIT-28), a część w drugim od dochodu (PIT-37 albo PIT- 36). Ważne jest, by tej samej kwoty nie odliczył dwukrotnie.

Jeżeli w stacji krwiodawstwa przyjęliśmy pieniądze, to tracimy prawo do ulgi. Zapłatą za krew nie są soki i czekolady, które są przekazywane nieodpłatnie honorowym krwiodawcom.

Aby skorzystać z ulgi, darowizny muszą być uczynione na rzecz publicznej służby krwi przez honorowego dawcę krwi. Z tego też powodu oddanie krwi za granicą nie upoważnia do skorzystania z ulgi. Co innego, jeśli w kraju przekażemy krew dla konkretnej osoby, znajomego czy członka rodziny, wówczas mamy prawo do odliczenia.

Od rozliczenia za rok 2011 nie ma obowiązku posiadania oświadczenia stacji krwiodawstwa o przyjęciu darowizny. Wystarczy zaświadczenie o ilości bezpłatnie oddanej krwi lub jej składników przez krwiodawcę. Od rozliczenia za rok 2011 nie jest też konieczne, by stacja krwiodawstwa wskazywała wartość ekwiwalentu za krew.

Ulgę na krew ujmuje się w zeznaniu rocznym w załączniku PIT/O. Należy w nim ująć kwotę przekazanej darowizny, kwotę dokonanego odliczenia oraz dane pozwalające na identyfikację obdarowanego, w szczególności jego nazwę i adres. W praktyce nie ma znaczenia, czy darowiznę odliczymy od dochodu, czy jak w przypadku ryczałtowców od przychodu. Ważne, by tej samej ulgi nie odliczyć dwukrotnie.

Odpowiednie rubryki znajdują się w formularzach PIT-37, PIT-36 oraz PIT-28. Należy przy tym pamiętać, że pierwsze dwa należy złożyć do 30 kwietnia 2012 r., a PIT-28 do 31 stycznia 2012 r.

 

(Wirtualna Polska)

 

Pij mleko – będziesz chory

2012-03-06 (11:59)


Korzyści wynikające z picia tego napoju wychwalają jednak nie tylko celebryci w kampaniach społecznych. Mleko to samo zdrowie i basta. Słyszymy to od najmłodszych lat: w domu, w szkole, u lekarza, w telewizji…

Dietetycy zapewniają, że ciężko znaleźć inny produkt, zawierający podobną ilość wartościowych składników. Foliany obniżają poziom homocysteiny i tym samym wpływają na zmniejszenie ryzyka chorób układu krążenia. Produkty mleczne pobudzają produkcję insulinopodobnego czynnika wzrostu, którego wysokie stężenie obniża prawdopodobieństwo zawału. Wapń ułatwia utrzymanie ciśnienia tętniczego na odpowiednim poziomie i sprzyja jego normalizacji. CLA (koniugowany kwas linolowy) ma właściwości przeciwnowotworowe, a kwas palmitynowy chroni przed cukrzycą typu II. Głośno mówi się również o tym, że picie mleka zmniejsza ryzyko osteoporozy, raka piersi oraz rozwoju zespołu metabolicznego.

Tymczasem PETA (organizacja Ludzie na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt) przeprowadziła w USA kontrowersyjną kampanię, podważającą dobroczynne właściwości mleka. Na plakacie promującym nowe spojrzenie na ten produkt, mogliśmy zobaczyć wykrzywionego w płaczliwym grymasie bobasa z białym wąsem nad górną wargą. Hasło reklamowe ostrzegające młodych rodziców grzmiało: „Masz chore dzieci? Picie mleka przyczynia się do kolki, infekcji ucha, alergii, cukrzycy, otyłości i wielu innych chorób.” Kampania nieco popsuła szyki amerykańskim promotorom mleka, którzy reklamowali jego cudowne właściwości przy pomocy takich gwiazd jak Britney Spears czy Angelina Jolie. Konsternacja była tym większa, że PETA posłużyła się w mlecznej wojnie szeregiem specjalistycznych badań, trudnych do podważenia. Pozwólmy sobie na krótki rekonesans najpopularniejszych zalet mleka oraz kontrargumentów, które stawiają je pod znakiem zapytania.

Mleko bezpieczne dla dzieci

Za: Maluchy powinny pić je w dużych ilościach, ponieważ warunkuje to prawidłowy rozwój kości i zębów. Odpowiednie uwapnienie kości to z kolei większa odporność na złamania w późniejszym wieku.
Przeciw: Białko mleka krowiego powoduje alergię oraz tzw. cukrzycę młodzieńczą (insulinozależną).
Badania: Reakcje alergiczne na mleko krowie występują u dzieci, które nie ukończyły pierwszego roku życia, dlatego pediatrzy radzą wstrzymać się z wprowadzeniem tego produktu do momentu, aż dziecko ukończy roczek.

Mleko wzmacnia kości

Za: Wapń gwarantuje zdrowe kości oraz zwiększa szansę na uniknięcie osteoporozy.
Przeciw: Mleko zawiera również duże ilości białka, które wypłukuje wapń z kości.
Badania: Brakuje niezbitych dowodów na to, że mleko zapobiega osteoporozie, jest jednak na pewno bogatym źródłem witaminy D, niezbędnej do budowy kości, ponieważ to ona sprawia, że wapń jest wchłaniany z jelita.

Czy mózg może się skurczyć?

 

Czego lepiej nie jeść?

 

Mózg wymaga odpowiedniego paliwa. By dobrze pracował, trzeba mu dostarczać nie tylko tlenu, ale wszystkich niezbędnych substancji odżywczych - węglowodanów, protein, tłuszczów oraz witamin, zwłaszcza A, C, E i wszystkich z grupy B. Zbyt długie przerwy w dopływie energii powodują nie tylko osłabienie zdolności koncentracji czy logicznego myślenia, ale przyczyniają się też do obumieranie komórek. Wiadomo, że picie alkoholu szarym komórkom na pewno się nie przysłuży. Jakich produktów unikać, by nasz umysł był ostry jak brzytwa?

 

Drożdżówka i baton

 

Mózg karmi się glukozą, która przenika do krwi i daje neuronom energię. Jednak należy uważać, co i w jakim porządku kładziemy na talerz. Jeśli wyjdziemy z domu bez śniadania, a w pracy pierwszym pokarmem będzie batonik, poziom cukru we krwi szybko wzrośnie i... spadnie. Stanie się tak pod wpływem insuliny, która odpowiada za gospodarowanie dostarczanym cukrem. A my znów poczujemy ochotę na coś słodkiego - nasz mózg będzie dopominał się kolejnej porcji glukozy. Dlatego nie warto dostarczać mu mocno przetworzonych węglowodanów pod postacią drożdżówek, słodkich rogalików czy ciastek.

 

Białe pieczywo, oczyszczona mąka i makron

 

Z tych samych względów należy unikać produktów wysokooczyszczonych. Białe pieczywo - zazwyczaj pszenne bułki i chleb - które tak chętnie jemy na śniadanie, a także makaron czy ryż na obiad należą do jedzenia o wysokim indeksie glikemicznym. A właśnie ono powoduje nagłe skoki glukozy, a przez to nieregularne dostawy paliwa dla mózgu, co z kolei wywołać może zaburzenia koncentracji. Najlepiej postawić więc na węglowodany złożone, pokarmy nieoczyszczone, bogate w błonnik (np. brązowy ryż, kasze, owsianka, warzywa strączkowe). Nie są one tak łatwo przyswajalne, trawienie trwa długo, a energia uwalnia się stopniowo, nie powodując nagłych wahań poziomu glukozy.

 

Syntetyczne słodziki i sztuczne barwniki

 

Słodziki co prawda uwolniły nas od kalorii, ale eksperci podkreślają ich negatywny wpływ na nasz organizm. Głównym winowajcą okazuje się aspartam, którego naukowcy podejrzewają o przyczynianie się do powstawania raka mózgu czy choroby Alzheimera. Trzeba być też ostrożnym, jedząc rozmaite kolorowe cukierki, żelki, marmolady, płatki zbożowe czy pijąc napoje - tam wszędzie znajdziemy syntetyczne barwniki, które nie pozostają bez wpływu na nasz układ nerwowy. Potwierdzono na przykład związek między spożywaniem produktów zawierających 6 sztucznych barwników (E102 tartrazyna, E104 żółcień chinolinowa, E110 żółcień pomarańczowa, E122 azorubina, E124 czerwień koszenilowa, E129 czerwień allura), a występowanie ADHD u dzieci. Właśnie one najbardziej narażone są na skutki "przedawkowania" tych substancji. Najczęściej objawia się to nadpobudliwością i dekoncentracją.

 

Smażone mięso

 

Dopamina powoduje, że jesteśmy czujni i skupieni, a jednocześnie pełni energii. Żeby jednak mózg mógł wydzielać ją w odpowiednich ilościach, w naszej diecie nie może zabraknąć produktów bogatych w białka - przede wszystkim jaj, roślin strączkowych, a także mięsa i owoców morza. Ale trzeba pamiętać, że wszystko zniweczyć może sposób przyrządzenia. Kurza pierś panierowana i smażona w dużej ilości tłuszczu to nie to samo, co grillowana na beztłuszczowej patelni czy ugotowana na parze.

 

Uważaj na kawę i herbatę!

 

Trzeba uważać na kawę, uważaną przez wiele osób za znakomitą i - przede wszystkim - błyskawicznie działającą substancję poprawiającą pracę mózgu. Kawa, a raczej kofeina - rzeczywiście pobudza ośrodkowy układ nerwowy, poprawia myślenie oraz pomaga przezwyciężyć zmęczenie, ułatwia koncentrację. Ale podobnie jak mocna czarna herbata, w której za pobudzające działanie odpowiedzialne są teiny, blokuje przyswajanie żelaza - pierwiastka istotnego dla wydolności mózgu. Poza tym bardzo szybko wypłukuje magnez, który zwiększa zdolność do zapamiętywania informacji.

 

Chipsy, frytki i zupy w proszku

Czy mózg może skurczyć się od jedzenia? Do takich wniosków doszli naukowcy z Oregon Health & Science University w Portland, którzy porównywali objętość tych organów u osób stosujących różne diety. Dieta bogata w tłuszcze trans powodowała, że mózg się kurczył, a wyniki testów pamięci i sprawności umysłowej wypadały nie najlepiej. Te szkodliwe związki znajdziemy przede wszystkim w żywności przetworzonej. Są w margarynie, chipsach, frytkach, ale także w płatkach kukurydzianych, zupach w proszku, ulubionych przez dzieci batonach czekoladowych czy gotowych wypiekach. Zjawisko zaniku mózgu wiązane jest z chorobą Alzheimera.

Kto i czym truł Polaków? 40 firm do prześwietlenia!

2012-02-29 (07:37)


Ile szkodliwej soli trafiło na polskie stoły? Którzy to producenci stosowali ją w swoich wyrobach? Jakie konkretnie produkty ją zawierają?! Na te pytania musimy znać odpowiedź i to jak najszybciej.

Afera solna wstrząsnęła całą Polską. Od dziesięciu lat na nasze stoły trafiała sól przemysłowa - taka jak ta stosowana do posypywania oblodzonych dróg. Zawiera ona szkodliwe zanieczyszczenia. W przypadkach niektórych substancji normy zdrowotne są przekroczone kilkadziesiąt razy!

Teraz większość z nas kładąc kiełbasę na chleb, jedząc śledzia czy paluszki, zastanawia się, czy nie ma w nich soli przemysłowej zamiast spożywczej. Mogła się ona znaleźć w tylu produktach, że trudno zrezygnować z ich jedzenia.

Dlatego chcemy znać prawdę. Chcemy wiedzieć, w jakich produktach producenci używali tej soli. Tymczasem prokuratura nie chce takiej listy ujawnić! Dlaczego?

Byliśmy prawdopodobnie truci od dziesięciu albo nawet i więcej lat. Nic dziwnego, że wszyscy zastanawiamy się, ile soli przemysłowej zamiast spożywczej zjedliśmy. Na to, co było już nie mamy wpływu, ale moglibyśmy ograniczyć lub wręcz wyeliminować dalsze ryzyko. Do tego potrzebna jest jednak lista producentów, do których trafiała podejrzana sól.

Niestety, na razie nie mamy na nią szans. Prokuratura okręgowa w Poznaniu, pod nadzorem której toczy się śledztwo, nie chce takiego wykazu upublicznić. - Trzeba sobie zdawać sprawę z odpowiedzialności cywilnej za ujawnienie informacji, które mogą u kogoś powodować uszczerbek. Chodzi o sytuację, gdy produkty podanego przez nas wytwórcy zostaną zbojkotowane, a okaże się, że jednak nie było w nich soli wypadowej - tłumaczy prok. Magdalena Mazur-Prus.


Podkreśla, że ze strony prokuratury nie ma złej woli. Potrzebne są jednak dokładne wyniki badań.
- Musimy udowodnić, że ta sól jest w konkretnym produkcie. Nie możemy pochopnie ujawniać listy - dodaje Mazur-Prus. Zwraca uwagę na to, że nawet to, że podejrzana sól trafiała do jakiegoś producenta, nie oznacza, że dodawał jej do każdego swojego produktu. - Jedni mogli używać jej do wszystkich wyrobów, a inny tylko do niektórych - mówi.

Prokuratura nie podjęła jeszcze decyzji, czy po otrzymaniu dokładnych wyników badań, zdecyduje się upublicznić listę niebezpiecznych produktów.
- Gdy będzie ona doprecyzowana, natychmiast przekażemy ją odpowiednim organom, które przeprowadzają kontrole - mówi Mazur-Prus.

Policja ustaliła już czterdziestu producentów, do których tylko w lutym trafiła podejrzana sól. To pokazuje skalę procederu. Na szczęście nie jest tak, że w sprawie nic się nie dzieje i jesteśmy skazani jeszcze przez długi czas na być może trujące produkty. Główny Inspektorat Sanitarny i Główny Inspektorat Weterynarii od razu zleciły kontrole. Specjaliści z sanepidu sprawdzą firmy produkujące żywność, a służby weterynaryjne pojawią się w zakładach mięsnych, przetwórstwa mięsnego, rybnych i mleczarskich. Będą sprawdzać, skąd pochodzi sól w nich stosowana.

- W przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do tożsamości soli i mieszanek „peklosoli" lub ich pochodzenia z zakwestionowanych przez prokuraturę firm, sól i produkty wytworzone zostaną zatrzymane - mówi Janusz Związek, główny lekarz weterynarii. Gdy będzie już lista zakładów, do których mogła trafić sól przemysłowa, zostaną one skontrolowane.



Rocznie zjadasz 5 kilogramów soli

2012-02-29 (05:53)


Od czasu, gdy na jaw wyszło, że latami jedliśmy sól przemysłową dodawaną do jedzenia zamiast spożywczej, każdy z nas zastanawia się, ile soli jest w kanapce, serze czy kiełbasie, które jemy. Wyliczenia są szokujące: każdy z nas mógł zjeść nawet 5 kg rakotwórczej soli! Służby sanitarne już rozpoczynają kontrole u producentów żywności, a śledczy ustalili, że tylko w lutym podejrzana sól trafiła do co najmniej czterdziestu producentów wyrobów spożywczych!

– Gdyby patrzeć na względy zdrowotne, nie powinniśmy jeść dziennie więcej niż 4 g soli. Tymczasem przeciętny człowiek zjada jej o wiele więcej, bo między 10 a 15 g – mówi Andrzej Trybusz (61 l.), wielkopolski inspektor sanitarny.

Wynika to z tego, że zjadamy nie tylko tę sól, którą sami dodajemy do potraw. – Jest ona w wielu produktach i łącznie spożycie się sumuje w spore ilości – tłumaczy Trybusz. Na przykład mało kto z nas zdaje sobie sprawę z tego, że w jednej kostce rosołowej, która waży 10 gramów jest aż 6,61 g soli! Jedna zupka z proszku z makaronem ma dwa gramy soli. Zjadając sto gram matjasów, dostarczamy organizmowi aż 6,36 g soli. A jedna mała paczka paluszków zjedzona wieczorem przy oglądaniu filmu, powoduje, że spożywamy aż połowę dopuszczalnej dziennej dawki soli.

Biorąc pod uwagę, że fałszywa sól mogła trafić do wielu produktów, aż strach pomyśleć, ile jej zjedliśmy. Sytuacja jest poważna, więc Główny Inspektorat Sanitarny i Główny Inspektorat Weterynarii nie czekają na wyniki badań laboratoryjnych, tylko od razu zleciły kontrole.

Specjaliści z sanepidu sprawdzą firmy produkujące żywność, a służby weterynaryjne pojawią się w zakładach mięsnych, rybnych i mleczarskich. Będą sprawdzać, skąd obecnie pochodzi sól stosowana do produkcji. Jeżeli okaże się, że pochodzi z którejś z trzech firm podejrzanych o proceder fałszowania soli, będzie rekwirowana. Niewykluczone jest to, że produkcja w takich zakładach będzie wstrzymywana.

Ile soli w produktach?

Kostka rosołowa 1 szt. (10 g) – 6,61 g soli
Kapusta kiszona 100 g – 2 g soli
Paluszki 100 g – 2,25 g soli
Zupka instant z makaronem paczka (69 g) – 2,16 g soli
Płaty śledziowe w zalewie 100 g – 6,36 g soli
Żółty ser 100 g – 1,57 g soli
Margaryna do pieczywa 100 g – 1,25 g soli
Szynka 100 g – 2,19 g soli
Pasztetowa 100 g – 2 g soli
Kiełbasa 100 g – 2,16 g soli
Parówka 100 g – 2,29 g soli
Serek grani 100 g – 0,97 g soli
Ser topiony 100 g – 0,47 g soli
Ciasto drożdżowe 100 g – 0,44 g soli
Przyprawa do zup w płynie 100 g – 4 g soli
Chleb pszenny 100 g – 0,99 g soli

Ewa Bulczak (38 l.), dietetyk z poradni „Dieta dla Ciebie" z Poznania W soli znajdziemy m.in. sód, który może powodować nadciśnienie. Producenci nie muszą podawać wartości odżywczych na opakowaniu i konsument sam musi się kontrolować. Nie należy dosalać produktów, szczególnie tych przetworzonych, które zawierają w sobie sód.











INTERNET ZABIJA MÓZG



Chińscy naukowcy potwierdzili , że uzależnienie od sieci może powodować zanikanie obszarów mózgu odpowiedzialnych za emocje i funkcje poznawcze. Porównano skan mózgu osób uzależnionych od internetu  i tych mało korzystających z internetu. U osób uzależnionych osób wazne obszary mózgu były

mniejsze!

źródło : ANGORA





Co się dzieje w żołądku po zjedzeniu chińskiej zupki?

2012-02-16 (09:53)


Stowarzyszenie TEDxManhattan 2011, zajmujące się propagowaniem zdrowego odżywiania, przeprowadziło specjalne badanie, by sprawdzić jak żołądek człowieka radzi sobie ze strawieniem dania typu "chińska zupka".

Nie od dziś wiadomo, że najlepsze dla zdrowia są domowe posiłki, które przygotujemy sami na bazie naturalnych produktów. Zupy, sałatki, surówki, mięsa, sosy – wszystko, co przyrządzone we własnej kuchni jest nie tylko zdrowsze, ale najczęściej także smaczniejsze niż chińskie zupki, fast – foody i inne przetworzone potrawy. Nierzadko zdarza się, że osoby jedzące w pośpiechu cierpią z powodu zgagi, niestrawności czy innych dolegliwości ze strony układu pokarmowego.

Czym różni się proces trawienia dania instant od domowego posiłku?

Sprawdziła to organizacja TEDxManhattan 2011. Do żołądka kobiety – Stefani Bardin – wprowadzono specjalne kapsułki z kamerami, a następnie obserwowano jak narząd radzi sobie z procesem trawienia dwóch różnych posiłków. Pierwszym była chińska zupka z makaronem, żelki i napój izotoniczny. Drugie badanie przeprowadzono kilka miesięcy później, a w jego trakcie kobiecie podano tradycyjny rosół z makaronem, herbatę i żelki domowej roboty. Efekt eksperymentu możecie obejrzeć poniżej:



Jak widać na filmie, organizm kobiety miał wielkie problemy ze strawieniem sztucznej żywności. Znacznie szybciej poradził sobie z domowym posiłkiem. Makaron z chińskiej zupki zachował kształt po dwóch godzinach od spożycia, domowe kluseczki były w tym czasie w znacznej części rozłożone. Wszystkiemu winne jest 15 ulepszaczy znajdujących się w chińskiej zupce. Jeden z nich jest przeciwutleniaczem wyprodukowanym na bazie ropy naftowej!

Inne składniki to między innymi glutaminian sodowy, chemiczne spulchniacze, polepszacze smaku i konserwanty. Wszystkie są bardzo wolno trawione przez ludzki organizm, a w nadmiarze stają się niebezpieczne dla zdrowia. Glutaminian sodowy trzykrotnie podnosi ryzyko otyłości, może upośledzić wzrok, powodować migreny, uczulać, a nawet powodować astmę.

Jak oczyścić organizm z toksycznych związków? Jest na to kilka metod:

- Picie dużych ilości płynów - co najmniej 2 litry codziennie. Może to być woda, zielona herbata, dziurawiec, sok z kiszonych buraków, sok z kiszonej kapusty.
- Zero soli - należy zastąpić ją innymi przyprawami. Może to być kminek, majeranek, lubczyk, tymianek czy bazylia.
- Jabłka z cynamonem lekko zapieczone w piekarniku – spożywamy je w razie nagłego poczucia głodu.
- Sauna – raz lub dwa w tygodniu jeżeli nie ma innych przeciwwskazań. Świetnie oczyszcza organizm.
- Naprzemienny ciepły i zimny prysznic– poprzez pobudzenie krążenia krwi i limfy wszystkie komórki ciała są lepiej zaopatrzone w nie tylko w tlen, ale także w składniki odżywcze.

Jeżeli to nie pomoże, trzeba zastosować tygodniową detoksykację organizmu, która może okazać się pomocna i uratuje nie tylko nasze zdrowie, ale także pozwoli zrzucić kilka kilogramów, które stanowią zmagazynowane w ciele chemikalia. Poza tym, warto się zastanowić, zanim następny raz sięgniemy po zupkę w proszku.

psz/amo


Gdy choruje wątroba
Wątroba jest największym gruczołem wydzielania zewnętrznego w organizmie człowieka. Jest narządem miąższowym, który u zdrowego człowieka jest schowany pod prawym łukiem żebrowym i zwykle nie jest wyczuwalna podczas badania jamy brzusznej. Składa się z dwóch podstawowych płatów - prawego i lewego.
O wszystkim, co należy wiedzieć na temat tego organu, rozmawiamy z gastrologiem Katarzyną Kosikowską-Skowron.

Do czego służy ten narząd?
Wątroba pełni bardzo wiele ważnych funkcji w organizmie człowieka. Uczestniczy w metabolizmie węglowodanów (cukrów): jest miejscem aktywnego magazynowania, wytwarzania oraz uwalniania zasobów glukozy w zależności od potrzeb organizmu. Wątroba jest też bardzo ważnym narządem biorącym udział w gospodarce tłuszczowej. W niej odbywa się między innymi produkcja cholesterolu, fosfolipidów.
Kolejnym ważnym zadaniem wątroby jest produkcja wielu białek. 85 proc. wszystkich białek, krążących w naszej krwi, jest produkowanych w wątrobie, są wśród nich białka uczestniczące w procesie krzepnięcia krwi, których niedobór przy uszkodzeniach wątroby może powodować np. wybroczyny, wylewy podskórne, nasilone krwawienia itp. Narząd ten bierze także udział w przemianie wielu aminokwasów. W wątrobie są magazynowane zapasy witamin A, D, witaminy B12 oraz żelazo, cynk, miedź, molibden.
Ten organ jest najważniejszym miejscem naszego organizmu, w którym zachodzą reakcje detoksykacyjne, przemiana wielu leków i substancji toksycznych m.in. alkoholu. Kolejna funkcja wątroby to produkcja żółci i jej wydzielanie do przewodu pokarmowego.  
Żółć jest nam potrzebna?
Jak najbardziej. Żółć ma bardzo duże znaczenie przy trawieniu tłuszczów. Powoduje zmianę struktury tłuszczów przyjętych z pokarmem, dzięki czemu dostęp enzymów trawiących tłuszcze jest znacznie ułatwiony. Wątroba jest także odpowiedzialna za procesy związane z odpornością naszego organizmu.

Po czym możemy poznać, że naszej wątrobie coś dolega?
Bardzo często choroby wątroby rozwijają się bardzo podstępnie i powoli, na początku nie dając żadnych konkretnych objawów. Czasem są to objawy grypopodobne, bóle mięśniowe, osłabienie, brak apetytu, mogą być biegunki. Czasem nieprawidłowe wyniki badań krwi, często wykonywane zupełnie przypadkowo, są pierwszym sygnałem nieprawidłowości toczących się w tym narządzie. Bóle wątroby pojawiają się wówczas, gdy dojdzie do powiększenia tego narządu, bo powoduje to napięcie torebki otaczającej wątrobę, w której są receptory bólu. Ich drażnienie podczas rozciągania wywołuje ból.
Mówi się też, że o chorobach wątroby świadczy żółta skóra...
Pierwszym objawem uszkodzenia czy choroby wątroby może być właśnie zażółcenie skóry oraz białkówek oczu – taki stan wymaga dalszych badań i ustalenia przyczyny dolegliwości, nie zawsze jest wywołany uszkodzeniem tego ważnego narządu. Przy schorzeniach wątroby może pojawić się też świąd skóry, obrzęki kończyn dolnych, powiększanie się obwodu brzucha albo pajączki na skórze – objawy takie zwykle świadczą o znacznym uszkodzeniu wątroby, należy jednak pamiętać, że mogą pojawić się też w wielu innych chorobach, które nie są związane z wątrobą, dlatego też każdy tego typu przypadek powinien być oceniony przez lekarza.
Co szkodzi wątrobie?
Wiele czynników. Począwszy od nieprawidłowej diety, poprzez otyłość, przeróżne substancje chemiczne (leki, alkohol, inne używki), wirusy, inne choroby wątroby, ale też choroby ogólnoustrojowe.
Jedną z najczęstszych przyczyn uszkodzenia wątroby jest alkohol. Może wywołać różne postacie uszkodzenia wątroby: od stłuszczenia, poprzez alkoholowe zapalenie wątroby i w końcu marskość. Przebieg tego typu uszkodzenia może być zupełnie bezobjawowy, może wywołać bóle okolicy podżebrowej prawej, wynikające z powiększenia tego narządu, najczęściej po kilku, kilkunastu latach nadużywania alkoholu rozwija się marskość poalkoholowa wątroby. W ciężkich przypadkach alkohol może prowadzić do ostrej niewydolności wątroby.
Można takie ciężkie stany leczyć?
 Najważniejszym  sposobem leczenia jest w tym przypadku pełna abstynencja, chociaż w postaciach bardziej zaawansowanych często nie udaje się uzyskać pełnego powrotu do zdrowia. W zależności od nasilenia objawów niewydolności wątroby stosuje się też różne leki (m.in. odwadniające), pozwalające na poprawę stanu pacjenta. Inną przyczyną stłuszczenia wątroby może być otyłość – najczęściej jest to stan opisywany w badaniu USG, a w badaniach laboratoryjnych albo nie stwierdza się żadnych nieprawidłowości, albo stwierdza się nieznacznie podwyższone poziomy aktywności enzymów wątrobowych. W takim przypadku wystarczy redukcja masy ciała, dieta.
Co jeszcze może szkodzić naszej wątrobie?
Ważnymi czynnikami uszkadzającymi wątrobę są leki. Znanych jest wiele leków, w czasie stosowania których należy kontrolować parametry wydolności wątroby (m.in. leki obniżające cholesterol – statyny, paracetamol w większych dawkach, leki hormonalne itp.). Szczególną uwagę należy zwrócić na zioła chińskie, których stosowanie może wiązać się z bardzo poważnymi uszkodzeniami wątroby. W momencie pojawienia się jakichkolwiek problemów z tym narządem pacjent powinien poinformować lekarza o wszystkich lekach i preparatach, które przyjmuje lub przyjmował. Może to dać cenne wskazówki co do przyczyny dolegliwości.

Czy tzw. "żółtaczki", czyli zakażenie WZW typu A, B i C, powodują trwałe uszkodzenie wątroby?
Wirusowe zapalenie wątroby typu A (tzw. żółtaczka pokarmowa) nie wywołuje przewlekłego zapalenia wątroby. Po przechorowaniu następuje całkowity powrót do zdrowia. W przypadku zakażenia WZW typu B przebieg choroby może być bardzo różny. Najczęściej wystąpienie żółtaczki jest poprzedzone kilkutygodniowym okresem objawów podobnych do grypy z bólami mięśni i stawów, które ustępują po pojawieniu się żółtaczki. Do rozpoznanie tej choroby konieczne jest wykonanie całego zestawu badań wirusologicznych.  Czas trwania leczenia może być różny. Zwykle powrót do normalnej aktywności następuje w przeciągu ok. 6 miesięcy. Większość zakażeń udaje się wyleczyć bez pozostawienia śladu, tylko u niewielkiej liczby osób - do 5 proc. chorych - może przejść w zakażenie przewlekłe. W Polsce od wielu lat istnieje system szczepień noworodków przeciw WZW typu B, co znacznie zmniejszyło zapadalność na ten typ zapalenia wątroby.
A wirusowa żółtaczka typu C?
Ta choroba ma inny przebieg. Najczęściej bezobjawowy. Znacznie mniejsza liczba pacjentów ma objawy grypopodobne czy żółtaczkę. W nawet połowie przypadków następuje samoistna eliminacja wirusa. U części pacjentów rozwija się zapalenie przewlekłe, które najczęściej jest stwierdzane przypadkowo, a punkt rozpoczęcia choroby wiele lat wcześniej nie jest możliwy do ustalenia. Po 20-30 latach trwania przewlekłego zapalenia wątroby typu C rozwija się marskość wątroby. Niestety, nie ma szczepionki na wirusowa zapalenia wątroby typu C. Oba typy zapalenia B i C, jeśli przejdą w marskość, mogą następnie wywołać raka wątroby.

Na czym polega diagnostyka i leczenie wątroby? Jakich badań możemy się spodziewać i do jakiego lekarza się udać, gdy podejrzewamy, że naszej wątrobie coś dolega?
W momencie pojawienia się jakichkolwiek podejrzeń co do prawidłowego funkcjonowania wątroby, należy w pierwszej kolejności udać się  do lekarza pierwszego kontaktu. Już podczas wizyty w gabinecie, poprzez wywiad i dokładne badanie lekarskie, można wysnuć wiele wniosków. Po wstępnej diagnostyce lekarz może zlecić wykonanie podstawowych badań biochemicznych, tj. transaminazy, GGTP oraz zlecić ewentualnie USG jamy brzusznej. Jeśli wyniki w jakikolwiek sposób niepokoją lekarza, powinien skierować pacjenta do poradni gastroenterologicznej lub hepatologicznej. Tam poszerza się zakres badań laboratoryjnych o badania wirusologiczne czy autoimmunologiczne. Jeśli choroba wątroby zostanie zdiagnozowana, często wystarczy wyeliminowanie czynników chorobotwórczych – alkoholu, leków czy redukcja otyłości i stan pacjenta się poprawia. W części przypadków konieczne jest jednak leczenie specjalistyczne i regularna kontrola u gastrologa.

 
AD/ESE/
Lista najczęściej nadawanych imion żeńskich w 2011 roku:

1. Lena
2. Maja
3. Zuzanna
4. Julia
5. Wiktoria
6. Amelia
7. Aleksandra
8. Oliwia
9. Natalia
10. Zofia
11. Martyna
12. Anna
13. Alicja
14. Emilia
15. Hanna
16. Nikola
17. Marta
18. Gabriela
19. Milena
20. Nadia

Lista najczęściej nadawanych imion męskich w 2011:

1. Szymon
2. Jakub
3. Filip
4. Kacper
5. Michał
6. Mateusz
7. Bartosz
8. Wojciech
9. Adam
10. Jan
11. Piotr
12. Wiktor
13. Dawid
14. Antoni
15. Igor
16. Mikołaj



Sponsorzy nagród w konkursie "Szkolnastrona Roku 2012"

Mentor YDP Entelo